Artykuły i felietony

Ludzie w pożyczonym czasie

Patrzymy na futbol i zazdrościmy. Widzimy zarabiających miliony zawodników, gwiazdy na ławkach trenerskich, agentów kasujących bajońskie sumy prowizji, sławę wielkich nazwisk obecną na całym świecie. Uczynienie z futbolu swojego pomysłu na życie ma też jednak ciemne strony i jak to w życiu – nic nie jest jednokolorowe, a piłkarskie losy potrafią solidnie dać po… niech będzie, że po głowie.

Patrzę na piłkarzy Korony Kielce oraz ich trenera i tak po ludzku trochę mi ich żal. Klub przejął Dieter Burdenski i w dzisiejszym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” nieomal powiedział Maciejowi Bartoszkowi, że żaden z niego trener. No owszem, po raz pierwszy w historii Korona jest w grupie mistrzowskiej, ale to przecież zwykłe szczęście. Tyle, herr Burdenski, że całe szczęście świata byłoby na nic, gdyby wcześniej ten kiepsko oceniany przez pana trener i piłkarze, czekający dziś na swój los, nie wykonali jednak odpowiednio dobrej pracy na boisku. Trzeba jednak usprawiedliwić nadchodzącą rewolucję, a Burdenski – co sam podkreśla – jest człowiekiem piłki, nie dyplomacji. Pokazał jednak problem, o którym dziś piszę, czyli powszechny brak szacunku.

Trwają spory kto ma w futbolu najgorzej. Sędziowie, którzy są pod nieustającą presją, podejrzewani czasem wręcz o to, że tworzą mafię? W kilku miejscach w Polsce przysięgają, że arbitrzy ich kręcą i czasy Fryzjera wcale się nie skończyły, tylko sprawy załatwia się inaczej. Emocje. Sędzia pomylić się nie może, ale jednak…musi. Za szybko, za dużo, za intensywnie. Można jednak się w tym odnaleźć, co pokazał Szymon Marciniak z asystentami w Lyonie. Duże tempo gry, wielkie emocje, różne fazy meczu, a polski sędzia nie tylko nie pomylił się ani razu, ale wyznaczył ramy, w których piłkarze potrafili skupić się co do zasady na swoich obowiązkach.

Piłkarze w piłce wcale nie mają jak pączki w maśle. Pozornie to kraina mlekiem i miodem płynąca, bo patrzymy na Roberta Lewandowskiego i wydaje nam się, że nic przecież nie może pójść źle. Mało kto zagląda za kulisy, zastanowi się, ile stresu kosztuje piłkarza każdy mecz, że ci ludzie też miewają kłopoty ze snem, z samymi sobą. Historia z ostatnich dni, depresji Aarona Lennona, uruchomiła na Wyspach Brytyjskich syreny alarmowe, ale nie łudźmy się. Za prawa do pokazywania Premier League zapłacono właśnie miliardy funtów. Nic się nie zmieni, dalej każdy wychodzący na boisko będzie poddany obciążeniom, jakich sprzed telewizora, czy komputera nie widać. Zawodnik ma trenować, dobrze grać, a jeśli coś pójdzie nie tak, zostanie wyrzucony, sprzedany, wypożyczony. O kontuzji nawet nie ma co wspominać, w każdej chwili mogą skończyć twoje marzenia i możliwość zarabiania. Zero sentymentów, biznes musi się kręcić. Rąbka tajemnicy ujawnia Anonimowy Piłkarz, który kilka lat temu zaczął pisać felietony w The Guardian, odsłaniając kulisy bycia w Premier League i futbolu w ogóle. Nie wiadomo kim jest (trop prowadzi do Dave’a Kitsona, sprawdźcie choćby na YouTube), ale jego książki sprzedają się jak ciepłe bułeczki.

Bartoszka już w Koronie nie ma, ale jeszcze jest. Czas pożyczony. Co może zrobić? On i jego zespół musi zagrać najlepiej, jak potrafią. Zareklamować się jako grupa, choć już nią nie jest, starać się pokazać indywidualnie. Czekać na to, co przyniesie los. Wiem, że każdy woli patrzeć na tę lepszą stronę, na wysokie zarobki czy blichtr i zainteresowanie. Na zdrowy rozum jednak, mało kto chciałby pracować pod taką presją (nie tylko) tłumów, z niepewnością jutra. Nawet wysoki kontrakt nie gwarantuje, że go doczekasz. Oczywiście, że lekko przejaskrawiam, ale rozumiecie na pewno dlaczego.

Agenci? Już widzę, jak wielu twierdzi, że to hieny. Super, na pewno wielu na rynku jest pazernych, myślących przede wszystkim kategoriami własnego zysku, ale nie każdy jest zepsuty do szpiku. Spróbujcie najpierw dogadać się z zawodnikiem, który zaczyna myśleć, że jest primadonną, bo strzelił dwa gole, czy trzy razy go pochwalili w gazecie. Znajdź mu klub, zainwestuj swój czas, kontakty (czyli to, co w dzisiejszym świecie najcenniejsze!), zadbaj o jego ego, a na końcu połącz wszystko tak, by wypaliło w postaci podwyżki, nowej umowy, czy transferu. Ratuj, gdy stracił okazję do grania i szukaj rozwiązań. Wszystko w dużej dynamice. Tylko pozornie jest to proste. Piłkarze, jeśli chodzi o lojalność wobec agentów, też nie są często przykładami godnymi naśladowania.

Jeśli funkcjonować w pożyczonym czasie, to tak, jak Michał Probierz. Najpierw ogłosił, że do końca sezonu nie udziela się medialnie, potem dowiedzieliśmy się, że odchodzi. Czyli wysłał sygnał, że Jagiellonia wciąż może być polskim Leicester, ale on nie będzie Claudio Ranierim. Wie, że wycisnął w tych rozgrywkach z białostockiej drużyny sto procent. Dogadywanie się z siedmioma udziałowcami w polskich warunkach nie jest idealną perspektywą, a o braku odpowiedniej bazy mówił dziesiątki razy. Osiągnie szczyt – tak czy siak, nawet ewentualne czwarte miejsce oznaczałoby sukces, choć apetyt jest na historyczne mistrzostwo – i odejdzie, ale na własnych warunkach. Kto zechciałby zazdrościć, niech się chwilę wstrzyma i przypomni sobie drogę trenerską Probierza i to, że pod Wawelem na przykład urządzano sobie wyścigi na wbicie mu szpili po odejściu z Wisły. Dziś jego na górze, ale w piłce, wszyscy walczą nie tyle o punkty, a o własne życie. Bez żadnych gwarancji. Dlatego szanuję wszystkich obecnych w futbolu, bo im jestem starszy, tym bardziej zdaję sobie sprawę, ze złożoności zjawisk i tego, że niewiele jest po prostu czarne i białe.

Piłka daje wielkie emocje nam, i nieopisaną satysfakcję tym, którzy wygrywają, ale to są chwile, a świat żąda natychmiast nowych wrażeń.

Show must go on.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language