Blog Maćka Iwańskiego

Matura z rosyjskiego dla każdego z mistrzów

Puchar Konfederacji od kilku edycji jest turniejem, który pokazuje stan przygotowań do Mistrzostw Świata. Nie mam żadnych wątpliwości, że próba dla Rosjan wypadnie bardzo dobrze, ale tylko poza murawą. Sportowo wszystko wskazuje na to, że zrobi nam się u sąsiadów bałagan. Jak dotąd bowiem wyniki styl pracy Stanisława Czerczesowa nikogo na kolana nie powalają, a znając rosyjskie ambicje, całkiem prawdopodobna klapa spowoduje, że wokół selekcjonera Sbornej zrobi się po drugim lipca bardzo gorąco.

Może jednak nie będzie tak źle? Brazylia i Argentyna nie przyjadą, Niemcy przywożą bardzo odmłodzony skład, choć oczywiście – i jak zwykle – będą grać o zwycięstwo. Może nie za wszelką cenę, bo historia uczy, że ono w Pucharze Konfederacji jest fatalnym prognostykiem przed właściwą walką o chwałę i medale, dwanaście miesięcy później. Rosjanie z grupy wyjść powinni, bo do tego wystarczy ogranie Nowej Zelandii (pewnik) oraz dobry wynik z Meksykiem. To rezultaty na pewno nie poza zasięgiem ekipy Czerczesowa. Inaczej się ma sprawa z Portugalczykami. Cristiano Ronaldo jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że osiągnął w tym roku naprawdę wiele i ma apetyt na kolejny triumf. Faworyt grupy to zarazem faworyt turnieju, wobec zmian, jakie zrobili Niemcy.

Rosjanie grają jako gospodarz, za to w grupie B – sami mistrzowie. Wygrać rywalizację w niej powinni piłkarze Loewa, ale drugie jest w zasięgu każdej z pozostałych drużyn. Na czterech stadionach emocji nie zabraknie. Tym, którzy twierdzą, że Puchar Konfederacji to impreza nie do końca na serio, polecam wizytę na nim. Miałem tę przyjemność w 2009 roku w Johannesbrgu. RPA żyło turniejem dokładnie tak samo, jak rok później podczas Mundialu. Przynajmniej dla gospodarzy to zawsze poważna sprawa. Nie po to wydaje się miliardy, nie po to buduje tak imponujące areny, jak choćby ta w Sankt Petersburgu, by potem świat nie podziwiał.

Kolega, z który z Rosjanami robi biznesy od lat i przez kilka lat mieszkał za wschodnią granicą, w kontekście występu Polski na MŚ widzi tylko jeden problem. Odległości. – Żebyśmy tylko wylosowali Kaliningrad, Petersburg, czy nawet Moskwę. Żadnych Kazaniów i Soczi, bo naszych kibiców tam nie będzie – martwi się. Moim skromnym zdaniem to nawet gdybyśmy mieli grać na Syberii, biało-czerwoni kibice tam dotrą. Za dużo dobrej energii jest wokół kadry prowadzonej przez Adama Nawałkę i za dużo do wygrania, by takie drobiazgi jak monstrualne odległości mogły wpłynąć na determinację polskich fanów. Choć oczywiście najwygodniej byłoby w Kaliningradzie, stadion wypełniłby się naszymi.

W RPA i Brazylii Polaków nie było, więc turnieje, choć wzbudzały zachwyt, były niepełne. Do Rosji mamy już krótką drogę, raczej bez trudnych wiraży. Siedem punktów da nam, poza awansem, miejsce w pierwszej grupie Ligi Narodów, może i pierwszy koszyk losowania finałów przyszłorocznych MŚ. Piękne czasy. Kilkadziesiąt miesięcy z kadrą jest przeważnie jak piękny sen. Jeśli jeszcze kadra u-21 pokaże dobry futbol, możemy za rok przeżyć znów piękne chwile. Liga Mistrzów, piłka klubowa, to są wszystko ważne rozgrywki. Nie ma jednak nic ważniejszego od Mistrzostw Świata i możliwości, jakie one ze sobą niosą.

Puchar Konfederacji będzie więc czystą przyjemnością. Nerwy zaczną się za rok. Na razie ból głowy, i to nielichy, mogą mieć tylko kiepsko grający Rosjanie. To jednak nie nasz problem, a skoro zdarzyło się kilka dni przerwy, można obejrzeć turniej dostępny w otwartych antenach TVP. W końcu, poza męczącym – niektórych- odpoczywaniem, jakiś plan na przerwę w klubowym sezonie trzeba mieć…

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language