Artykuły i felietony

Dlaczego trenerzy się psują?

Przed kilkoma dniami skupiłem się na postaci Adama Nawałki i starałem się znaleźć przyczyny, które wpłynęły na kiepską końcówkę jego kadencji. Teraz przyszła kolej na polskich trenerów ligowych. Dlaczego szkoleniowcy, którzy dobrze radzili sobie w pucharach, są teraz bezrobotni lub pracują w niższych ligach?

Maciej Skorża

Facet zanotował sukcesy z każdym zespołem z wielkiej ligowej trójki swoich czasów, kolejno z Wisłą Kraków, Legią Warszawa i Lechem Poznań, zdobywając z tymi klubami mistrzostwa lub Puchary Polski. Z „Białą Gwiazdą” pokonał w sezonie 2008/09 FC Barcelonę 1:0 w rewanżowym meczu III rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Barcę, która wygrała tamtą edycję. W sezonie 2011/12 dotarł z Legią do 1/16 finału Ligi Europy, odpadając po wyrównanym dwumeczu ze Sportingiem Lizbona, przegranym 2:3. „Kolejorza” odbudował po blamażu ekipy prowadzonej przez Mariusza Rumaka z islandzkim Stjarnanem, doprowadzając poznańską drużynę do Mistrzostwa Polski i fazy grupowej Ligi Europy. Do tego można dołożyć Puchar Polski i Ekstraklasy z Groclinem, a także fazę grupową Pucharu UEFA z Amicą.

Po utracie posady w Lechu w październiku 2015 roku, ze Skorżą stało się coś złego. Do pracy w zawodzie wrócił dopiero z początkiem zeszłego sezonu. Trenerem Pogoni Szczecin był jednak tylko przez cztery miesiące, bo klub zamiast walczyć o miejsce w europejskich pucharach znalazł się na dnie tabeli i niebezpiecznie kroczył w kierunku I ligi.

Obecnie urodzony w Radomiu szkoleniowiec zaliczył efektowny spadek. W marcu został selekcjonerem…reprezentacji olimpijskiej Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Oczywiście mowa o spadku sportowym, bo w żadnym razie nie finansowym.

Czy można w przyszłości spodziewać się spektakularnego powrotu Macieja Skorży do Ekstraklasy? Gdy wracał do Polski po pracy w Al-Ettifaq nie zachwycił. Co prawda Mistrzostwo Polski zdobył i wprowadził „Kolejorza” do fazy grupowej Ligi Europy, ale styl gry zespołu daleki był od polotu, które prezentowały Wisła i Legia Skorży. Praca z „Portowcami” potwierdziła, że z radomianinem faktycznie dzieje się coś złego. Wygląda na to, że zaszkodziła mu praca w ZEA i lepiej dla niego samego, by do Ekstraklasy już nie wracał, żeby nie skończyć tak, jak Franz Smuda, o którym zresztą później. W Polsce wypracował sobie całkiem niezły wizerunek, więc po co go sobie psuć? Z drugiej strony Skorża ma dopiero 46 lat, jest więc stosunkowo młody, jak na trenera i jeszcze wiele sukcesów mógłby osiągnąć.

Jacek Zieliński

To on stworzył wielkiego Lecha, który w sezonie 2009/10 zdobył Mistrzostwo Polski, a w sezonie 2010/11 rozgrywał w Lidze Europy piękne mecze. Jeszcze za kadencji Zielińskiego „Kolejorz” zremisował 3:3 z Juventusem i pokonał 2:0 FC Salzburg. Szkoleniowca, z powodu kiepskich wyników w lidze, zwolniono na dwa dni przed pamiętnym 3:1 z Manchesterem City. Choć formalnie zespołu już nie prowadził, to było jego zwycięstwo. Zostawił swojemu następcy bardzo dobrze poukładaną drużynę, a José Mari Bakero skrzętnie z tego skorzystał – wystarczyło na 1/16 finału Ligi Europy.

