Blog Maćka Iwańskiego

Jazda narodowa

Dziś nie o zwyczajach na drodze, choć tzw. road rage, czy szeryfowanie wciąż jest tematem aktualnym. Pochylmy się jednak przez chwilę nad klęską naszej młodzieżówki. Wiem, że to nic przyjemnego, a temat może odpychać jak gra zespołu przeciwko Anglii. Zespół u-21 przestał istnieć. Pisano o nich per „chłopcy”, a to przecież dorośli, ukształtowani zawodnicy. Jeśli traktować ich jak zaplecze dorosłej kadry – a w żadnej innej już dla nas zagrać nie mogą – to nic tylko siąść i płakać.

Mieliśmy zobaczyć stado lwów, a poza pierwszymi kilkoma minutami spotkania ze Słowacją, z boiska wołało o pomstę do nieba. Karmieni przekazem, że w zasadzie wszystko jest jak z dorosłą kadrą, bo Arłamów, bo schematy, itd. czekaliśmy na weryfikację. I to był VAR dla trenera Marcina Dorny. Sprawdzian, który został z hukiem oblany. Pokazał, że dobra prezencja w studio telewizyjnym i gładkie sformułowania bez wyniku sportowego na wiele się nie zdają. Jeśli Euro U-21 miało wymiar edukacyjny, to nauczyło nas jeszcze większego szacunku dla zespołu A. Spieszmy się kochać Orły Nawałki, żeby to, co dobre za szybko nie odeszło.

Anglicy, którzy się po polskiej drużynie przejechali niczym Jaguar E Type po autostradzie M6, mają powiedzenie, że „jesteś tak dobry, jak ostatni mecz”. O zgrozo. Zespół w taktycznym średniowieczu, pełen zestresowanych niczym przed wejściem na maturę piłkarzy, przywołał najgorsze koszmary, gdy w przeszłości w podobny sposób dostawaliśmy lanie od drużyn ze Zjednoczonego Królestwa. Zabawne, że w Anglii wciąż przypomina się rok 1973. Od tamtych eliminacji minęły dwa, czy trzy pokolenia, a Polska dalej kojarzy im się z Orłami Górskiego. Mimo tamtej, historycznej wiktorii, niemal zawsze, gdy polskiemu piłkarzowi przychodzi zagrać z Anglią, mamy wrażenie, że nie chce popsuć humoru Królowej-Matki. Wczoraj obchodziła 91 urodziny i polska młodzieżówka wpisała się w niechlubne wspomnienia selekcjonerów, którym z nerwów przed meczem na Wembley łamała się kreda na tablicy podczas wypisywania składu. Tych, którzy przeciwko Anglii wystawiali siedmiu obrońców gdy zawodnicy czuli, że można ich zaskoczyć, jeśli zagramy odważnie i ofensywnie.

Jeden z moich starszych kolegów z zawodu (nie wiem, czy chciałby, by padło jego nazwisko), gdy mówi o wyjściu do szerokiej publiczności – dla piłkarzy to mecze na otwartych antenach, a nie w zamkniętych kanałach sportowych dla kibiców, dla dziennikarzy to samo – używa terminu „ludożerka”. Tym, którzy od lat wpisują się najgorsze trendy do piętnowania dla poklasku przydałyby się lejce do samokontroli.

Klęska U-21 to smutny fakt. Szkoda w tym wszystkim, że Zbigniew Boniek już w piątek zapewniał, że Marcin Dorna zostanie na stanowisku. PZPN działa korporacyjnie, drabinka personalna jest kompletna niczym ta sponsorska, ale… powiedzmy, gdyby tak kierownik działu podczas wielkiej konferencji miał szczękościsk i nie potrafił odpalić prezentacji firmy przed kontrahentami, to prezes koncernu zwolniłby go/dałby mu inne zadanie czy zapewniał wszem i wobec, że „to jest nasz człowiek na scenę i koniec”? W piłce jest jednak jak w biznesie – liczy się efekt. Nie zaciemniajmy obrazu, mówiąc, że nic się nie stało, bo i tak niewielu z młodzieżówki zagra w dorosłej kadrze. To źle. Popatrzmy na Niemców i Portugalczyków, na ich kadry w Pucharze Konfederacji. Jest niemal tak, że gdzie nie spojrzeć, to piłkarze, którzy zbierali dużo doświadczenia w młodszych rocznikach reprezentacyjnych. System tam działa. U nas może będzie lepiej. Kiedyś.

Na całe szczęście, ożywione przez chwilę koszmary Euro 2012 (brrr) nie wrócą na dobre. Jest kadra Nawałki, jest Robert Lewandowski i bliski awans do Mundialu. Jest też sukces w rankingu FIFA. I póki jest, cieszmy się kochać te wyniki. Niechby szybko nie odeszły. Teraz można oglądać Puchar Konfederacji zastanawiając się, czy jego rezultaty spowodują, że będziemy na szóstym, czy może siódmym miejscu w najnowszym notowaniu. Czyli jednak – jest pięknie. A że ludzie są brutalni i bezwzględni w ocenach i to się nie zmieni. Potwierdzam jego obserwacje, ale to nie znaczy, że nie należy apelować o powstrzymanie się przed jazdą bez trzymanki. Kozłem ofiarnym został Paweł Dawidowicz. Chłopak zagrał beznadziejnie, ale to nie daje usprawiedliwienia tym, którzy przekroczyli granice krytyki, wyładowując kompleksy i frustracje. Internet daje złudne poczucie bezkarności, ale i chyba nauczył całe nowe pokolenie przemocy słownej. Daj Boże, nie wszystkich. Jak dla mnie jeśli piętnujemy agresję na drodze, to róbmy to samo z netem – także niektórym dziennikarzom.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language