UEFA Liga Mistrzów

LM: czas na rewanże!!!

Rozlosowano półfinały europejskich pucharów: los zestawił drużyny, które mają sobie coś do udowodnienia. Bayern – Real i Liverpool – Roma to mecze z podtekstami, którym towarzyszyć będą olbrzymie emocje. W LE czeka nas przedwczesny finał: Arsenal – Atletico oraz pojedynek Olympique Marsylia z Salzburgiem, który sensacyjnie wyeliminował Lazio.

Po zaskakujących wynikach ćwierćfinałów, znany komentator Maciej Iwański napisał, że „prawdziwe zwycięstwa odnosi się w życiu” . Mądre i prawdziwe słowa: choroba i powrót do zdrowia, rozłąka i odzyskanie rodziny, bankructwo i powrót do zasobności – to tylko kilka przypadków, w których zwyciężamy życie. Tak mówił trener do filmowego Rocky’ego: „kiedy pokonujesz coś niemożliwego, zwyciężasz życie”. A nie zawsze daje ono szansę na rewanż. Przeciwnie w sporcie, którego rewanż – obok równych szans – jest podstawowym prawem: dlatego m.in  gramy mecz i rewanż oraz zmieniamy połowy boiska.

Półfinałowe pary LM są znakomitą okazją do rewanżu za zaszłości bliskie i dalsze. Liverpool – Roma to dwumecz-rewanż za finał PE z 1984,  pierwszy w historii, o którego wyniku rozstrzygnął konkurs rzutów karnych. Stało się tak po remisie 1-1 w regulaminowym czasie gry. Ten mecz ma do dzisiaj status kultowy – nie tylko w Rzymie, ale i w całych Włoszech, które 30 maja 34 lata temu trzymały kciuki za Giallorossi. Prowadził ich kultowy ex- zawodnik i trener: Szwed Nils Liedholm, który miał w składzie takie nazwiska jak Falcao, Cerezo, Conti, Graziani i Pruzzo. Ten ostatni był wtedy w strasznym gazie, strzelił gola dającego prowadzenie Romie,  ale odniósł kontuzję, zszedł z placu gry i gospodarze stracili impet. Finał rozgrywano wówczas na Stadio Olimpico przy 70-cio tysięcznej widowni – coś niesamowitego, pamiętam ten mecz. The Reds byli wówczas czołowym teamem europejskiej piłki. Grobbelaar, boczni obrońcy Kennedy czy Neal, walczak Souness – twardy Szkot, irlandzki skrzydłowy Ronnie Whelan oraz wreszcie Kenny Dalglish czy Ian Rush – walijski supersnajper – to piłkarskie abecadło dla kibiców mojego pokolenia.

Dodatkowym smaczkiem będzie powrót do Rzymu Mohameda Salaha, który w pierwszym sezonie w Liverpoolu notuje statystyki lepsze niż kiedy szalał na Stadio Olimpico. W pierwszym sezonie na Anfield, zdobył już tyle goli co w dwóch w barwach AS Roma. Co nieco do pokazania brytyjskiej publiczności może mieć również Edin Dżeko. Czeka nas bezsprzecznie widowiskowy dwumecz, dużo bramek i taktyczny pojedynek dwóch znakomitych trenerów: Jurgena Kloppa i Eusebio di Francesco – zwracam uwagę, że Roma ma materiał ludzki by sprawić niespodziankę i awansować do finału. Strootman, Nainggolan, De Rossi i cała linia obrony Romy – to ludzie stworzeni do walki w stylu angielskim.

W drugim półfinale sportowy los da prawo do rewanżu Bayernowi, który w zeszłorocznym ćwierćfinale został srogo oszukany w Madrycie. Tamte wydarzenia skłoniły mnie nawet do napisania tekstu, który niniejszym przypominam. 

W Monachium Bayern przegrał 1:2, co było kontrowersją samą w sobie, ale mogło się przydarzyć z takim rywalem. Tym niemniej bardzo wątpliwa była czerwona kartka dla Javi Martineza, którą to decyzją sędzia osłabił gospodarzy pierwszego meczu. Krzywdy dokonano w Madrycie, kiedy ludzie Ancelottiego wyrównali stan rywalizacji.  Doszło wtedy do trzech sytuacji, które wypaczyły wynik meczu: czerwona kartka dla Vidala – dostał drugą żółtą za czysty wślizg i wybicie piłki. Dodatkowo: dwa gole ze spalonego, które zdobył CR7.

W środę Real awansował do półfinałów eliminując Juve – znowu w atmosferze skandalu, którego tym razem nie było. Podsycają go jedynie fani Juve, których jest sporo, oraz kibice Barcelony – których jest jeszcze więcej. Turyńczycy zagrali kiepski pierwszy mecz i tylko godzinę znakomitej piłki w Madrycie – to za mało na Real, który grał o niebo lepiej niż Barca dzień wcześniej. Hiszpanie próbowali, mieli okazję, strzał w poprzeczkę, często gościli w polu karnym Juve, którego obrońcy grali twardo i uważnie – uszczelnili tyły dużo lepiej niż w pierwszej konfrontacji.

Karny w ostatnich momentach gry się należał – nawet Alessandro del Piero przyznał, że „Benatia popełnił błąd zagrywając tak ostro na Vasquezie, a słów Buffona nie rozumiem – za kilka dni na pewno będzie mówił inaczej”. Gigi zszedł ze sceny pokonany i z czerwoną kartką w swoim ostatnim meczu rozgrywek LM – podobnie jak Zinedine Zidane na MŚ w 2006 roku. Obydwaj to wielcy mistrzowie – emocje zrozumiałe. Na tym zakończmy.

RL9 będzie miał okazję wziąć rewanż na Blancos.  Jupp Heynckes wie jak wygrywać z Bayernem a Lewy ma kolejną szansę by pogrążyć Real i  ponownie zagrać w finale LM. To są wyzwania na miarę jego ambicji. Sądzę jednak, że Bawarczycy będą to musieli zrobić w stylu obowiązującym w boksie: by pokonać mistrza – trzeba go będzie  znokautować!

 



[fbcomments]

Góra