Na swoją szansę w Poznaniu Jacek Zieliński zapracował dobrymi wynikami osiąganymi z Groclinem i Polonią Warszawa. Z tym pierwszym zespołem dotarł w sezonie 2007/08 do półfinału Pucharu Polski, a w Ekstraklasie wywalczył najniższy stopień podium. Sezon później z „Czarnymi Koszulami” szło mu całkiem nieźle, jesienią zanotowały serię 11 spotkań z rzędu bez porażki, jednak impulsywny właściciel Józef Wojciechowski postanowił zwolnić Zielińskiego po kiepskim meczu u siebie, przegranym z ŁKS-em Łódź 1:3, choć później przyznał dziennikarzom, że zrobił to zbyt pochopnie.

Po bardzo dobrym okresie w Lechu, od 2011 roku obserwujemy upadki trenerskie Zielińskiego. Nie wykorzystał on swojej drugiej szansy w Polonii Warszawa, a w sezonie 2012/13 zajął z Ruchem Chorzów przedostatnie miejsce w tabeli i utrzymał klub w Ekstraklasie tylko dzięki nieprzyznaniu licencji i degradacji…„Czarnych Koszul”. W następnym sezonie szybko jednak został zwolniony i na następny angaż musiał czekać aż 1,5 roku. Sezon 2015/16 w Cracovii był jeszcze względnie udany. Klub zajął 4. miejsce w lidze i zakwalifikował się do eliminacji Ligi Europy, z których odpadł już w I rundzie ze Shkëndiją. To był początek kłopotów Zielińskiego w Krakowie. Sezon 2016/17 był dla niego bardzo trudny, cudem utrzymał zespół w lidze, po czym został zwolniony z funkcji szkoleniowca „Pasów”. W zeszłym sezonie było jeszcze gorzej. Urodzony w Tarnobrzegu szkoleniowiec na początku rundy wiosennej przejął Bruk-Bet Termalicę Nieciecza. Jego celem było utrzymanie drużyny w Ekstraklasie. Misja się nie powiodła, a „Słoniki” spadły do I ligi, w której, wciąż pod wodzą Zielińskiego, zanotowały kiepskie wejście w sezon, w czterech meczach zdobywając ledwie 4 punkty.

Przykro patrzeć, jak fachowiec, który przed niespełna ośmioma laty napisał piękną historię w Europie z Lechem Poznań, dziś nie radzi sobie w I lidze. W dodatku trudno powiedzieć, co się zepsuło. Być może Zielińskiego prześladuje klątwa niezrealizowanego do końca planu w „Kolejorzu”? Może trener po prostu potrzebuje dłuższego odpoczynku i spojrzenia z dystansem na futbol? A może najlepsze lata ma już za sobą? W końcu do najmłodszych trenerów nie należy, w marcu będzie świętował swoje 58. urodziny.

Rafał Ulatowski

Ten szkoleniowiec mógłby z powodzeniem nosić przydomek „Spadająca gwiazda”. Gdy sezon 2007/08 wraz z Zagłębiem Lubin zakończył na 5. miejscu i został asystentem Leo Beenhakkera, wiele osób okrzyknęło go największym talentem polskiej myśli szkoleniowej. Chociaż tak właściwie to była tylko półprawda, bo łodzianin pierwsze prawdziwe szlify trenerskie w seniorskiej piłce zbierał na Islandii, gdzie mieszkał i pracował w latach 2000-2005. Niemniej jednak w styczniu 2009 roku do GKS-u Bełchatów przychodził jako wielki talent i wciąż jeszcze asystent Beenhakkera. Z klubem z niespełna 60-tysięcznej miejscowości miał osiągnąć więcej, niż Orest Lenczyk. Początki były nawet przyzwoite – 5. miejsce na zakończenie sezonu 2008/09, do występu w europejskich pucharach zabrakło jednego punktu. Tę lokatę w tabeli osiągnął również rok później, jednak chciał spróbować czegoś innego. W maju 2010 roku zamienił GKS na Cracovię.

