Artykuły i felietony

Co z tym Realem? Co ten Zidane?

Pamiętacie okres przed sezonem a później sam początek sezonu 2017/2018? Nie? Ja pamiętam, mówiło się wtedy, że Real Madryt ma najlepszą kadrę spośród wszystkich klubów na świecie, że mają po dwóch klasowych piłkarzy na każdej pozycji a na niektórych nawet trzech. Obecnie Królewscy zajmują trzecią lokatę w lidze i ‘tylko’ walczy o wyjście z grupy LM na pierwszym miejscu.

Co jest powodem takiej słabej formy zespołu? A może to źle zadane pytanie i tak naprawdę Real jest w formie, tylko oczekiwania względem drużyny były tak duże, że każde delikatne potknięcie jest piętnowane a wygrana jest oczywistością? Postaramy się znaleźć przyczynę oraz odpowiedzi na taki stan rzeczy. Wracając do okresu przed sezonem. Jeszcze w lipcu, kiedy wydawało się, że Real będzie miał atak marzeń z klubu za 80 milionów euro odszedł Alvaro Morata. Hiszpan był sfrustrowany rolą zmiennika i zdecydował się na ruch do londyńskiej Chelsea. Oznaczało to brak zmiennika dla Karima Benzemy. Ale hej, przecież on jest najlepszy, rozumiecie? On jest NAJLEPSZY. Takie słowa wypowiedział na ostatniej konferencji Zizou. Na jakiej podstawie i jakimi statystykami się podpierał pozostaje jego słodką tajemnicą.

Na początku sezonu z powodów dyscyplinarnych na pięć spotkań ligowych ze składem musiał pożegnać się Cristiano Ronaldo. Portugalczyk został ukarany przez hiszpański związek za reakcję na otrzymanie czerwonej kartki w meczu Superpucharu Hiszpanii. Przez pięć spotkań o ‘sile’ ataku Galacticos mieli decydować Pan Najlepszy, Szklany Gareth Bale oraz wieczny talent Isco i młodziutki Asensio. Skończyło się i tak nie najgorzej bo w pięciu meczach Real zdobył osiem punktów. Mówiło się wtedy, że kiedy Cristiano wróci, to Real zacznie znowu błyszczeć. Portuglczyk wrócił, Real nadal w kratkę. W Lidze Mistrzów Królewscy mają 7 punktów, tyle samo co Tottenham, lecz ich gra również nie zachwyca. Przynajmniej Ronaldo się rozstrzelał i ma już 5 bramek na koncie w tych rozgrywkach.

Wróćmy jednak do ‘tu i teraz’, tak, jak sobie wcześniej powiedzieliśmy: LM – 1 miejsce w grupie, 7 pkt., Liga hiszpańska – 3 miejsce, 17 pkt. I strata ośmiu oczek do prowadzącej Barcelony. Któryś z komentatorów stwierdził, że różnica jednego punktu w La Liga jest jak różnica trzech w Premier League. I chociaż z pozoru egzotyka toku myślenia może powalać, to po głębszym zastanowieniu zgadzam się w pełni. Parafrazując klasyka, w lidze angielskiej nie ma słabych zespołów, co sprawia, że potknąć może się każdy i wszędzie. W lidze hiszpańskiej tak nie jest i przewaga ośmiu punktów wypracowana już na tym etapie sezonu pozwala założyć, że mistrzem kraju zostanie Barcelona.

Przyglądając się całej sytuacji związanej z Realem mam Deja Vu. Zobaczmy: drużyna gwiazd za miliony, świetny trener, świetne poprzednie sezony. Nie świta? A pamiętacie może erę tych powiedzmy prawdziwych Galacticos? W składzie był wtedy Raul, Casillas, Figo, Zidane, Beckham, Ronaldo, Carlos a zespół zawodził. Również wtedy mówiło się, że Real z taką paką musi wygrać wszystko a skończyło się na wielkim niczym. Obecnie mamy analogiczną sytuację, ciekawsze jest to, dlaczego tak jest. Mam wrażenie, że chodzi o mentalność. Pamiętam jak Tomek Hajto mówił po strzale Teodorczyka w meczu naszej kadry, że w Anderlechcie by to weszło. I mam wrażenie, że podobnie jest z piłkarzami Realu, gdyby grali gdzie indziej, wszystko byłoby okej. Isco, Asensio, Bale, Modric, Kroos czy nawet NAJLEPSZY Benzema w innych klubach byliby dominującymi ogniwami, podczas gdy w Realu są tylko jednymi z gwiazd Wielkiego Wozu.

Po raz kolejny historia pokazuje nam, że drużyna złożona tylko z zawodników topowych nie jest w stanie prezentować najwyższego poziomu, bo zachwiany jest balans. W każdej drużynie powinna być hierarchia, pierwszy skład powinien być pewny siebie a rezerwowi głodni gry. Przed nami nadal sporo czasu do zakończenia rozgrywek ale trzymajcie mnie za słowo, dopóki nie nastąpią kolejne organizacyjne i osobowe zmiany, Real nic ważnego nie wygra.

(KS)



Komentarze

komentarze


Góra