UEFA Liga Mistrzów

7 goli na Anfield! Roma rozstrzelana. Tempo Liverpoolu zabójcze. Klopp stworzył monstrum

Kiedy Roma pokonała Barcelonę i awansowała do półfinału LM, objawiła nam się niespodziewanie pierwsza dama włoskiej piłki. Nie ta stara z Turynu – młoda osobą Eusebio di Francesco, i kusząca nieprzewidywalnością futbolu. Pozwalała marzyć, że w bieżących rozgrywkach wydarzy się coś nieoczekiwanego. Marzenia legły w gruzach na Anfield Road.

Pierwsze pół godziny gry było zaskoczeniem dla gospodarzy, bo goście dostosowali się poziomem do miejsca w którym grali. Szacunek dla historii rywali, donośne „You’ll never walk alone” liverpoolskich kibiców – to wszystko robiło wrażenie na rzymianach, którzy przez pierwszą część gry pokazali pomysł na grę oraz osobowość. Zgodnie z przewidywaniami wyszli w 3-4-2-1, którym okiełznali Barcelonę i które zdawało egzamin, dopóki gracze Di Francesco nie uwierzyli, że to samo robią z Liverpoolem. Ładny, ale za lekki strzał Strootmana oraz ultra-szczęśliwa „interwencja” Kariusa przy petardzie Kolarova – dawały nawet złudzenie posiadania przewagi, tym bardziej, że Jurgen Klopp krzywił się na poczynania swoich graczy, od których ewidentnie wymagał intensywniejszego pressingu i podejścia wyżej większą ilością zawodników.

Wtedy właśnie objawił się geniusz Salaha. Rzymianie stracili piłkę tuż przed środkiem boiska. Powędrowała ona dwoma podaniami do „Faraona”, któremu pomógł moment nieuwagi defensywy gości. Dali oni dawnemu koledze chwilę czasu i za dużo miejsca, a ten wymalował pięknie uderzenie lewą nogą, które  wpadło w okienko bramki Alissona, ocierając się o poprzeczkę. Na świetnego bramkarza – piękny strzał, przy którym golkiper nic nie mógł zrobić.

To zdarzenie dodatkowo zbiło z tropu graczy Romy, którzy cofnęli się by nie stracić kolejnych goli – tym bardziej, że temperowali ich gracze The Reds, którym raz sędzia nie uznał gola, którego Mane’ zdobył za spalonego, a potem na drodze główki Lovrena stanęła poprzeczka.  Tuż przed przerwą rzymianie znowu stracili piłkę, którą Firmino błyskawicznie przekazał do Salaha i ten znowu nie cieszył się po golu. Eusebio di Francesco ustawił swoich zawodników tak jak w meczu z Blaugrana, tyle że Liverpool nie wymienia poodań jak Katalończycy a natychmiast uruchamia prostopadłe zagrania,  którymi Anglicy podkręcają tempo w sposób niesłychanie skuteczny.

W drugiej połowie nastąpiła dalsza część egzekucji, której nieco pomógł sędzia – przy trzecim golu Mane, podanie prostopadłe zastało dwóch zawodników Reds na spalonym, ale nie bez wpływu na całość sytuacji byli zawodnicy Romy, którzy dali się łatwo łapać na elementach gry, które mieli u przeciwników eliminować. Rozciągnięte formacje i straty piłki. Niezdecydowany Under, za wolny De Rossi , Ninja bez błysku i Juan Jesus z czasem coraz bardziej bezradny. Z każdą chwilą pressingu i tempa narzuconego przez Liverpool, rozpadała się zespołowość Romy. Czwarty gol ostatecznie zdeprymował gości: Kolarov dał się wyciągnąć do piłki, której nie sięgnął, powędrowała ona z pierwszej do Salaha,  minął on Jesusa i podał wzdłuż linii do Firmino, który dopełnił formalności z najbliższej odległości. Sześć minut potem ten sam zawodnik dobił Giallorossi strzałem głową a Salah skończył mecz kwadrans przed jego końcem z bilansem dwóch bramek i dwóch asyst.

Francesco Totti i Bruno Conti oglądali z trybun Rome bezradną. Goście zaczęli dobrze i z charakterem, ale po pół godzinie gry stracili koncentrację, gola i argumenty, którymi mogliby skutecznie przeciwstawić się znakomitym gospodarzom, rzymianie przegrali za dużo pojedynków indywidualnych, a Liverpool to wykorzystał szybko i bezwzględnie.   Intensywność gry gospodarzy  rozbiła w puch wszelkie koncepcje rzymian – Millner i Robertson w perfekcyjny sposób wsparli ofensywne trio The Reds, którzy zagwarantowali sobie udział w finale LM – po raz siódmy w historii klubu. Gole gości – jeden po standardowym błędzie Lovrena a drugi po karnym –  niczego nie zmienią. Roma w rewanżu zagra tylko o honor, bo odrobienie takiej zaliczki z takim rywalem jest absolutnie niemożliwe. Kibice i zawodnicy Romy mają prawo wierzyć i wypełnią szczelnie Stadio Olimpico, ale to będzie bój z przeciwnikiem lepszym i niesamowicie groźnym.  Jurgen Klopp stworzył piłkarskie monstrum, które nie musi się nikogo obawiać w finale – wystarczy utrzymywać to tempo gry. Zabójcze dla kogokolwiek…

Liverpool – Roma 5:2

35′ i 45′  Salah, 56′ Mane’, 61′ i 67′ Firmino

81′ Dżeko, 85′ Perotti (karny)

 



[fbcomments]

Góra