Sercem Kibica

A ja wiedziałem, że tak będzie… Milik coraz dalej od regularnych występów

Minęło już parę miesięcy odkąd Arkadiusz Milik zerwał więzadła krzyżowe kolana. Teoretycznie uraz został wyleczony, a sam zawodnik zainwestował ogromne pieniądze w sprzęt do ćwiczeń, aby jak najszybciej wrócić do drużyny i walczyć o pierwszy skład. Jednak ja nie mogę pozbyć się jednego bardzo nieprzyjemnego odczucia…

Te cholerne więzadła

Od momentu jak usłyszałem o kontuzji reprezentanta Polski pomyślałem sobie, że kurczę… on już nigdy nie będzie tak wielki jak mógłby być. I niestety to uczucie mnie nie opuszcza. Kiedy Milik przeszedł do Napoli wszystko wskazywało, że rośnie nam mocny następca Roberta Lewandowskiego, który przy okazji stworzy z nim świetny duet w ataku reprezentacji, przed którym będzie drżeć sam Sergio Ramos(jeśli akurat nie będzie gdzieś strzelał bramki główką w 90 minucie). Piękna gra w Ajaxie, a potem wejście smoka do ligi włoskiej, wszystko to było piękne. I może jednak okazało się za piękne. Umówmy się, każdy kto interesuje się piłką nożną wie, że zerwanie więzadeł oznacza wielkie problemy zdrowotne dla zawodnika. Kilkumiesięczna przerwa od gry, żmudna rehabilitacja, a potem powrót do formy. Jedno trzeba Arkowi przyznać, zawziął się porządnie, aby wrócić jak najszybciej, zauważyli to również kibice, którzy okazali mu wielkie wsparcie. Jednak miłość fanów na pstrym koniu jeździ. Kiedy stracili jednego idola, na jego miejsce znaleźli nowego – został nim Dries Mertens.

Przeklęty, cudowny Belg

Jak na nieszczęście wraz z kontuzją Milika formę życia zaczął osiągać Dries Mertens, który zaczął strzelać jak na zawołanie. W ostatniej kolejce Serie A Belg ustrzelił hat-tricka, a trener Sarri nie może przestać go komplementować. No i nie ma co mu się dziwić, Mertens jest uzdolniony technicznie, zabójczo skuteczny oraz piekielnie szybki. No właśnie, szybkość… To jest właśnie też problem naszego rodaka. Coś od początku nie pasowało mi, kiedy cały Internet non stop chwalił go za to kupno sprzętu do ćwiczeń, którego wystarczyłoby na dwie siłownie. Widać, że Milik często tam przebywał, bo jego sylwetka wyraźnie się powiększyła, ale jeśli chodzi o sprawy motoryczne – gdzieś uciekła mu prędkość, a biorąc pod uwagę, że Napoli gra systemem 4-3-3, gdzie atak głównie skupia się na kontrze i szybkich akcjach gry piłką, to nie wiem, czy poprawienie tężyzny fizycznej było tak istotne. Oczywiście wiadomo, musiał wzmocnić mięśnie, ale jednak kosztem utraty zwinności i zrywności

Taktyka zmienną jest.

Ratunkiem dla naszego napastnika może być zmiana taktyki Napoli na 4-3-2-1. Wtedy Arek mógłby grać na „dziesiątce”, a Mertens za nim, i wydaje się, że byłoby to dla nich idealne ustawienie. Większy i szerszy Polak na szpicy, a za nim szybki mały Belg. Póki co, ten wariant jest możliwy raczej podczas meczów ze słabszymi drużynami. Ale jednak istnieje pewna szansa, że Włosi zaczną grać w ten sposób, co mogłoby mocno ułatwić sprawę regularnych występów. Póki co, jeśli Milik chce wrócić do gry o pierwszą jedenastkę, to musi zacząć regularnie strzelać. Ostatnio kibice Napoli mieli do Polaka duże pretensje za brak wykorzystanych okazji w meczu ligi mistrzów przeciwko Szachtarowi Donieck, gdzie zmarnował parę dogodnych okazji.

A miało być tak pięknie…

Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, możliwe, że Polak będzie musiał pomyśleć o zmianie otoczenia. Najważniejszego dla niego to teraz grać regularnie i modlić się, aby więzadła znowu nie puściły. Wierzę w Arkadiusza Milika mocno, bo już zdążył pokazać, że w piłkę grać umie. Jednak obawiam się, że będzie on piłkarzem najwyżej dobrym (a nie wybitnym, jak byśmy chcieli), grającym w jakimś średniej klasie zespole. Bardzo chciałbym, aby pokazał mi, że się mylę i osiągnął poziom, o jaki go nawet jeszcze nie podejrzewaliśmy.

Tekst: Kamil Janowski Foto: gonfialarete.com



Komentarze

komentarze


Góra