I od tego czasu zaczęły się problemy Ulatowskiego. Z człowieka rokrocznie walczącego o występy w europejskich pucharach stał się osobą, która nigdzie dłużej nie mogła zagrzać miejsca. W „Pasach” nie popracował nawet pół roku. Jeszcze gorzej było w Lechii Gdańsk w sezonie 2011/12 – „Biało-Zielonych” trenował przez pięć tygodni. Wyniki rozczarowywały, a Ulatowski spadał coraz niżej, niczym meteor lub wspomniana wcześniej gwiazda. W sezonie 2013/14 bardzo szybko pozbyto się go z Miedzi Legnica, w której z pierwszych siedmiu meczów sezonu wygrał tylko jeden. Największą jak dotąd porażkę trenerską zanotował w sezonie 2015/16, w którym spadł z GKS-em Bełchatów do II ligi. Obecnie jest tymczasowym szkoleniowcem rezerw Lecha Poznań.

Trudno powiedzieć, dlaczego 45-latek po kilku naprawdę dobrych sezonach w czołówce tabeli przestał osiągać dobre wyniki. Regres, jaki zaliczył na przestrzeni kilku ostatnich lat, jest porażający. Być może zaszkodziło mu okrzyknięcie go wielką nadzieją trenerską polskiego futbolu. Z młodego, perspektywicznego szkoleniowca obecnie pozostał jedynie zmarnowany talent. I mimo wciąż jeszcze dość młodego wieku Ulatowski największe sukcesy ma już chyba za sobą.

Ryszard Wieczorek

Choć nigdy niczego wielkiego nie osiągnął, to przez długie lata uznawany był za jednego z solidniejszych trenerów pracujących w Ekstraklasie. W pierwszej dekadzie XXI wieku jego wizytówką była stabilizacja – w każdym zespole wytrzymywał po kilkanaście, a w Odrze i Koronie nawet po kilkadziesiąt miesięcy. Jego największym sukcesem w Ekstraklasie, podobnie jak trenera Ulatowskiego, jest trzykrotne zajęcie 5. miejsca, w sezonach 2001/02 i 2002/03 z Odrą Wodzisław oraz w sezonie 2005/06 z Koroną Kielce.

Problemy Wieczorka zaczęły się w sezonie 2008/09, kiedy najpierw szybko stracił pracę w Górniku Zabrze, a potem, po ciężkich bojach, utrzymał w najwyższej klasie rozgrywkowej Odrę Wodzisław. To był początek końca tego klubu w tamtej formule, który rok później spadł z Ekstraklasy. Po części odpowiedzialność za to ponosi właśnie Wieczorek, który zanim został zwolniony poprowadził zespół w ośmiu meczach. Zdobył w nich ledwie 6 punktów, notując dwie wygrane i sześć porażek. Po stracie pracy w Odrze szkoleniowiec znalazł angaż w Piaście Gliwice, który w sezonie 2009/10 wspólnie z Odrą spadł z ligi…

Lata 2011-13 to czas odbudowy urodzonego w Wodzisławiu Śląskim trenera w niższych klasach rozgrywkowych. Przez dwa lata stworzył w Rybniku drużynę, która awansowała z II do I ligi. Wieczorek stracił jednak pracę już w rundzie jesiennej sezonu na zapleczu Ekstraklasy. Od tego czasu nie potrafi przeskoczyć poziomu II ligi, a jego zespoły prezentują się kiepsko. W lipcu powrócił do swojej ukochanej Odry Wodzisław, którą postara się odbudować i wprowadzić na salony z ligi okręgowej. Być może 56-latkowi uda się awansować o jedną lub dwie klasy rozgrywkowe, jednak powrót chociażby na zaplecze Ekstraklasy wydaje się mało prawdopodobny. Podobnie jak Rafał Ulatowski, tak i Ryszard Wieczorek najlepsze czasy ma już chyba za sobą.

