Artykuły i felietony

Każdy ma prawo do obrony, czyli old school vs.new school

Krytyczna sytuacja w Legii sięgnęła zenitu i grupa sfrustrowanych kibiców dopuściła się naruszenia nietykalności osobistej zawodników, o czym ochoczo i nie do końca rzetelnie „zajęły się” media. Przeanalizujmy sytuację – przecież w świetle przyjętych norm, każdy ma prawo do obrony.

La Gazzetta dello Sport poinformowała o pobiciu piłkarzy przez grupę odpowiedzialną za terroryzowanie Madrytu w zeszłorocznych rozgrywkach LM, oraz mocną oprawę z okazji Powstania Warszawskiego na tegorocznym meczu eliminacyjnym tych rozgrywek przeciwko Astanie. „W ruch poszły pięści” – napisano. Mocno się obruszyłem  na zestawienie negatywnego i nierzetelnego przekazu z Powstaniem Warszawskim i sugestywną oprawą jaką przygotowali kibice z okazji rocznicy wydarzenia.

Nie akceptuje agresji czy naruszania godności drugiego człowieka, ale są sytuacje kiedy ją rozumiem – między akceptacją a zrozumieniem jest różnica, dokładnie taka jak między nierzetelnością przekazu medialnego a faktami.

Media zresztą są w całej sprawie nie mniej winne niż piłkarze i kibice, ale o tym za chwilę. Skupmy się na początek na aspekcie prawnym zdarzenia, który przez te kilka dni został całkowicie zmanipulowany i przedstawia niepełny obraz sytuacji, a „najważniejsze jest odpowiednie dać rzeczy słowo” jak pisał – swego czasu mój faworyt – C.K Norwid. Manipulowania faktami nie trawię na równi z agresją – „prostytucja intelektualna” (to z kolei Jose Mourinho) również godzi w godność człowieka.

Przestępstwo pobicia diametralnie różni się od przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej i niesie daleko idące konsekwencje karne. Pobicie oznacza „czynną napaść dwóch lub więcej napastników na jedną lub więcej osób, gdzie zamiar lub też sposób nasilenia użytych środków naraża pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub tak ciężki uszczerbek na zdrowiu” – przede wszystkim zaś pobicie ścigane jest z urzędu.

W zajściu na Łazienkowskiej nikt uszczerbku na zdrowiu nie doznał, każdy z poszkodowanych jest przyzwyczajony do – ostrego czasem – kontaktu fizycznego, który jest nierozerwalną częścią wykonywanego zawodu. Podczas kilkuminutowego zajścia na stadionowym parkingu doszło do ostrej wymiany zdań i szarpaniny, piłkarze zostali potraktowani „z liścia”, spoliczkowani – te zdarzenia w pełni wypełniają definicję naruszenia nietykalności cielesnej. To też przestępstwo (art.217 k.k.) ale inaczej klasyfikowane i karane (grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do roku) a ścigane z oskarżenia prywatnego.

Dodatkowo, chciałbym zwrócić uwagę na: § 2. Jeżeli naruszenie nietykalności wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.

Czy zachowanie zawodników Legii nie może zostać zinterpretowane jako prowokujące? Gra poniżej krytyki, doniesienia mediów o donoszeniu na Jacka Magierę, te aroganckie komentarze do beznadziejnej gry i zakładanie się o dobrą whisky oraz pokazywanie jej potem w mediach społecznościowych? To nie jest prowokacja? Duża w tym rola mediów – gros kibiców ma prawo myśleć zero-jedynkowo: skoro tak napisali/powiedzieli – to znaczy, że tak jest.

Czołowy – do niedawna – zawodnik Mistrza Polski tonie w długach hazardowych, zapożyczony jest u kolegów z drużyny, „na mieście”, mówi się, że zastawił mieszkanie – jak dodamy to do konfliktu właścicielskiego,który zaczął „psuć rybę od głowy”, dekonstrukcji transferowej oraz do zamrożenia wyjściówek, to mamy obraz katastrofalny – jak w tej drużynie ma być chemia czy zbiorowa inteligencja? Gdzie są działacze, ci wszyscy prezesi i spółka, którzy tak kochają klub i czują jego rytm?

