Liga Europy

Atletico wygrało „gó*****aną rywalizację” (video)

W listopadzie 2017 roku Atletico Madryt zajęło trzecie miejsce w grupie LM i odpadło do LE. Do dalszych gier wśród mistrzów awansowali piłkarze CFC oraz AS Roma. To własnie wtedy, Gabi, kapitan Rojo-blancos powiedział: „Europa League to gó..no, i teraz będziemy jeszcze musieli to wygrać”. Jak powiedział tak zrobili a sam zawodnik zdobył gola w finałowym meczu z Olympique Marsylia.

Pisały o tym wszystkie media 1 listopada 2017: kapitan Atletico nie przebierał w słowach i bardzo drastycznie wypowiedział się o niższej klasie rozgrywek pucharowych: „obecnie to gówniane rozgrywki,choć kiedyś dały nam sporo satysfakcji. Jeśli przyjdzie nam w nich grać, to będziemy musieli je wygrać – jak zawsze” – tak powiedział przed meczem z AS Roma, który wyrzucił graczy Diego Simeone z LM. Sama wypowiedź może szokująca, ale oddaje stosunek wielu drużyn do udziału w tej rywalizacji. Dość, jeśli przypomnę tegoroczny casus Napoli czy  „postawę” Interu (dwa lata temu) , który odpadł w grupie z Southampton, Hapoelem Beer Sheva i Spartą Praga (…). Atencja wielkich tej piłki jest skupiona na LM – to dla niej zmienia się kluby, płaci krocie i robi cuda.

Diego Simeone zdobywał to trofeum 20. lat temu z Interem – przypominałem ten mecz dwa dni temu (tutaj) . Jako piłkarz był zadziornym, twardym pomocnikiem – defensywnym, ale bardzo skutecznym, strzelał wiele bramek – więcej niż klasyczny „scontrista” – czyli zawodnik kontrastujący kreatywnych graczy rywala. Ot, taki krewki Krychowiak, tylko bardziej bramkostrzelny. Dużą karierę zrobił w Atletico, Interze i Lazio – wszędzie wielbiony za charakter, zaangażowanie i grę – ciężką do zapomnienia, ale przede wszystkim, do zniesienia dla rywali. Ten etos walki zaszczepił idealnie w Atletico, które bez niego nie byłoby czołową drużyną w Europie. Liga Europy 20111/12 to był początek wspólnej drogi, potem były dwa przegrane finały LM – porażki bolesne, bo odniesione z lokalnym rywalem, który bił przy okazji pucharowe rekordy. Połowa Europy kibicowała ekipie z Vicente Calderon, ale LM to domena Realu i Simeone schodził dwa razy pokonany: 1-4 w ’13/14 i w rzutach karnych dwa lata później. Wygrana z OM, to  dla Simeone  drugi triumf w Europie, dla klubu – trzeci, bo gracze z Madrytu wygrali tę rywalizację jeszcze w 2010 roku, kiedy trenerem był Quique Sanchez Flores a w ataku drużyny hasali Kun Aguero i Diego Forlan – zacna ekipa. Dodam jeszcze, że przy pierwszej wygranej  El Cholo, miał on w napadzie Radamela Falcao. Trzeci puchar dla Madrytu wygrał Antoine Griezmann, który strzelił 2. gole. Co ciekawe – trzeciego dorzucił Gabi, ten sam, który deprecjonował znaczenie rozgrywek….

Ze składu, który wygrał rozgrywki 8 lat temu pamiętamy…bramkarza MU, bo to De Gea strzegł wtedy siatki Atletico. Drugi puchar wznosili m.in Godin, Gabi i Diego Costa którzy i w finale 2018 roku wybiegli na boisko. Na bramce stał wtedy obecny bramkarz CFC – Courtois. Dlaczego o nich wspominam? Bo styl gry i sukcesy Atletico powodują, że możne kluby chętnie podbierają zawodników Simeone. Costa wybył do CFC, ale wrócił po konflikcie z trenerem Conte, Mirandę kupił Inter, Arda Turan wywędrował do Barcelony a Mario Suarez do Chin – to tylko kilka przypadków. Rzecz nie jest o transferach, ale o umiejętności utrzymania poziomu, którą prezentuje Diego Simeone i wybierani przez niego zawodnicy. Zjawisko rzadkie –  świadczące tylko i wyłącznie o jakości pracy trenera.