A dlaczego wodzisławianin upadł tak nisko, mimo prezentowania naprawdę dobrego warsztatu trenerskiego i osiągania przyzwoitych wyników na początku XXI wieku? Wydaje się, że zabrakło cierpliwości włodarzom Odry i Korony. Szczególnie ci pierwsi mogą żałować, bo gdyby pozwolili popracować Wieczorkowi jeszcze dłużej (mowa oczywiście o okresie 2001-2004), to ich klub byłby dziś w zupełnie innym miejscu, kto wie, może wciąż w Ekstraklasie. A tak to straciła i Odra, i Wieczorek. W pewnym momencie swojej trenerskiej kariery wodzisławianin po prostu zbyt często zaczął zmieniać drużyny, przez co się „rozstroił”, bo nie jest człowiekiem przygotowanym do pracy z doskoku, a raczej osobą nadającą się na długofalowe projekty.

Paweł Janas

Lista sukcesów Pawła Janasa jest chyba najdłuższa, ze wszystkich wymienionych tutaj szkoleniowców. Dość powiedzieć, że w sezonie 1995/96 doprowadził Legię do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, a w latach 2002-2006 był selekcjonerem reprezentacji Polski, z którą wywalczył awans na Mistrzostwa Świata w Niemczech. I po tych dwóch naprawdę znaczących sukcesach było już tylko gorzej. Choć w sezonach 2008/09 i 2009/10 przeszedł do historii polskiego futbolu, wygrywając z Widzewem Łódź dwa razy z rzędu I ligę, która nie jest przecież najwyższą ligą krajową, to było to tylko zaplecze Ekstraklasy. W najwyższej klasie rozgrywkowej radził sobie kiepsko, będąc szybko zwalnianym kolejno z: GKS-u Bełchatów, Polonii Warszawa, GKS-u Bełchatów i Lechii Gdańsk. Ostatni jak do tej pory angaż otrzymał w Bytowie, gdzie w latach 2013-15 prowadził miejscową Bytovię. Choć Janas oficjalnie nie zakończył kariery trenerskiej, to trudno się spodziewać, by 65-latek miał jeszcze gdzieś podjąć się pracy w roli szkoleniowca.

Kariera trenerska pabianiczanina była dość specyficzna. W latach 90-tych świetnie odnajdywał się w realiach ligowych, doprowadzając „Wojskowych” do dwóch Mistrzostw Polski, dwóch Pucharów i jednego Superpucharu Polski. Zanotował też bardzo dobry występ w europejskich pucharach. Jako selekcjoner spisywał się nie najgorzej, wszak ma jeden z najlepszych bilansów w historii szkoleniowców kadry. Wygląda jednak na to, że praca z reprezentacją go wypaliła albo po prostu podejście do prowadzenia polskich zespołów w latach 90-tych było zupełnie inne, niż po 2006 roku.

Trenerzy, którzy pracowali zbyt długo

W życiu każdego sportowca przychodzi taki czas, w którym należy powiesić buty, narty czy cokolwiek innego na kołku. Wiedział o tym Adam Małysz, który ze skokami narciarskimi pożegnał się w pięknym stylu. W swoich ostatnich zawodach stanął na najniższym stopniu podium. Wygrał je Kamil Stoch, więc Małyszowi na koniec kariery odegrano „Mazurka Dąbrowskiego”.

To samo tyczy się szkoleniowców, jednak w ostatnich latach w Polsce mamy przykład co najmniej dwóch starszych panów, którzy rozmienili się na drobne, zamiast odejść w glorii i chwale. To nie są trenerzy, którzy się zepsuli, oni się po prostu zestarzeli. A tylko legendy potrafią być jak Sir Alex Ferguson – niczym wino, im starszy, tym lepszy.

