Artykuły i felietony

Być albo nie być. Przedurlopowy felieton przewrotny

….Oto jest pytanie: czy szlachetniejszym jest przepłynąć ocean nieszczęść, czy odpierać strzały zawistnego losu (…). Przekładów jest wiele, ja pisze z pamięci, widzę już tylko kompletny rozgardiasz w domu i wczesnoporanną godzinę wylotu na upragniony urlop z ukochanym Synkiem – wybaczcie więc ewentualne lapsusy. Skąd Hamlet w futbolu? Bo z potyczek z Duńczykami wszystkie kłopoty się zaczęły, a łomot w państwie duńskim był przystawką do dalszej kaszany.

Ciężko przeżyłem MŚ w Rosji. Brak stylu (i czegokolwiek pozytywnego w występach jednej z bardziej oczekiwanych ekip)  solidnie mnie zdeprymował – zwłaszcza na tak porywającym turnieju. Nie każde MŚ takie są,  jako równie atrakcyjnie – przed rosyjskimi –  oceniam te w 2006 roku, wcześniej te w 1998, ’94 i ’90 oraz Espana ’82. Światowe czempionaty to wydarzenia na wskroś wyjątkowe: nie zawsze w poziomie rywalizacji sportowej, ale zawsze w kwestii nastawienia kibiców…i mniej liczących się drużyn. Komu uśmiechu na twarzy nie przysporzyli choć raz piłkarze z Algierii, Maroka, Kamerunu? Nie wspomnę o wielkiej sympatii dla Chorwatów, Szwedów czy Duńczyków – ci akurat mieli dobrą ekipę w 1986 roku. „Vi er rode, vi er vide – vi er danske dynamite!” Hasło wprawdzie z Euro 1992, ale Barwy jakby te same, choć w odwróconych proporcjach – jak i mentalność, którą zilustrowało boisko. Wszyscy pojechali na rosyjski  turniej pokazać co najlepsze. W najgorszym wypadku mówi się: „wygramy, przegramy , s..ł ich pies – ale pogramy w piłeczkę„. Pograliśmy?

Ten tekst jest przedurlopowy – proszę czytać z należycie przymrużonym okiem. Ale też dostrzec uważnie, co potem: zdjęcia z wakacji – wymęczone porażki, ciężkie obozy, to i plaże egzotyczne, i drinki, papieroski: w dobie social mediów dzielimy się z followersami wszystkim. Jak dla mnie więcej niż płachta na byka, ale „takie czasy” – nie dyskutuje. Zwracam tylko uwagę, że MŚ to dla kibiców czas szczególny: jedni biorą urlopy i jadą za swoimi, drudzy planują biznes – strefa kibica, ogródek piwny, są też przedsięwzięcia bardziej złożone, ale każdy coś poświęca: czas (który mógłby dedykować rodzinie) , zdrowie (bywa, że nie da się odzyskać) i pieniądze, z którymi różnie bywa, ale podobno lepiej je  mieć. I co? Zamiast godnego występu mamy kaszane – kibice tracą, a sprawcy nie: bo przecież było ustalone wcześniej. W jakiej inne branży, takie rozminięcie się z założeniami projektu, powoduje pełną wypłatę ustalonego wynagrodzenia? Jeśli jest takowa,  to zmieniam od razu zajęcie – na futbol tak lukratywny za późno. Mam 46 lat i dopiero co dostałem lekarskie OK dla pełnego powrotu do sportu – to wielki sukces po roku doświadczeń, których nie polecam.

Dalej: facet (którego „warsztatem” zachwyca się kilku możnych z branży) kładzie w najgorszym ze stylów kluczowe półrocze pięcioletniego cyklu szkoleniowego reprezentacji narodowej. Jego ekipa – z jednej z najbardziej oczekiwanych, wraca z etykietką najgorszej na turnieju. A on? Rezygnuje, zaczyna taniec wokół kontraktu z mistrzem kraju, ale droczy się w oczekiwaniu na zasłużony kontrakt zagraniczny. Zoria Ługańsk jest jedynym oferentem, ale nasz „Maestro” nie poważa takiej destynacji, choć dla mnie byłaby wspaniałą pointą o charakterze zesłania – najlepiej bez dostępu do mediów. Taka Elba Napoleona, chociaż…wróć,  niech byłaby to Św. Helena, bo z włoskiej wyspy Wódz wrócił na 100 dni. 23 marca pisałem o analogii do okresu zwanego „Lotem Orła”…no i wykrakałem. Koniec końców faworyt Prezesa z lokiem (loco bardziej pasuje) nie obejmuję Wojskowych, bo „to nie najlepszy moment, nie przepracował okresu przygotowawczego” – wiadomo: kunszt i warsztat. Po praskiej stronie miasta stołecznego powiedzieliby: „ehe, jedzie mie tu tramwaj”? Nic nie jedzie, a przede wszystkim nie jechała Legia, która odpadła w klasycznych przedbiegach LM – w okolicznościach bliźniaczych do zeszłorocznych. Nauka poszła w las…obok takiego, malowniczego, stał obiekt klasy „D”, na którym „Wielki Górnik” dostał łomot do Słowaków. Kibice z Roosevelta mogą zluzować żagle i przestać pompować na Legię swoje odium. Ich pupile dali ciała jeszcze lepiej. Wiem, że inne budżety klubów, ale aspiracje i historia podobne a jakby porównać stadion z Zabrza do tego z Trencina….

