Artykuły i felietony

Dlaczego Argentyna (nie)wygra Mistrzostwa Świata?

W 30. minucie meczu Argentyna-Serbia na Mistrzostwach świata w Niemczech w 2006 roku Maxi Rodriguez zabrał piłkę pomocnikowi serbskiemu i podał do kolegi z drużyny, Juana Pablo Sorina, co zainicjowało prawie minutową wymianę 25 podań i bramkę strzeloną przez Estebana Cambiasso.

W czasach, gdy barcelońska tiki-taka nie była jeszcze znana, taki wyczyn nie mógł pozostać bez odzewu. Wydawało się, że trudno będzie zatrzymać reprezentację Argentyny, w której już wtedy występował 19-letni Messi (zresztą strzelił gola w tym meczu, a na boisku pojawił się też Danijel Ljuboja). Pechowo przegrany mecz po karnych z Niemcami zniweczył jednak szanse na złoty medal i przerwanie wówczas 13-letniego okresu oczekiwania na wygranie turnieju rangi mistrzowskiej. Tuż przed stratą gola boisko opuścił podstawowy bramkarz, a w końcówce spotkania i dogrywce na boisku nie było czterech podstawowych wówczas zawodników: Crespo, Burdisso, Savioli i Riquelme. Doświadczony Aimar w ogóle tego dnia nie zagrał.

Za rok od tego meczu mija kolejne 12 lat i można powiedzieć, że najbardziej utytułowana, obok Brazylii i Urugwaju, reprezentacja z Ameryki Południowej stoi w miejscu. Od 1993 roku, gdy po raz ostatni wygrała Copa America, na ich drodze w mistrzostwach świata stawali Rumuni, Holendrzy, Anglicy, Szwedzi i Niemcy, a w Copa America: Brazylia, Urugwaj i Chile. Zresztą finał Mistrzostw Świata sprzed trzech lat zawierał w sobie tragiczny paradoks – otóż FIFA, która podejmuje wiele kontrowersyjnych decyzji (takich jak przyznanie skorumpowanym państwom organizacji MŚ) wymyśliła, że piłkarza turnieju wybiera się po… półfinale. W związku z tym na piłkarza turnieju (MVP) wybrano wówczas już 27-letniego Messiego. Wyniku ostatniego meczu czytelnikom nie trzeba przypominać.

Jeżeli dla reprezentacji Polski sukcesem jest zakwalifikowanie się do MŚ (13 na 55 drużyn z Europy) lub ¼ Euro, to dla Albicelestes sukcesem jest zwycięstwo w turnieju. Czternaście kolejnych turniejów bez złota (nie licząc rozgrywek drugorzędnych takich jak Igrzyska Olimpijskie czy Pan American Games) przypomina, że już najwyższa pora, aby spróbować się przełamać. Tym bardziej, że wnioski wyciągnięte z ostatnio zakończonych kwalifikacji, uratowanych rzutem na taśmę, mogą pomóc wyeliminować słabe strony. Ile to już razy bywało, że Argentyna przechodziła przez eliminacje jak burza, a następnie wracała z Mistrzostw z pustymi rękami? Z drugiej strony w ich związku piłkarskim panuje chaos, a w czasie eliminacji trenera zmieniali dwa razy.

Dla kolejnego pokolenia reprezentantów jest to już ostatnia szansa na zwycięstwo. Chodzi o piłkarzy po trzydziestce, którzy raczej na kolejny turniej, rozgrywany zimą na pustyni, nie załapią się. Wymienić tu należy bramkarza Sergio Romero, pomocników Lucasa Biglię, Fernando Gago i Augusto Fernandeza oraz legendę Javiera Mascherano, który zresztą czwarty raz jedzie na Mistrzostwa Świata. Podobne głosy słyszy się od 1994 roku, podobnie było w 2006 roku, gdy trener Pekerman zdjął w meczu z Niemcami kilku kluczowych graczy. Obecnie jednak reprezentacja ma wielu doświadczonych zawodników i być może już dojrzali, aby zdobyć upragniony puchar. Oprócz wyżej wspomnianych i Messiego są to obrońcy Mercado i Otamendi, pomocnicy Di Maria, Banega i Pastore oraz napastnicy Agüero, Dybala i Higuaín. Jeśli zdobędą mistrzostwo świata, może zostaną im wybaczone cztery ostatnie katastrofy (w rozumieniu południowców, a nie naszym) na Copa America. Warto dodać, że oprócz nich, trzech reprezentantów na co dzień gra w Rosji, co może mieć kluczowe znaczenie dla działania drużyny.

Ciągnięcie za uszy” gospodarzy nie będzie miało tu miejsca, gdyż reprezentacja Rosji, podobnie jak reprezentacje organizatorów mistrzostw w 1994 czy w 2010, nie należy do czołówki światowej. Pierwsza czwórka może naprawdę być mocna i raczej 1:7 w półfinale się nie zdarzy. Ewentualna obecność Argentyny w czołówce może być sygnałem, że wreszcie najwyższa pora wygrać.

Z drugiej strony żadna europejska reprezentacja nigdy nie oddała pola rywalom z drugiej półkuli na naszym kontynencie, choć akurat część mistrzostw będzie miała miejsce w Jekaterynburgu w Azji. Ale nad tym akurat Latynosi nie zastanawiają się. Większe szanse należy przypisywać Niemcom czy Hiszpanom, a może nawet Anglikom, którzy na sukces czekają jeszcze dłużej, bo od 1966 i raczej znów będą niżej niż tradycyjnie wiązane z nimi oczekiwania. Czołówka typowanych zwycięzców, według zakładów Bwin i William Hill, to: Niemcy, Francja, Brazylia, Hiszpania. Argentyna plasuje się na piątym miejscu.

Zwycięstwo Argentyny byłoby cudem, ale na szczęście futbol jest bardzo nieprzewidywalny, a jako puentę warto przytoczyć zdanie komentatora sprzed ostatniego meczu w eliminacjach: „nie powiem, że nie pojedziemy do Rosji, bo może wygrają z Ekwadorem, na Mundialu wygrają siedem kolejnych meczy i będziemy mistrzami, a wtedy wyciągną mi to zdanie i będę zaorany”.

Rafał Kolep

 



Komentarze

komentarze


Góra