Słówko na niedzielę

Królestwo bez wartości (video)

Trzynaście Pucharów Europy Realu, to wynik królewski, trzy triumfy z rzędu to wydarzenie i historyczne i epickie, ale tak beznadziejnie przeciętnej wartości sportowej, że aż niesmaczne.  Absmak po finale LM? Tego jeszcze nie było – a takich jak ja jest coraz więcej i będzie przybywać, bo te rozgrywki oderwano od zasad sportu.

Mecz w Kijowie miał  być godną celebracją 25-lecia istnienia rozgrywek, które miały zachwycić piłkarski świat. Tak było nie raz – przypomniałem Wam w okolicznościowej publikacji, własne TOP 7 meczów finałowych. Były spektakularne zwycięstwa Milanu, nieoczekiwane porażki Barcelony, wspaniałe remuntady Liverpoolu, nieoczekiwane porażki Juve, zaskakujące zwycięstwa Borussii czy Ajaxu, wspaniałe wygrane Interu, czy triumfy MU, wyrywane rywalowi w ostatnich chwilach. Było to, czego kibice – ludzie codziennej ciężkiej pracy – oczekują: zdrowe emocje, gole, parady, dogrywki i konkursy rzutów karnych. Przez te wszystkie lata były mecze, które można uczciwie nazwać epickimi – czyli wielkimi, ważnymi, wspaniałymi, robiącymi wrażenie.  Wszystko te określenia bledną i tracą sens wobec okoliczności w jakich wygrywa Real Madryt – zwłaszcza w ostatnich dwóch sezonach, bo batalie jakie wydawali Królewskim ich sąsiedzi – Colchoneros, to były widowiska godne finałów, choć tylko ze względu na walkę, a nie jej efektowność.

W ubiegłym sezonie dwa gole ze spalonego dały Realowi awans do półfinału po dwumeczu z Bayernem, w którym nie brakowało kontrowersyjnych decyzji sędziowskich. Pisałem Wam o tym (tutaj) . Tamte wydarzenia wpłynęły na przebieg gry i wynik rywalizacji. W bieżącym sezonie Bayern nie potrafił być tak groźny jak rok wcześniej, ale inaczej byśmy mówili o wyniku rywalizacji, gdyby sędzia podyktował dwa rzuty karne przeciwko Blancos – za faule na RL9. Oczywiście byłoby zdecydowanie lepiej gdyby Ribery nie strzelał w bramkarza a Ullrich nie popełnił juniorskiego błędu. Liverpool też miał „nieczyste sumienie” bo w rewanżowym meczu na Stadio Olimpico, sędzia nie podyktował dwóch ewidentnych karnych, które inaczej ustawiłyby rywalizację. Drużyny wygrywały bez dodatkowego wysiłku, jaki musiałyby włożyć, gdyby arbitraż był uczciwy i odzwierciedlał wydarzenia na boisku.

W finale doszło więc do rywalizacji dwóch drużyn, które reprezentowały najwięcej pr-owo: grały już ze sobą, obydwie miały na koncie łącznie 17. wygranych finałów, rekordzista rozgrywek z najlepsza drużyną z ojczyzny futbolu – wspaniała narracja marketingowa. Pisałem Wam o tym wszystkim na bieżąco i tuż przed finałem, z nadzieją, że obydwie drużyny zasłużą na to. Stało się inaczej.

Stało się tak za sprawą dwóch zawodników – po jednym z każdej z drużyn. Widowisko zepsuli Sergio Ramos i Loris Karius – zrobili to w sposób niegodny finału rozgrywek, w których nie ma VAR, bo szef UEFA ma ważniejsze sprawy niż transparencja zasad gry – pisałem o tym (tutaj).

Hiszpański obrońca  wyeliminował z gry Salaha w sposób skandaliczny,  a trzymana do końca upadku dźwignia powinna zostać ukarana – bezwzględnie – czerwoną kartką. Nie było faulem starcie zawodników w biegu, ani też przepychanie się, faul zaczął się od założenia dźwigni w biegu, przeszedł w rzut przez biodro, ale wykluczenie należało się dopiero za przytrzymanie ręki rywala do końca, wzięcie jej pod siebie i jej wygięcie – to było celowe zagranie , w innym przypadku obydwaj chroniliby się własnymi rękami przed upadkiem. Wystarczy popatrzeć na załączony film – wszystko widać. I lepiej się pospieszyć bo UEFA sprawnie „zastrzega” sobie wszelkie materiały z tym zagraniem. Salah odniósł kontuzję, która może go kosztować MŚ, Ramos powinien był zejść z placu gry, by szanse na boisku były równe. Został i dawał popisy marnego aktorstwa – jak nigdy. Wyrzuty sumienia? Alibi?

Nie będzie takowego dla Lorisa Kariusa – zastanawiam się nawet: czy słynny You’ll Never Walk Alone będzie go dotyczył? Bramkarz zepsuł swoim kolegom Finał LM! To prawda, że zejście Salaha uczyniło Liverpool drużyną tylko ciut ponadprzeciętną, ale jednak podanie piłki na nogę Benzemie i TAKIE przepuszczenie strzału z ponad 25 metrów – to błędy niedopuszczalne na tym poziomie rozgrywek. W jakiej dyspozycji musi być Mignolet, że Klopp postawił na Kariusa?! Nota bene – pisałem Wam, że wygra ten, kto lepiej zniesie stres. Nerwy, brak koncentracji – co spowodowało takie zagrania bramkarza? Podejrzewam nawet może jakąś wadę wzroku, która wpływa na niepewny chwyt strzałów z dystansu – w bardzo podobnej sytuacji Karius był  w półfinale przeciwko AS Roma. Pamiętacie strzał Kolarova? Wówczas bramkarza Reds uratowała poprzeczka – przy strzale Bale’a była już wtopa na całego. Zawodnik może się z tego już nie podnieść a etykietka „nie potrafiącego znieść presji finału” – może długo ciążyć. Miarą zwycięzcy i skali triumfu jest klasa pokonanego rywala. Co prezentował sobą Liverpool bez Salaha i z takim bramkarzem? Czy Real ma się z czego uczciwie cieszyć?

To był ostatni akord sezonu klubowego, szkoda, że tak marnej jakości. Za kilka dni poznamy skład, z którym Adam Nawałka pojedzie do Rosji by dostarczyć nam najpiękniejszych emocji. Póki co niezdrowych dostarczył konkurs o hasło na autobusie kadry – pojawiło się w mediach koślawe „Polska Dawaj”. Naprawdę nie stać nas na lepiej, więcej? W jakim to języku i kto to „wyselekcjonował” , na podstawie jakich argumentów? Brałem udział w tym konkursie – moja propozycja brzmiała: „Razem, po zwycięstwo”. Niezależnie od tego co zostanie wymalowane na autobusie kadry, mam nadzieję, że jej gra i wyniki będą znacznie lepsze a najlepiej zilustruje je nazwa naszego serwisu. #PolskaGola!

Faul Ramosa na Salahu

https://www.youtube.com/watch?v=CLFAgEU4KxE

Strzał Kolarova i błęd Kariusa w półfinale

https://www.youtube.com/watch?v=XvW1unW3-SU

 

ilustracja:  qz.com



[fbcomments]

Góra