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Duża rzecz, poważna decyzja w życiu każdego z nas. Artysty, sportowca, polityka, ojca – faceta: dlatego jeden wokalista dośpiewuje „niepokonanym”. Przykro mi niezwykle, że w takich okolicznościach skończył właśnie Łukasz Piszczek – jeden z kilku atletów w naszej kadrze. Skromny, z urokiem eleganta sprzed WWII, gdy w gazie – nie do zatrzymania. Pamiętacie jego konkurs „trójek” z Fabiańskim z czasów Euro 2016? Dla mnie Łukasz Piszczek odchodzi z klasą i niepokonany.  Nie szarpałem za MŚ zawodników ad personam. Dlaczego? Bo w życiu możesz czasem bardziej chcieć niż móc, może ci się wydawać, że jest ok, możesz mieć formę i ją stracić nagle – wirusy, infekcje, inne przypadki. Możesz być po prostu bez formy: ciężki sezon, taki organizm i tyle – z pustego to i Salomon nie naleje. Mam drobne zastrzeżenie: pisałem, że w kadrze Niemiec jest pewien ordnung: w 2014 roku Khedira czy Ozil i Goetze zgłaszali ukryte niedyspozycje, żeby jedenastka wychodząca na boisko była zawsze top. Komu zgłaszali? Sztabowi – ten polski w Rosji liczył 18 osób! Do tego 23 piłkarzy. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby podnieść temat: szefie, ale z takim składem to będzie kicha? Były jakieś alternatywy: Bereś za Piszczka, Jędza za Cionka, Grosik za Kube i Kurzawa za Turbo – nic tylko biegać! Po co na turniej jechał Linetty, skoro przyjechał skrajnie wyczerpany do Juraty i wiadomo było, że nie zagra? Jak tandetnym alibi było wpuszczenie Peszki z Japonią? Gdzie ład, skład, pomysł i kunszt?

Tam gdzie i wszystkie wypowiedzi Bońka i Nawałki po partaninie. „Jestem zadowolony z pracy trenera, taki mamy futbol, winna jest mała ilość godzin WF’u w szkole i dużo gier komputerowych” – (nie)poważni ludzie zwalają teraz na dzieci. Szukają źródeł fakapu półrocznego braku pracy w zjawisku, które dla efektów potrzebuje lat dziesięciu. Ah i jeszcze podają – o, znawcy – że „państwo niemieckie” łoży na piłkę 100 ml Euro roczna a nasze jest słabe. Huzia na Józia. Bym był Kaczafim, to za ten tekst bym Zibiemu fundnął komisję….tak, żeby przestał cwaniakować „na polityka”, bo jeśli topowi dziennikarze piszą o preziu, że jest jedynym człowiekiem w Polsce, który „co innego mówi, co innego myśli, a co innego robi” to znaczy, że albo wariat, albo …politykier. PZPN to nie są „ich prywatne środki” – Boniek zastał związek biedny a mieszki napełnił srogo. Od kogo? Od sponsorów: cząsteczka każdego Twojego pieniądza wydanego na produkt sponsora związku:  napój, maszynkę do golenia, samochód czy telefon i inne FMCG lub usługi (finansowe)   idzie do kasy związku….Do przemyślenia.

Żeby pozytywnie zakończyć temat: wspaniałe MŚ były przystawką do wielkiego mercato – jak przewidywałem, tak jest. CR7 w Juve to dobry prognostyk dla sezonu w Serie A. Najpoważniej – od 10 lat – zbroi się Inter, Higuain w Milanie to też perspektywa równowagi sił. Becker i Keita w Liverpoolu to trąbka do ataku na wyższą pozycję w BPL, gdzie arcyciekawy będzie pojedynek Mau-Mou-Pep-Klopp. Czy tytuł dla Tricolores wybudzi z letargu możliwości PSG? Jak poradzi sobie nowy Real i rozhulana zakupowo Barca? Pytań jest wiele – sporo postaramy się zobrazować i poddać dyskusji w naszym serwisie, który na czas jakiś zostawiam dwóm fajnym, młodym facetom, kibicom, dziennikarzom. Czytajcie ich, chwalcie, gańcie, dyskutujcie – byle z sensem.

Ja życzę Wam dużo zdrowia, super czasu z najbliższymi i korzystania z tak pięknych okoliczności przyrody: słońca i przestrzeni. Serdeczności!

#polskagola

fot: gettyimages



[fbcomments]

Góra