Artykuły i felietony

Gdyby Piątek był Piątkoviciem, a Gumny Guminho

Od jakiegoś czasu młodzi i zdolni polscy zawodnicy wyjeżdżają bądź są wiązani z opuszczeniem Ekstraklasy do lepszych zachodnich klubów. Powiecie, że to nic dziwnego, przecież tak się dzieje w całej Europie i poza nią. Jest tylko jedna różnica – kwota transferu. 

Sam fakt odchodzenia utalentowanych zawodników do bogatszych i lepiej prosperujących lig jest sam w sobie problematyczny. Z jednej strony chcielibyśmy, żeby nasi młodzi zawodnicy mieli możliwość ogrywania się wśród najlepszych, z drugiej jednak obnaża to słabość zarówno ekonomiczną, jak i sportową rodzimej ligi. Jeżeli dla większości młodych piłkarzy jedyną możliwością rozwoju jest wyjechanie w odpowiednim momencie za granicę, to nie jest zbyt dobrze z naszą ligą.

Z podobnego założenia wychodzą zagraniczne zespoły, nawet z krajów, wydawałoby się gorzej usytuowanych gospodarczo. Skoro polska liga jest słaba, to włodarze klubów zadowolą się ,,marnymi” kilkoma milionami euro. Dla zagranicznych zespołów to nie problem kupić kilku takich zawodników i liczyć, że może coś z tego będzie. Jeżeli nie będzie, trudno, nikt nie będzie płakał. O takim trybie boleśnie przekonał się ostatnio Bartosz Kapustka, który skończył na wypożyczeniu w drugiej lidze belgijskiej.

Ale od początku. Krzysztof Piątek przechodząc do Genui jako młody i perspektywiczny napastnik, kosztował klub 4 mln euro. Kapustka do Leicester – 5 mln euro po świetnym występie na Euro 2016. Gdyby nie problemy z kolanem Gumnego, byłby już w Monchengladbach za kwotę 6 mln euro. Linetty kilka sezonów temu trafił do Sampdorii za 3,2 mln euro. Reca trafił do Atalanty za 4 mln euro. Co ciekawe, nawet Robert Lewandowski przechodząc z Lecha do Borussii, kosztował klub z Westfalii zaledwie 4,75 mln euro.

A co, jeśli porównamy to z kwotami utalentowanych zawodników z innych części świata? Utalentowany brazylijski napastnik Paulinho (18 l.) przeszedł przez sezonem do Leverkusen za 18,5 mln euro, co i tak wydaje się promocją, bo według serwisu transfermarkt jego wartość wynosi 25 ml euro. Piątek po świetnym starcie w Serie A wyceniany jest na 4 mln… Środkowy obrońca Lipska, Upamecano, wart jest 30 mln euro a ma dopiero 19 lat. Swoją drogą w ekipie z Saksonii znajdziemy więcej porównań. Przed sezonem RB Lipsk pozyskał Mukiele i Saracchiego, dwóch bocznych obrońców. Pierwszy kosztował 16 mln euro, drugi 12.

Różnice nie dotyczą tylko wartości transferowych. Polacy odstają również zarobkami. Zrobiło się o tym głośniej, kiedy włoskie media opublikowały listę z zarobkami piłkarzy w w Serie A. Okazało się, że Polacy są zwyczajnie tanią siłą roboczą. Dotyczy to w takim samym stopniu budowlańców w UK, jak i piłkarzy we Włoszech. Pytanie tylko, dlaczego tak właściwie jest? Co sprawiło, że nasi piłkarze są traktowani jako tania alternatywa dla ,,prawdziwych talentów’?

Przyczyn można upatrywać się w kilku miejscach. Po pierwsze decyduje o tym poziom naszej ligi oraz złe zarządzanie finansami. Drużyny z mniejszych państw i gorszych gospodarczo potrafią dużo zgrabniej zarządzać całą infrastrukturą klubową od klubów z Ekstraklasy. W momencie, gdy większość klubów w naszej lidze nie jest w stanie zaproponować zawodnikowi konkurencyjnej sumy pieniędzy, to włodarze decydują się na sprzedaż. Zarobią 2/3 mln euro (jeżeli to będzie gwiazda Ekstraklasy) i zaoszczędzą na wypłacie. Zawodnik trafi do lepszej ligi, dostanie szansę gry na lepszym poziomie a do tego sowite wynagrodzenie.

I tu pojawia się kolejna przyczyna. Zmiana środowiska dla zawodnika przyzwyczajonego do bycia gwiazdką w naszej lidze bywa bolesna. Szybko okazuje się, że w nowym klubie może liczyć tylko na ogony, przez to traci motywację. Tak wygląda sytuacja gdy poziom ego spadnie do poziomu umiejętności piłkarskich. Na przestrzeni wielu lat, takich zawodników nie brakowało, dlatego zachodnie kluby nauczyły się nie szastać pieniędzmi na kupno ,,kota w worku”.

Ostatnim i w zasadzie najbardziej prozaicznym powodem jest dramatyczny system szkolenia młodzieży w Polsce. Różnica między jakimś Kalinohalinoviciem a Kowalskim jest następująca. Za Chorwata trzeba zapłacić 15 mln euro, ale w cenie jest wyszkolenie techniczne, minimum kilkanaście spotkań w lidze, plus aspekt często pomijany – uprzedzenie innych klubów w pozyskaniu talentu. A Kowalski? Może nie kosztuje wiele, ale wiadomo co sobą reprezentuje, skoro zagrał w 5 meczach, strzelił 2 bramki? Ale to tylko Ekstraklasa…

Powodów pewnie jest nawet więcej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pewnie za szybko ta sytuacja się nie zmieni. Polskie kluby nadal będą otrzymywały za piłkarzy śmieszne pieniądze, przez co biedna liga będzie stała w miejscu. I koło się zamyka. Nasza jedyna nadzieja w tym, że chociaż połowa naszych wyjeżdżających za granicę zawodników osiągnie jakiś poziom. I w zalewie -inhów czy -inoviciów znajdzie się miejsce dla -skich.

fot: gettyimages.com



[fbcomments]

Góra