ciekawostka

Mecze, których nie zapomnimy (odc.14)

Każdy ma jakieś wspomnienia, które wzbudzają w nim szczególne emocje. Mi, kiedy pomyślę o piłce nożnej, na myśl przychodzi szczególne spotkanie, a dokładnie to dwa spotkania, które miały miejsce 14 lat temu w listopadzie.
Mali, a wielcy

Był taki czas, że w Polskiej piłce grały drużyny z naprawdę małych miejscowości. Coś na wzór obecnie ekstraklasowej Termaliki Bruk-Bet Nieciecza, tylko że z większymi sukcesami. No, przynajmniej na razie. Groclin Grodzisk Wielkopolski i Amica Wronki to kluby, które lata temu walczyły w Polsce o najwyższe cele, a grało tam wielu dobrych oraz bardzo dobrych zawodników. I choć oba zasługują na wspominki, to dzisiaj zajmiemy się drużyną z Wielkopolski i ich bojem z Manchesterem City w Pucharze UEFA (dzisiejsza Liga Europy). Groclin z Termalicą i Amicą łączą na pewno dwie rzeczy. Po pierwsze wszystkie te kluby są z małych miejscowości. Po drugie wszystkie żyły tak naprawdę dzięki bogatemu sponsorowi tytularnemu. W latach świetności Groclinem zarządzał Zbigniew Drzymała – ciekawostka historyczna. Zbigniew jest prawnukiem Michała Drzymały. Tak, tego od wozu Drzymały. I sukcesów trochę miał. Dwa wicemistrzostwa Polski, raz trzecie miejsce, dwa razy Puchar Polski, a ostatni większy sukces zanotowali w sezonie 2007/2008, kiedy drugi raz z rzędu zdobyli Pucha Ligi Polskiej. Trzy razy grali też w Pucharze UEFA i dzisiaj właśnie wspomnimy sobie ich starcie z Manchesterem City, z którym zmierzyli się w drugiej rundzie klasyfikacji.

Jak Dawid z Goliatem

Pierwszy mecz miał odbyć się w Anglii. The Citizens mieli mieć łatwy mecz do wygrania, a Groclinowi życzono co najwyżej miłej wycieczki oraz ewentualnej wymiany koszulek z wielkimi gwiazdami. Bo choć Groclin jak na Polskie warunki dysponował dobrym składem, to raczej nikt z naszych piłkarzy nie mógł się równać z Nicolasem Anelką czy Robbie’m Fowlerem. Szczególnie, że w kadrze meczowej zabrakło Radosława Sobolewskiego, który nie zdążył wyleczyć kontuzji. Zamiast niego na boisku mogliśmy zobaczyć Tomasza Wieszczyckiego oraz Sebastiana Milę (mówiłem, że mieli niezły skład, a to sami pomocnicy). Jednak ten duet w żaden sposób nie potrafił sobie poradzić z seriami podań z pierwszej piłki jakie wykonywali Anglicy. Dzięki nim City= na początku spotkania zdobyło przewagę, i właśnie po takiej akcji objęło prowadzenie. Dodajmy, że lepiej mógł zachować się Radek Mynar, który źle zrozumiał się z broniącym tamtego wieczora Mariuszem Liberdą. Groclin przez cały czas grał bardzo nerwowo i niedokładnie. Brak spokojnego Sobolewskiego w środku pola był bardzo widoczny. Na szczęście Anglicy strzelali tak, jak grał Groclin. Reyna nie trafił do pustej bramki, Anelka miał kilka świetnych okazji, ale zawsze górą był Liberda. Fowler też się nie popisał, trafiając dwa razy tuż obok słupka. To wszystko działo się jedynie w pierwszym kwadransie gry. Strach pomyśleć, co by było, gdyby podopieczni Dusana Radolsky’iego nie przypomnieli sobie, w co grają. W 18 minucie szanse na wyrównanie miał Marcin Zając, ale przegrał pojedynek z Davidem Seamanem. Wcześniej Anglik wykazał się świetnym refleksem, odbijając strzał głową Grzegorza Rasiaka. Dzięki temu na drugą połowę nasi wyszli o wiele pewniejsi siebie i pokazali to, grając od początku drugie 45 minut o wiele bardziej odważnie. Przez długi czas City nie potrafiło się nawet zbliżyć do pola karnego Liberdy. W 65 minucie meczu około pół tysiąca fanów Groclinu wybuchło rykiem zazdrości i entuzjazmu. Wtedy to Sebastian Mila zdobył jedną z najsłynniejszych bramek w swojej karierze. Pięknym uderzeniem z rzutu wolnego pod porzeczkę dał polskiej drużynie wyrównanie. Po tej bramce Groclin cofnął się do obrony, a swój kunsztem wykazał się Mariusz Liberda, który popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Wszyscy spodziewali się, że w drugim meczu rozdrażniony Manchester rozjedzie walcem klub z Wielkopolski. Jednak w Grodzisku nie potrafili strzelić ani jednej bramki, dzięki czemu to Groclin przeszedł dalej. W trzeciej rundzie jednak ulegli  Girondins Bordeaux.

MANCHESTER CITY – GROCLIN DYSKOBOLIA GRODZISK WLKP. 1:1 (1:0)

MANCHESTER CITY: Seaman – Tarnat, Dune, Distin, Sun Jihai – Wright-Phillips, Reyna (25. Bosvelt), Barton, McManaman (64. Tiatto) – Anelka, Fowler (71. Wanchope)

GROCLIN: Liberda – Mynar, Pawlak, Kozioł, Kriżanac – Zając (90. Kaczmarczyk), Wieszczycki, Mila, Sedlaćek Ż – Rasiak, Niedzielan (71. Piechniak).

Sędzia: Georgion Kasnaferis (Grecja).

Co było dalej?

Ano, Groclin potem przez wiele lat radził sobie w ekstraklasie co najmniej dobrze. Jednak w pewnym momencie utrzymywanie klubu przestało mieć sens. Zainteresowanie kibiców było naprawdę znikome, a i koszty z każdym rokiem rosły. Akurat wtedy w Polonii Warszawa pieniądze na lewo i prawo wydawał Józef Wojciechowski. 10 lipca 2008 roku oficjalnie oba kluby zostały połączone, a w następnym sezonie Klub Sportowy Dyskobolia przystąpił do rozgrywek czwartej ligi. Przez lata klub występował w niższych klasach rozgrywkowych. W sezonie 2015/2016 oficjalnie zawieszono działalność Klubu Sportowego Dyskobolia. I choć pewnie jest to koniec tej drużyny, to sukcesy z przeszłości na zawsze zapewnią im miejsce w historii polskiej piłki.

(KJ)



Komentarze

komentarze


Góra