Piłkarze nie wniosą oskarżenia gdyż boją się o własne życie – przeczytałem. Jakie życie? Chyba to pozaboiskowe, a nocne zwłaszcza. Nie tylko Tomasz Hajto – kibice również bywają (a czasem nawet pracują) w klubach nocnych, barach, kasynach…i innych miejscach gdzie może ulatywać forma fizyczna i mentalna zawodników. Bez formy? Przecież oni od obozów przygotowawczych są bez formy, a ich wygląd po 15-stu minutach gry z beniaminkiem ligi wiele mówi. Fioletowe twarze i mokrzy, zasapani. CR7 po ostatnim meczu z BVB w LM był lekko przypocony – ale on dba o siebie, po każdym meczu wanna z lodem a nie „whisky on the rocks”.

Życie nas nie rozpieszcza, kibice to zwykli ludzie, z krwi i kości, mają lub nie mają dzieci (zdrowe lub chore), kredyty – każdy dźwiga swój krzyż i orze jak może. Na mecz przychodzi się dla rozrywki, pokibicować, odreagować stres. Wulgarnych przyśpiewek już prawie nie słychać – ludzie płacąc za bilety i abonamenty chcą czuć dumę, radość, identyfikowac z klubem i zawodnikami ( te elementy to m.in. składowa zawodniczych apanaży), chcą widzieć, że zawodnicy na boisku umierają za barwy, a nie zdychają po imprezie. Na własne oczy widziałem jak 10-cio letni chłopiec płakał, kiedy Legia straciła gola. Jaki jest poziom empatii na linii zawodnicy – kibice?

Wyrugowanie kibicowskiej agresji to kwestia systemowa. Dlaczego polityk może spoliczkować drugiego przy ogólnym przyklasku społeczeństwa (casus Mikke vs. Boni) a kibic leniwego i aroganckiego piłkarza nie? Kary cielesne były częścią systemu edukacyjnego jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, w latach powojennych i czasach mojego dzieciństwa klaps był ostatecznym – dopuszczalnym – elementem wychowawczym. Prztyczek w nos czy wytarganie za ucho weszły nawet do mowy potocznej. Mimo to ludzkość wyewoluowała do epoki „smart”. W latach 80-tych we Włoszech „schiaffo” (spoliczkowanie) również przysługiwało rodzicom jako ostateczne narzędzie utemperowania krnąbrnego, nieposłusznego brzdąca. Czy człowieka w szoku, amoku, lub apatii – nie próbujemy przywrócić do normy takim właśnie gestem? Czy piłkarze Legii nie byli właśnie w stanie oderwania od rzeczywistości, apatii?

O podobnych przypadkach czytałem w kontekście kibicowskich zachowań w Turcji, Hiszpanii i we Włoszech. Mirosław Szymkowiak opowiadał jak piłkarze z Trabzonu byli straszeni bronią. Pamiętajmy, że „piłka nożna to gra dla dżentelmenów, w która grają brutale” – i ta stara prawda jest również widoczna na trybunach, których rodowód jest mocno robotniczy.

Jedyny kraj, w którym do takich wypadków nie dochodzi to Anglia. Dlaczego? Bo tam Margaret Thatcher systemowo – na bazie sztywnych, surowych i skutecznie egzekwowanych norm prawa – wyeliminowała niepożądane zachowania. Przyczyna jest też inna: lepiej czy gorzej, ale tam piłkarze zasuwają zawsze na maksa – z szacunku dla ludzi pracy, którzy wespół z zawodnikami tworzą najbardziej lubiane rozgrywki piłkarskie na świecie.

Media antagonizują kibiców,komunikują nieprecyzyjnie,  szukają tanich skandali a potem lamentom i utyskiwaniom nie ma końca – drodzy Państwo, odrobina rzetelności, odpowiedzialności, logiki i liczenia się z konsekwencjami jest więcej niż wskazana – kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.  Nie popisał się również Krzysztof Stanowski: „Piłkarze Legii pobici po meczu z Lechem. Miejsce: parking na Łazienkowskiej” – poszło w świat właśnie od niego. Naprawdę musiał? Aż tak nierzetelnie, nieprecyzyjnie? Zaniedbanie, zaniechanie czy prowokacja?  Walka o lajki ponad wszystko? Widocznie ojciec nie wpoił mu zasad: nigdy nie kabluj, jak masz coś robić to rób dobrze i najłatwiej jest coś spie…

Powyższe opracowałem w konwencji mowy końcowej obrońcy przed Sądem, żeby przedstawić wielowątkowość tematu. Czy jestem adwokatem diabła? Nie sądzę – choć niektórzy przyjaciele mówią na mnie „Boruta” 😉

Czytaj też: RL50 – kadra na ostatniej prostej do awansu,  #RomeoMustDie, Koniec Legii, Jak stracić twarz i butelkę – Legia na bruku

Konsultacja prawna: Kancelaria Adwokacka Kijewski – Graś

Foto: wawalove.pl

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language