Polacy w ligach zagranicznych

Derby Włoch: thriller na San Siro, kartki i VAR zepsuły widowisko

Był to mecz, w którym remis nie urządzał żadnej z drużyn i było to widać już od początku. Juventus deklarował podejście „jak do finału” – nie mogło być inaczej wobec tylko jedno punktowej przewagi nad Napoli. Inter walczy z rzymską koalicją o miejsce w czwórce, które zagwarantuje mediolańczykom LM.

Roma wygrała sobotni mecz z Chievo (4:1) i Spalletti wiedział, że oznacza to jedno – Inter tez musi osiągnąć taki wynik. Posłał do boju swoje flagowe 4-2-3-1, z Vecino i Brozoviciem przed linią obrony oraz Candrevą na prawym skrzydle i Rafinhą na 3/4. Pierwsza połowa meczu o taką stawkę musiała posiadać dużą dozę napięcia – i tak było. Trwała prawie 55′ minut, ze względu na faule, kartki i VAR.

Max Allegri nie zaskoczył swoim 4-3-3, ale wysokim pressingiem i  ustawieniem Cuadrado na prawej obronie i Costą przed nim.  Wynikało to  z chęci powstrzymania szybkiego Perisicia, który operuje po tej stronie boiska – posunięcie okazało się słuszne, bo Chorwat nie mógł swobodnie hasać. Inter nie tracił gola na San Siro od lutego, ale Douglas Costa przełamał tę passę trafiając do siatki w 13′ minucie gry – mocnym strzałem lewą nogą z lewej strony pola karnego, przeszył Handanovicia, który nawet nie drgnął przy tej sytuacji. Gol potwierdzony został przez VAR – silent check dowiódł, że Matuidi nie dotknął piłki, która dotarła do strzelca gola. Gdyby było inaczej gol nie zostałby uznany w wyniku spalonego – tak jak stało się w 50 minucie gry, kiedy dwumetrowy off – side  wykluczył uznanie trafienia, które zanotował Francuz.

W przypadku trzeciej sytuacji, VAR skomplikował życie gospodarzom, bo sędzia zweryfikował – z żółtej na bezpośrednio czerwoną kartkę  – decyzję po ostrym wejściu Vecino w Mandżukicia. Kamery pokazywały potem lekko pokrwawione getry Chorwata, ale ta decyzja pozostaje dla mnie nieco kontrowersyjna. Zwłaszcza wobec braku konsekwencji dla ostrej gry graczy Juve, którzy w pierwszej połowie dostali trzy żółte kartki (Cuadrado, Barzagli, Pjanić) – Alex Sandro powinien dostać to samo za skasowanie Cancelo a Bośniak powinien zakończyć mecz po pół godzinie gry za kolejny faul na Rafinhii. Po przerwie zawodnicy Juve dalej polowali na aktywnych Nerazzurri: Alex Sandro na Cancelo, Pjanic wszedł kolanem w głowę Rafinhii – za co kartkę zobaczył protestujący Brozović. Poczucie ducha gry sędziego pozwoliło mu jedynie na upomnienie kartką Mandżukicia i – w końcu – Alex Sandro. Przy odpowiedniej „skali optyki” – dwóch graczy Juve mogłoby spokojnie iść pod prysznic w czasie spotkania, ale sędzia Orsato rozdawał im tylko szczodrze żółte upomnienia.

Inter w dziesięciu wyrównał 6′ minut po wznowieniu. Cross z prawej strony z wolnego na gola głowa zamienił Icardi, dla którego był to 108 gol w 187 spotkaniach Serie A. Spotkanie było pojedynkiem snajperów, bo po drugiej stronie biegał Higuain, który goli we Włoszech zdobył 110. Inny rekordzista – najskuteczniejszy pomocnik Lazio, wciąż nie może się przełamać. Mowa o Antonio Candreva, który w Rzymie zatarł osiągnięcia Nedveda i  Hernanesa a w Mediolanie nie trafia od połowy kwietnia zeszłego roku. W dzisiejszym meczu dobrze grał w destrkucji, kilka razy ładnie wyprzedzając Higuaina, rozprowadzał akcje, stwarzał sobie okazję do strzału i strzelał, ale albo bez szczęścia, albo bez sensu – być może tak długi „post” spowodował jakieś obciążenie psychiczne u zawodnika, którego sama finalizacja nadmiernie stresuje.

Inter pod pręgierzem kartkowych niekonsekwencji sędziego oraz w osłabieniu – grał bardzo dobrze: aktywnie, z poświęceniem i szanując piłkę – na te elementy bardzo ekspresyjnie nalegał Luciano Spalletti, który szalał przy linii bocznej – ważyły się przecież losy sezonu obydwu drużyn. Allegri dokonywał zmian, sięgając do wspaniałych rezerw jakimi dysponuje Stara Dama. Dybala i Bernardeschi byliby kandydatami to pierwszej kadry rywali, a weszli z ławki by ich pognębić. Walczący z poświęceniem i pomysłem Inter nic sobie nie robił z okoliczności i wyszedł na prowadzenie po akcji Ivana Perisicia, którego strzało-cross ( klasyk na tzw. aferę)  do własnej bramki wbili Mandżukić i Rugani.

Pasjonujący był ostatni kwadrans, a już szczególnie, 5′ regulaminowego czasu gry mogło doprowadzić do poważnych komplikacji krążeniowych – zwłaszcza kibiców Interu, których drużyna była wykończona grą w dziesięciu  przeciwko wysokiemu, agresywnemu pressingowi Bianconeri, którzy w 1,5′ minuty odwrócili losy spotkania za sprawą goli Cuadrado (zaliczono samobója Skrinarowi)  oraz Higuaina, któremu podawał Dybala – zaraz potem sędzia wyrzucił Allegriego, którego poniosły emocje – wszak Juve właśnie wracało z dalekiej podróży.

5 goli, emocjonujący mecz i w pełni uzasadnione poczucie niedosytu dla Interu, który postawą nie zasłużył na przegraną, ale ją odniósł bo zespół nie ma wartościowych zmienników. Spalletti musiał prosić Perisicia, żeby został na placu gry – pomimo, że ten sygnalizował niedyspozycje. Chorwat gra praktycznie cały sezon i w tak intensywnym meczu zaczęly go łapać skurcze. Został na placu gry by straszyć rywala, bo sił nie miał już Icardi, którego zastąpił Santon.

Mecz był wspaniałą i pełną wizytówką Serie A: Juve, które pokazało jak wygrywać trudne mecze, błędy sędziowskie, które wpłynęły na wynik i pełne San Siro, które oglądało doskonały mecz swojej drużyny – przegrany z powodu braków kadrowych. Nie do pomyślenia dla pamiętających epokę Massimo Morattiego….

 



[fbcomments]

Góra