Wyczuliście już doskonale do czego piję: Antoine Griezmann jest przymierzany do Barcelony już drugi sezon, ale po pucharowym sukcesie,  Simeone powiedział „mam nadzieję, że zostanie” – wie co mówi, bo ubytki tej klasy graczy są – przy dzisiejszych cenach – wyjątkowo trudne do uzupełnienia. Gdyby Francuz odszedł do Blaugrana – na co się zanosi, chyba, że zadziała magnetyzm Cholo – to kto miałby go zastąpić? Jakiś zawodnik za 100 milionów Euro. Kto taki? Cavani? Icardi? Lewandowski? Nazwisk pasujących do stylu gry klubu nie ma wcale wielu. Może syn trenera – Cholito Simeone – gracz Fiorentiny? Za młody chyba na takie wyzwania. Sam trener też jest kuszony – zwłaszcza przez Inter gdzie jest uwielbiany przez kibiców. Trudno jednak wyobrazić sobie by szkoleniowiec odszedł z klubu, gdzie pracuje tak wydajnie i „po staremu” – Atletico jawi mi się jako bastion piłki jaką lubimy najbardziej – zorganizowanej, walecznej, opartej na wysokim pressingu, bez gwiazdorstwa – takiej z elementami z lat ’90 tych.

Olympique Marsylia prowadzi Rudi Garcia, też fajny trener, który zostawił po sobie wartościowe wspomnienia z czasów pracy w AS Roma. Jego ekipa – na papierze – nieco ustępowała rywalom, bo Dimitri Payet czy Luis Gustavo, to mniejsze postaci niż chociażby Oblak, Vrsalijko, Koke, Saul, Godin czy wspomniani Costa i Griezemenn, o których pytają czołowe kluby w każdym oknie transferowym. Mecz rozegrano w Lyonie, co – bardzo teoretycznie – forowało marsylczyków, którym impetu i pomysłów wystarczyło jednak na 20 minut gry. Tyle bowiem wystarczyło Atletico by wymusić błąd rywali, którzy stracili piłkę. Przejął ją – któż by inny – Gabi, podał do Griezmanna  w taki sposób i miejsce, że temu nie pozostało nic innego jak strzelić do bramki. 12 minut później zszedł Payet i wiadomo było, że nieprzewidywalność i kreacja Francuzów zostały zminimalizowane – nie było czym straszyć.

Atletico to nie jest drużyna, która prezentuje futbol efektowny – ale za to bardzo skuteczny. Wysoko i stale nęka swojego rywala swoją fizycznością i nie daje mu odpocząć, a trener Simeone – zawsze przy linii – ekspresyjnie czuwa nad prawidłową realizacją przedmeczowych założeń. Coach nie ryzykuje – zdjął Vrsaljiko, który  dostał żółta kartkę i wprowadził Juanfrana, który również pamięta tytuł zdobyty 6. lat wcześniej. Trzy minuty później – inny gracz tamtej drużyny – Koke, znajduje podaniem (ponownie) Griezmanna, który zabiera się z piłką do bramki. Prawie – napór Atletico to coś godnego podziwu i naśladowania. Po drugim golu Atletico miało kolejne szanse (Griezmann), ale brakowało szczęścia i centymetrów. Przez chwilę mecz zrobił się mało atrakcyjny bo Hiszpanie się przyczaili – co oznacza beton nie do przejścia – a Francuzom brakowało argumentów, zaczęła się walka nagrodzona kartkami przez sędziego, który wyjął trzy żółte  w dwie minuty gry (2:1 dla OM;) . Pod koniec meczu Koke znowu wymyślił cudne podanie do – no kogo? – Gabiego, który dokończył egzekucji i dotrzymał słowa: przypieczętował wygranie mało poważanej LE.

Czy Griezmann odejdzie? Barcelona to atrakcyjna lokalizacja i piłka wymagająca mniej walki – to może skusić napastnika, który ma w CV tylko zespoły La Liga: w Realu Sociedad i Atletico rozegrał 350. spotkań i strzelił ponad 160 bramek. Występy obok Messiego, Dembele czy Coutinho mogą być ambitnym wyzwaniem dla Francuza, którego na pewno w Madrycie jakoś zastąpią….robią tak zawsze w ostatnich latach, zwłaszcza pod wodzą Diego Simeone.

 

 

 

Foto: marca.com wykorzytano materiały GdS i własne

 

 

 



[fbcomments]

Góra