Artykuły i felietony

Borussia Dortmund rządzi. Ruszyła maszyna, czy ktoś ją zatrzyma?

Prawie cała kolejka Bundesligi za nami. Kibice nie mogli narzekać na brak dobrych widowisk oraz niespodzianek. Największą z nich był zapewne remis Bayernu z Werderem. Bayern prowadził pewnie 2:0 by ostatecznie wyjechać z Bremy tylko z jednym punktem i wynikiem 2:2.

Wracając do tematu dobrych widowisk…Mam wrażenie, że w lidze niemieckiej od początku sezonu patrzymy na trwający spektakl jednej drużyny. Borussia Dortmund (w której jedne z pierwszych skrzypiec gra Łukasz Piszczek), weszła w ten sezon jak Harvey na Teksas. Już pierwszy mecz wskazywał, że przemyślane transfery, młodość oraz chęć do gry ofensywnej i wysokim pressingiem Dortmund ma w swoim DNA.

Zaczęło się od wyjazdowego zwycięstwa 3:0 z Wolfsburgiem, następnie przyszła kolej na Herthę. Przed największą trybuną w Europie, na własnym stadionie Żółto-Czarni wygrali 2:0. Tutaj przyszedł czas na delikatne zwolnienie, swoistą przerwę na kawę i ciastko – ostatecznie większość oper bądź długich spektakli musi mieć antrakt. Dla Borussi takowym był mecz wyjazdowy do Freiburga, w którym po 90 minutach na tablicy widniał wynik 0:0. Mimo straty potencjalnych dwóch punktów, ten wynik przydał się drużynie – obniżył oczekiwania i delikatnie zdjął z piłkarzy presję. A po przerwie na reklamy wracamy od razu z mocnym akcentem. W czwartej kolejce do Dortmundu przyjeżdża FC Koeln i mimo zapewnień, że po sprzedaniu Modeste ich gra stanie się bardziej kreatywna, zostaje rozjechane 5:0. W drużynie Borussii widać zgranie, chęć do gry pozycyjnej oraz podłączania się obrońców (nawet środkowych!) w budowanie ataku zespołu. W następnym meczu podopieczni trenera Petera Bosza nie zwalniają i na wyjeździe pokonują Hamburger SV 3:0. Jak się jednak okazało nawet to miało być tylko przedsmakiem. W ostatniej kolejce Dama z Westfalii gościła u siebie swoją imienniczkę z Monchengladbach. Powiedzieć, że zgotowała prawdziwą ucztę, to jak nie powiedzieć nic. Dortmund pewnie wygrał 6:1 (ku zdenerwowaniu Romana Burkiego, który zepsuł sobie straconym golem statystykę jedynego do tej pory bramkarza w sezonie bez straconej bramki) i przy potknięciu Bayernu jest samodzielnym liderem Bundesligi.

Po sześciu kolejkach Dortmund ma 16 punktów i bilans bramek 19-1. Każdy pasjonat piłki nożnej wie, że o ile liczby są ważne, to nie zawsze oddają w pełni obraz konkretnego meczu czy drużyny. A właśnie o drużynie jako całości należy tutaj wspomnieć.

Borussia gra obecnie formacją 4-3-3, ewentualnie z minimalnymi wariacjami. Na środku obronu wiodą prym Sokratis oraz Toprak, który po kontuzji Bartry wciąż pozostaje numerem jeden mimo powracającego do zdrowia Hiszpana. Gra Sokratisa w tym sezonie, to maestria w każdym calu. Grek świetnie broni dostępu do własnej bramki, nie boi się dochodzić do sytuacji strzeleckich a jego podania prostopadłe z głębi pola powinny być pokazywane na filmach instruktażowych dla młodych piłkarzy. Na bokach defensywy klęska urodzaju. Piszczek, Toljan, Zagadou, Schmelzer, Raphael Guerreiro (dwóch ostatnich kontuzjowanych). Ci zawodnicy gwarantują jakość oraz ciągłą rywalizację o skład a biorąc pod uwagę rozgrywki Ligi Mistrzów czy Pucharu Niemiec szeroka kadra się przyda. W lini pomocy nowy nabytek – Mahmoud Dahoud wraz z Sahinem i powracającym do zdrowia Mario Goetze. Tercet piłkarzy, którzy w dzieciństwie wpadli do kotła z kreatywnością. Nawet jeśli któryś z nich zawodzi, to na ławce rezerwowych jest kilku chętnych by ich zastępić. Kagawa, Castro czy Weigl, który w swój pierwszy mecz od 1 minuty w sezonie wszedł z drzwiami. W ataku Philipp, Aubameyang i Pulisic bądź Yarmolenko. W obwodzie pozostaje jeszcze wciąż kontuzjowany Marco Reus i młodziutki Isak. Borussia ma zawodników, którzy wciąż są głodni gry i sukcesów.

Prezentują styl Barcelony za czasów Franka Rijkarda zmieszany z defensywą Monaco z poprzedniego sezonu. W Dortmundzie strzelać potrafią wszyscy, od stopera po wysuniętego napastnika (w przypadku Auby to chyba tłumaczyć nie muszę). Ciekaw jestem na ile wystarczy pary. Czy tak dobry początek sezonu to tylko kwestia szczęścia i kiedy przyjdą trudniejsi rywale drużyna Piszczka zatrzyma się na ścianie? Do takich wniosków skłania chociażby mecz w LM, gdzie Borussia uległa 3:1 Spursom. Oczywiście, pewnie gdyby nie błąd sędziego, mecz mógłby potoczyć się inaczej.

Na ten moment, chociaż Hans-Joachim Watzke wciąż stara się zdejmować presję z piłkarzy, Borussia Dortmund jest głównym kandydatem do zdobycia mistrzostwa. Czy uda się po kilku latach znów pokonać w tym wyścigu Bayern, który choć kulawy, to nadal piekielnie groźny? Musimy poczekać do końca sezonu. Obyśmy tylko mogli oglądać same tak grające drużyny, to nawet nie zorientujemy się kiedy koniec sezonu nastąpi.

(KS)

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language