Blog Maćka Iwańskiego

Ligę wygra Legia, czyli piłkarski poker

Jak kraj długi i szeroki, takie zdanie najczęściej pada z ust ekspertów. Wiadomo, Liga Mistrzów i gdyby nie ona, Jacek Magiera dawno obroniłby tytuł mistrza Polski, jaki zdobyto w stolicy. Najlepszy piłkarz, czyli Vadis Odjidja-Ofoe, najbardziej punktująca drużyna w meczach z rywalami do mistrzostwa. Słowem, już po wszystkim? Tak się jednak składa, że w Gdańsku, Poznaniu i Białymstoku mają inne zdanie i po rozmowach tego tygodnia rozumiem perspektywę w każdym z wymienionych miast. Tytuł trzeba zdobyć i koniec. Oznacza to tylko jedno – w poniedziałek będzie trzech wielkich przegranych.

Nie czarujmy się, gra w Europie naszym klubom wychodzi mniej więcej tak, jak reprezentacji podbój rankingu FIFA za Janusza Wójcika. Dwadzieścia lat temu selekcjoner JW udzielał mi wywiadu radiowego dla nieistniejącej już lokalnej rozgłośni radia Wa-Ma w Olsztynie i duża swobodą opowiadał o nadchodzącym sukcesie. Nie tym z towarzyskiego spotkania z Litwą, ale rankingowego właśnie. „Musimy wejść do czwórki” – oznajmił, nie dodając, że chodzi mu o to, by czwórka pojawiła się przed drugą cyfrą pojawiającą się przy miejscu biało-czerwonych. Fajne czasy, jak tak spojrzeć na skład i to, co działo się wokół naszej piłki nożnej. Fajne jednak – tylko z sentymentu.

Co do zasady nasze kluby ciesząc się z awansu do Europy, często podpisują na siebie wyrok. Gdzie w tabeli są Cracovia, Piast Gliwice, które rok temu skutecznie biły się o prawo gry w eliminacjach pucharów? Gdzie jest Zagłębie Lubin, o którym tyle pisano, że jest wzorem jak łączyć występy w meczach europejskich z ligowymi? No właśnie. Cracovia jest przypadkiem szczególnym, bo to klub z piękną tradycją i mocnym biznesowo właścicielem, a dostał lanie od Shkendiji Tetowo. Gdyby tak granie szło Pasom tak, jak profesorowi Januszowi Filipiakowi interesy… Choć klub to nie klasyczny biznes, co dobrze wtajemniczeni podają jako powód nieustannej huśtawki przy Kałuży. Generalnie awans do eliminacji pucharów długo odbija się czkawką. Legia w ubiegłym roku osiągnęła wynik niebywały i im dalej od niego, tym bardziej trzeba to docenić.

Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że bez LM warszawski zespół dawno obroniłby tytuł. Jednocześnie się z nimi… nie zgadzam, bo wówczas chociażby nie byłoby Vadisa, który prawdoopodobnie w niedzielę da pożegnalny koncert przy Łazienkowskiej, choć lechiści zrobią wiele, by wypadło jak w Białymstoku, czyli lekko fałszując. Reforma Ekstraklasy, choć dzieląc punkty wypacza sens rywalizacji, przyniosła ekstremalną końcówkę. Ile więcej musiałoby być wariantów, by uznać, że będziemy świadkami jednej z najbardziej intrygujących kolejek w historii klubowego futbolu nad Wisłą? No dobrze, ale kto na końcu zwycięży?

Legia, bo musi? Wiadomo, że ten projekt obliczony jest na kolejny awans do Ligi Mistrzów. Współczynniki nabite, doświadczenie i ostatnia z łatwiejszych dróg awansu foruje Legię z całej czołowej czwórki. Dla tak zwanego interesu polskiej piłki, to stołeczna ekipa powinna o „bramy raju” powalczyć.

Lechia, bo może? W rundzie finałowej do jej gry nie ma się co czepiać. Ma to, czego brakuje Legii, czyli skutecznego napastnika. Ma Duszana Kuciaka, który może zagrać w bramce wielki mecz, ma kilku zawodników z przeszłością w Warszawie i wielkim apetytem na mistrzostwo. I trenera, który znalazł świetny sposób motywacji. Ma też najmniej do stracenia, bo aktualnie jest na pozycji czwartej, czyli poza pucharami. Gdy można tylko zyskać, jest odrobinę prościej.

Jagiellonia, bo jeśli nie teraz, to kiedy? W starym systemie byłaby mistrzem Polski. Michał Probierz dokonał takich cudów na Podlasiu, że pomnik mu się już należy. Pewnie niejedna praca magisterska powstanie z tego sezonu i tzw. optymalizacji zasobów. Probierz wyjeżdża zagranicę, bo nikt nigdy więcej z Jagi nie wyciśnie. Polskie Leicester.

Lech, bo inaczej grozi mu rewolucja? Ona i tak będzie miała miejsce. Może nie będzie to zmiana tożsamości, ale Nenad Bjelica ma silną pozycję i zrobi swój porządek w szatni. Lechowi w tym roku zawsze czegoś brakuje, ale nie może tylko przegrywać, prawda? Dwa razy z Legią, z Arką finał Pucharu Polski. Logika podpowiada, że klub z takim potencjałem wygrać wreszcie coś musi, choć informacje płynące z Poznania mówią raczej, że nie w ten weekend.

W niedzielę o 17:45 w Dwójce pokażemy mecz sezonu, choć może się okazać, że mistrz będzie grał na boisku w Białymstoku. Trzydzieści sześć kolejek i długie, chwilami wyczerpujące miesiące, za nami. Czterech przy rozdaniu, ale tylko jeden ma asa w rękawie. Trochę jak w… pokerze, choć w Polsce ma to zupełnie inne konotacje. Wszyscy zapewniają, że te czasy minęły, w niedzielę powiemy „sprawdzam”. Prawdziwego Mistrza poznaje się po tym jak kończy, nie jak zaczyna.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language