Mimo naprawdę niezłego dorobku (na jego opisanie w całości potrzeba by następnego artykułu) nie najlepiej zostanie zapamiętany Franciszek Smuda. Po bardzo dobrym okresie w Lechu Poznań, zwieńczonym awansem do 1/16 Pucharu UEFA i zdobyciem Pucharu Polski oraz krótkim epizodzie w Zagłębiu Lubin, Franz został namaszczony na selekcjonera reprezentacji Polski w wyjątkowym dla nas i Ukraińców Euro 2012. Być może Smuda myślał o zakończeniu kariery po udanym turnieju, jednak nie udało się, kadra nie wyszła nawet z grupy. Niestety, zamiast powiedzieć „trudno” i mimo wszystko dać już sobie spokój z piłką, Franz postanowił pracować dalej, mimo wypalenia zawodowego. Rozmienił się na drobne na tyle, że w czerwcu został dyscyplinarnie zwolniony z III-ligowego wówczas Widzewa. Powodem było niestawienie się na wyznaczone przez klub spotkanie w celu wyjaśnienia sytuacji, jaka po jednym z meczów wydarzyła się między Smudą, a trenerem Lechii Tomaszów Mazowiecki, Bogdanem Jóźwiakiem. Według lokalnej prasy Franz miał w wulgarny sposób obrazić szkoleniowca przeciwników. Można to podsumować tylko dwoma słowami – bez komentarza…

Innym przykładem trenera, który nie zdecydował się w porę zakończyć swojej kariery, jest Henryk Kasperczak. Mógł zostać zapamiętany jako jeden z najlepszych szkoleniowców w historii Wisły Kraków, który zdobył z tym klubem dwa z rzędu Mistrzostwa Polski (sezony 2002/03 i 2003/04), niepotrzebnie wrócił jednak do „Białej Gwiazdy” kilka lat później. Z tego powodu, szczególnie przez młodszych kibiców, bardziej jest kojarzony z powiedzonkiem „Bach, bach, Karabach”. Na drobne rozmienił się również w Afryce, gdzie rezultaty osiągane przez jego drużyny przestały zachwycać. W zeszłym roku z Tunezją, która całkiem przyzwoicie zaprezentowała się na tegorocznym mundialu, odpadł już w ćwierćfinale Pucharu Narodów Afryki. A przecież w latach 90-tych dwukrotnie sięgał po medale tego turnieju – brązowy z Wybrzeżem Kości Słoniowej w 1994 roku i srebrny w 1996 roku z Tunezją.

Ktoś dobrze orientujący się w ligowych realiach może zapytać: „A co z Orestem Lenczykiem”? Pan Orest, bo tak z szacunku do tego szkoleniowca trzeba napisać, miał piękną i długą karierę trenerską, którą zwieńczył w 2012 roku zdobyciem jedynego w karierze Mistrzostwa Polski ze Śląskiem Wrocław, choć nikt tego klubu na mistrza nie typował. Co więcej, w swoim ostatnim sezonie pracy (2013/14) dotarł z Zagłębiem Lubin do finału Pucharu Polski, w którym „Miedziowi” ulegli po karnych Zawiszy Bydgoszcz, było więc bardzo blisko zdobycia kolejnego trofeum. Stwierdzenie, że rozmienił się on na drobne byłoby więc nieporozumieniem, bo największe sukcesy osiągał właśnie pod koniec swej przygody z trenerką.

***

Na pytanie: „Dlaczego trenerzy się psują?” nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Życie pod presją wyniku, plecami, ale bardzo blisko do wymagających kibiców, w wyczerpujących relacjach z prezesami klubów oraz w obliczu codziennych ograniczeń zawodników (oraz własnych) – co wyczerpuje najbardziej?  Każdy przypadek jest inny i należy go rozpatrywać indywidualnie. Jedno jest pewne – gdy przychodzi regres, jest już tylko gorzej i jak można zaobserwować na przykładzie omawianych trenerów, raczej nie ma co liczyć na spektakularne powroty.

Kacper Krzeczewski

fot: gettyimages



[fbcomments]

Góra