UEFA Liga Mistrzów

Cierpiący Real i zły dzień Bayernu (video)

Drugi półfinał LM nie dostarczył tylu emocji co spotkanie w Liverpoolu. Mecz stał na wysokim poziomie – owszem – ale oglądanie Realu, który zdobywa kolejne wyjazdowe boiska, staje się nudne – tym bardziej, że Blancos robią to ostatnio jak po grudzie – siłą doświadczenia i spokoju. Tymi argumentami zdobyli Allianz Arena – Monachium padło tak jak wcześniej Paryż i Turyn.

Bayern Monachium trzy razy z rzędu wygrywał te rozgrywki – poczynając od 1974 roku. Przed podobną szansą stoi obecnie drużyna z Madrytu, która – bez większych fajerwerków – wygrała kolejny mecz i postawiła monachijczyków w bardzo trudnej sytuacji. Hiszpanie stali się prawdziwą „bestia negra” dla Bayernu, który pokonali w szóstym, kolejnym spotkaniu. Real nie grał super-efektownie, ale efektywnie – wykorzystał szansę, które sobie stworzył. Nie zrobił tego RL9 i spadła na niego  krytyka. Napastnik z takimi aspiracjami powinien strzelać w ważnych meczach – grzmią krytycy naszego napastnika. Z jednej strony to oczywistość, ale z drugiej: Lewy był krótko i ostro kryty, miał mało przestrzeni i wędrowało do niego mało piłek – dlatego gola ( po pięknej akcji ) zdobył Kimmich i dlatego pole do popisu miał Ribery, który nie grzeszył skutecznością, a w sytuacji w której powinien był strzelić – nieudolnie przyjmował piłkę. W bliźniaczej sytuacji Asensio pokazał jak to się robi, podobnie Marcelo, który ze stoickim spokojem wyrównał stan meczu. O faulach na rzuty karne wspominam tylko z obowiązku. Jeden lub dwa karne za faule na Lewym i jego ocena byłaby inna. Faule były – karnych nie, więc nie ma tematu. Dopóki LM nie zastosuje VAR pozostanie dla mnie rozgrywkami niewiarygodnymi. Dodam jeszcze, że przy każdym z goli lepiej mogli się zachować bramkarze. Zwłaszcza Ullrich, który przy pierwszym golu, zamiast się wyciągnąć jak struna i próbować sięgnąć piłki – podkurczył rece pod siebie (…) Navas  puścił gola na krótki słupek, ale akcja była szybka, Kimmich widział, że golkiper Blancos pilnuje wbiegającego Lewego i precyzyjnie umieścił piłkę w bramce – ładne to było. Lewandowski zrobił w tej akcji co do niego należało.

Real nie wygrywał na wyjazdach w 1/8, 1/4 i półfinałach tych rozgrywek od 1962 roku. W bieżącym sezonie złamał rekordy PSG, które było niepokonane na Parc des Princes. Jeden mecz na 74 przegrał Juventus w Turynie aż przyjechał Real i zadał Starej Damie kolejną porażkę. Niepokonany w tym sezonie na własnym boisku był również Bayern. Z drugiej strony – ubiegłoroczna drużyna Ancelottiego, potrafiła wyrównać wynik spotkania w regulaminowym czasie gry. Potem doszło do dogrywki i kontrowersji, które kładą się cieniem na tych rozgrywkach. Wówczas dwa gole ze spalonego dały Realowi awans. Każdy mecz jest inny, wynik nie jest takim wyzwaniem jakie czeka graczy Romy – tym bardziej, że Real nie gra jakoś fenomenalnie. „Wygrali – bo tak” – napisał dziennik El Pais: „Dwa haki na szczękę i koniec. Real męczył się w Paryżu (mimo absencji Neymara), męczył się w Turynie, dopóki Cristiano nie wymyślił przewrotki życia, ciepieli też w Monachium, ale Real to potrafi” – napisał Pepe Samano. „Nawet kiedy nam niespecjalnie idzie, zachowujemy spokój – to nasza główna siła. Jesteśmy kolektywem zawodników o dużych umiejętnościach i doświadczeniu – zachowując spokój doprowadzamy do sytuacji, że zawsze coś wpadnie” – powiedział Toni Kroos.

Juventus pokazał, że można strzelić trzy gole w Madrycie i stracić awans w ostatniej chwili. Wówczas cudu nie było, może szczęście uśmiechnie się do monachijczyków? CR7 i RL9 nie zaliczyli trafień w pierwszym spotkaniu. Czy w rewanżu pokażą na co ich stać?

 

Z wykorzytaniem materiałów z GdS



[fbcomments]

Góra