Liga krajowa

Ekstraklasa. Legia pokonała w Poznaniu Lecha. Znów ten Hamalainen…

foto: https://twitter.com/legiawarszawa

Lech Poznań przegrał przed własną publicznością z Legią Warszawa 1:2. Hit kolejki nie zawiódł. Zwycięstwo Legii zapewnił w doliczonym czasie gry Kasper Hamalainen, czyli powtórzyła się historia z jesieni.

Na początku to Lech zaatakował, ale tego się wszyscy po graczach z Poznania spodziewali. Drużyna Nenada Bjelicy przyzwyczaiła już do tego, że próbuje na początku meczu ustawić sobie grę i rywali. Podobać mógł się Majewski, który świetnie radził sobie w środku pola. W 6. minucie właśnie po jego podaniu Kownacki miał znakomitą okazję do zdobycia bramki, ale nie trafił. Sędzia liniowy podniósł także chorągiewkę. Szybko uaktywnił się też Vadis Odjidja-Ofoe, który w 8. minucie meczu mógł zdobyć bramkę po akcji indywidualnej, ale Putnocky obronił jego strzał w sytuacji sam na sam. Kapitalny początek!

Legia w pierwszych minutach wyraźnie dała się wyszumieć rywalom, a następnie przejęła kontrolę i szukała swoich okazji do zdobycia bramki. W 15. minucie prostopadłą piłkę w pole karne dostał Kucharczyk, który zdołał ograć zwodem Nielsena i uderzył z ostrego kąta, ale Putnocky zdołał szczęśliwie obronić nogami jego strzał. Dwie minuty później Vadis zostawił w tyle bezradnego Kędziorę, Legia wyszła trzech na dwóch. Pomocnik dograł do wbiegającego Hlouska, a ten źle dogrywał do Kucharczyka i na domiar złego spalił akcję.

Przez kilka kolejnych minut było dużo walki na boisku. Lech przycisnął znów w końcówce pierwszej połowy meczu. Zaczęło się od akcji po rzucie wolnym. Majewski zagrał miękko do wbiegającego Gajosa, a ten uderzył z woleja, ale Malarz kapitalnie to obronił. Chwilę później Majewski uderzał z rzutu wolnego zza szesnastki, ale trafił tylko w mur. Ostatnie słowo należało do przyjezdnych – po wrzutce Moulina z narożnika boiska piłkę głową uderzył Radović, ale piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce.

Po przerwie znów aktywniejszy był Lech. W 56. minucie „Kolejorz” powinien objąć prowadzenie, ale fatalne pudło zaliczył Tomasz Kędziora. Po wrzutce Jevticia z rzutu rożnego futbolówkę głową trącił Jędrzejczyk, a Malarz zaliczył pusty przelot. Futbolówka spadła na dalszym słupku pod nogi Kędziory, ale obrońca Lecha  mając przed sobą pustą bramkę, spudłował z kilku metrów. W kolejnych minutach obie drużyny nie potrafiły stworzyć sobie dogodnych okazji do zdobycia bramki i tempo spotkania trochę siadło.

Na szczęście końcówka była bardzo emocjonująca. W 82. minucie Jevtić wrzucił piłkę w pole karne z rzutu wolnego, a Malarza strzałem głową pokonał Kędziora. Gracz z Poznania musiał się mocno nagimnastykować, ale udało mu się idealnie trafić piłkę tyłem głowy i ta wpadła do bramki obok bezradnego bramkarza Legii. Warszawianie jednak bardzo szybko odpowiedzieli, choć zaczęli się trochę „gotować”, zwłaszcza często faulowany Ofoe, który został za to ukarany żółtym kartonikiem. Po wrzutce z autu doszło do małego zamieszania w polu karnym gospodarzy, źle piłkę wybijał Trałka, bo ta wylądowała pod nogami Macieja Dąbrowskiego. Obrońca Legii niczym rasowy snajper uderzył po ziemi w dalszy róg bramki, a Putnocky nie zdołał tego obronić.

Zapowiadało się na podział punktów, ale nic z tych rzeczy. Ostatnia akcja meczu. Hlousek dostał piłkę na lewą flankę, gonił za nim Tetteh, ale piłkarz „Kolejorza” pozwolił dośrodkować rywalowi piłkę w pole karne. Kostewycz zachował się dość biernie i przegrał pojedynek z Hamalainenem, który pokonał bramkarza Lecha strzałem głową i dzięki temu Legia wygrała w Poznaniu 2:1.

Znowu! Fiński piłkarz jesienią w meczu obu drużyn w Warszawie także zdobył bramkę na 2:1 dla Legii w doliczonym czasie gry. To się nazywa joker. Drużyna Jacka Magiery zajmuje drugie miejsce w tabeli z dorobkiem 54. punktów i traci do pierwszej Jagiellonii zaledwie jeden punkt. Trzecia jest Lechia (50 punktów), a Lech czwarty (49.)



Komentarze

komentarze


Góra
select language