Mecze których nie zapomnimy

Mecze, których nie zapomnimy (odc.23) : Lazio – Inter sprzed 20 lat i dzisiejsze miliony w grze o Ligę Mistrzów

Mecze, których nie zapomnimy to seria, którą polubiliście na równi z cyklem Przykurzone pomniki (przypominam tutaj wszystkie dotychczasowe odcinki). Po raz pierwszy boiskowe okoliczności dają nam możliwość na publikację o charakterze najprawdziwszej pętli czasowej. W najbliższą niedzielę odbędzie się ostatnia kolejka Serie A, podczas której odbędzie się mecz o stawkę z dodatkowym rocznicowym podtekstem. 

Mowa o meczu na Stadio Olimpico, na którym Lazio oraz Inter rozegrają batalię o cel sezonu: czwarte miejsce premiowane udziałem w LM. Dojdzie do starcia drużyny z najlepszym atakiem w lidze (Lazio ma bilans 87:46) z drużyną, która miała fatalny kryzys skuteczności i przez 1/3 rozgrywek prawie nie strzelała goli. Od wyjazdowego meczu z Juve w 16. kolejce – w jedenastu meczach Inter zdobył zaledwie 12 punktów. To w tym okresie zaprzepaszczono spokojne załapanie się do LM, nie w dramatycznym meczu Derby Włoch na San Siro, kiedy sędzia Orsato skrzywdził gospodarzy. Inter przegrał dwa mecze w sezonie z Sassuolo, z Udinese u siebie – to już 9 straconych punktów. Remisował z Crotone czy Spal oraz przegrywał z Genoa.

Ponieważ jednak i rywale grali nierówno, to sportowy los da mediolańczykom szansę wywalczenia LM – trzeba tylko będzie wyrwać trzy punkty gospodarzom niedzielnego meczu, którzy sami prosili się o taki finał rozgrywek: w przedostatniej kolejce Inter przegrał u siebie z Sassuolo a Lazio zremisowało w Crotone, gdyby nie strata punktów to ostatni mecz byłby o pietruszkę, ale stało się inaczej. ” Lazio – Inter o LM to było przeznaczenie” – skwitował trener rzymian, Simone Inzaghi (brat SuperPippo – ex snajpera AC Milan).

Faworytem jest Lazio, bo gra u siebie i może wygrać lub zremisować by osiągnąć cel – mediolańczycy muszą wygrać, bo mają 3. punkty mniej w tabeli a pierwszy mecz zakończył się bez bramek.  Jest też dodatkowy smaczek: Stefan de Vrij to holenderski obrońca, który podpisał już kontrakt z Interem i – w związku z tym – ma nie wystąpić w niedzielnym meczu. Zagra za to Ciro Immobile, dla którego będzie to prestiżowy pojedynek o koronę króla strzelców: zanotował dotąd 29 trafień – o jedno więcej niż drugi snajper ligi: Mauro Icardi z Interu!  Stawką meczu jest przyszłość klubów – ciąży to bardziej na gościach, którzy nie mogą się wydostać z okowów fair play finansowego, bez awansu do LM, który gwarantuje wpływy potrzebne do zrównoważenia bilansu. Bez Champions League nie chcę też wydawać na nowych piłkarzy grupa Suning – chiński właściciel Nerazzurri. Stawka jest zatem wysoka: 35 milionów Euro – 15 za sam awans do LM wypłaca UEFA, ale dodatkowe kwoty z tego tytułu wyłożą sponsorzy klubów, a awans do fazy pucharowej to kolejne 9,5 miliona. Stawką jest sezon, przyszłość…i historia, bo 20 lat temu obydwie drużyny rozegrały w Paryżu Finał Pucharu Uefa, a – z kolei – 5 maja 2002 roku, Intre zmierzał po pewne Scudetto, które …stracił przegrywając z Lazio 2:4 w ostatniej kolejce na Stadio Olimpico. Mało podtekstów by oczekiwać pasjonującego widowiska?

Nawet najmniej obyci z Was kojarzą co najmniej połowę bohaterów tamtego widowiska. W drużynie Lazio była podpora Juve Lippiego – Vladimir Jugović, przyszła gwiazda turyńczyków: Pavel Nedved, były gracz Sampdorii w pamiętnych meczach z Legią, były trener Interu, MC i świeżo upieczony C.T Squadra Azzurra – Roberto Mancini, a w obronie rzymian – ikona: Alessandro Nesta. Te nazwiska znacie na pewno – nie inaczej jest z zawodnikami, którzy tworzyli wtedy skład Internazionale: Gianluca Pagliuca w bramce a w polu – jak to w Interze – sama śmietanka: m.in Javier Zanetti, Diego Simeone, Aaron Winter, Youri Djorkaeff, Ivan Zamorano i Ronaldo…mediolański dream team! No, może nie do końca bo Fresi czy Colonnese odstawali jednak klasa od kolegów…

Mecz był ładnym widowiskiem, ale zwycięzca mógł być jeden. Siła rażenia Interu był wówczas ogromna – tym bardziej, że Ronaldo pilnowało regularnie 2-3 zawodników rywala, co stwarzało kolejne  sytuację Ivanovi Zamorano, który wyprowadził swoich kolegów na prowadzenie już w 5′ minucie gry. Alessandro Nesta wspominając tamte czasy mówi, że „my wtedy baliśmy się, że będziemy kończyć każdy mecz w dziewięciu lub ośmiu, bo Ronaldo wyczyniał niesamowite rzeczy i pełnej prędkości, był praktycznie nie do pokrycia”.

Brazylijczyk wielokrotnie leżał na murawie po faulach, których dopuszczali się na nim Nesta, Favalli czy Fuser oraz Jugović, ale swojego gola strzelił ustalając wynik meczu na 3:0, po wyjściu z piłką na granicy minimalnego spalonego po podaniu Francesco Moriero – pamiętam tego zawodnika: dziki, dynamiczny skrzydłowy, bardzo rozrywkowy i dość nieregularny przez to 😉 Wspaniałego gola w tym spotkaniu zdobył Javier Zanetti, który strzelił z szesnastu metrów  w okienko bramki rzymian – to jedno z bardziej pamiętnych trafień „Il Capitano”. Popatrzcie zresztą sami jak to było – w najbliższą niedzielę na Stadio Olimpico odżyją wspomnienia, a ja założę koszulkę w szaro grafitowe paski, specjalny wzór na edycję na Pucharu Uefa sprzed dwudziestu lat….#ForzaInter

6 Maja 1998 Park Książąt – Paryż, Finał Pucharu Uefa

Lazio – Inter 0:3 (Zamorano 5′, Zanetti 60′, Ronaldo 70′)

składy:

Lazio (4-4-2) : Marchegiani – Favalli, Negro, Nesta, Grandoni – Nedved, Jugović, Venturin, Fuser – Mancini, Casiraghi Trener. Sven Goran Eriksson

Inter (1-3-3-1-2): Pagliuca – Fresi-Zanetti, West, Colonnese-Simeone, Ze Elias, Winter-Djorkaeff- Zamorano, Ronaldo Trener: Gigi Simoni

 

 

 



[fbcomments]

Góra