ciekawostka

Mecze, których nie zapomnimy (odc.23 MegaMundialowy Trzypak): Walka na śmierć i życie!

Rozgrywane obecnie MŚ dostarczają nam wiele emocji – wiele spotkań zyskuje status kultowych i na zawsze pozostanie w pamięci kibiców. W historii Mistrzostw Świata zdarzały się mecze, które zapamiętaliśmy na zawsze Spotkania, które swoją dramaturgią potrafiły przyćmić największe kinowe produkcje. Niewątpliwie takimi właśnie meczami były te,  o których chcę państwu opowiedzieć.

Przenieśmy się na czas tego tekstu do roku 1998. Anglia w słabym stylu wychodzi z grupy na mundialu we Francji, zajmując w niej dopiero drugie miejsce. Oczywiste staje się, że rywalem Lwów Albionu w 1/8 finału będzie drużyna Argentyny. Kibice obu drużyn ostrzą sobie zęby na to widowisko. Pojedynki pomiędzy tymi drużynami zawsze wzbudzały ogromne emocje wśród fanów. Starsi kibice Argentyny chcieli rewanżu za 1966 rok, Anglicy szukali zemsty za ,,rękę Boga”, którą uraczył ich w 1986 Diego Maradona. Trzecim i zarazem największym konfliktem dzielącym dwa obozy była naturalnie wojna o Falkady, zbrojny konflikt pomiędzy państwami, do którego doszło w 1982 roku. Mecz zapowiadał się na widowisko podwyższonego ryzyka a miejscem jego rozegrania miał być stadion w Saint – Etienne.

W obozach obu drużyn panuje przeświadczenie, że ten mecz trzeba wygrać. Oczekują tego kibice, władze państwa oraz rodziny piłkarzy. Anglicy mają w składzie mieszankę gwiazd z zawodnikami dopiero wchodzącymi na szczyt swojej kariery. Obok Alana Shearera, Davida Seamana, Paula Ince’a powoli wschodzą gwiazdy Garego Neville’a, Davida Beckhama, Paula Scholesa czy Michaela Owena. Liga angielska przeżywa renesans, pojawiają się pieniądze i sukcesy. Piłkarze, szczególnie za sprawą Davida Beckhama, coraz częściej trafiają na jedynki gazet czy do ogólnoświatowych reklam. Zawodnicy są traktowani jak gwiazdy filmowe i traktowani niemal jak bogowie. Inna sytuacja panowała w sztabie Argentyny. Ówczesny trener, Daniel Passarella miał do dyspozycji zespół stosunkowo młody i głodny sukcesów. Do tego bardzo dobrze zgrany, bo w niemal identycznym składzie występujący na poprzedzającej mundial Olimpiadzie. Na swoją renomę pracowali Veron, Batistuta, Zanetti czy Crespo.

Przenosimy się w okolice stadionu, gdzie nerwy puszczają kibicom obu drużyn. Z relacji z tamtych czasów możemy dowiedzieć się, że w czasie przed i pomeczowym sklepy wokół stadionu obstawione są policją z psami. Wszędzie wzmożona aktywność służb porządkowych. Na stadionie kibice skandują obraźliwe hasła w stronę piłkarzy oraz przeciwnej trybuny. Dochodzi do kilku rękoczynów. A to i tak nic w porównaniu z tym co dzieje się na boisku.

Mecz rozpoczął się ostro. Od razu widać było, że żadna drużyna nie odda pola przeciwnikowi. Każdy z piłkarzy ma z tyłu głowy, że walczy o honor swojego narodu. W 5 minucie Diego Simeone pada w polu karnym Anglików, po kontakcie z Seamanem i mamy rzut karny. Do piłki ustawionej na 11 metrze od bramki podchodzi Gabriel Batistuta. Batigol mocnym strzałem przełamuje dłonie bramkarza i trafia do siatki. Kibice szaleją. Nie na długo, bo już 4 minuty później rozpędzony Michael Owen zostaje podcięty w szesnaste Albicelestes a chwilę po tym jedenestkę zmienia na gola Alan Shearer. Anglia poczuła wiatr w żaglach. W 16 minucie dobrym prostopadłym podaniem David Beckham uruchamia Owena, który mijając dwóch rywali umieszcza piłkę w siatce. Tłumy na Stade Geoffroy Guichard dają pokaz swoich emocji. Kibice Albionu myślami coraz bliżej rewanżu za boskiego Diego. Ich nadzieję ucisza na jakiś czas Javier Zanetti, który po błyskotliwie rozegranym rzucie wolnym posyła piłkę pod poprzeczkę Seamana. Tym razem inny Diego był cichym bohaterem tego spotkania. W 47 minucie popularny Cholo Simeone fauluje Davida Beckhama. Anglik pod wpływem frustracji kopie Argentyńczyka w łydkę. Simeone pada na murawę niczym w najlepszym filmie wojennym. Otoczony przez piłkarzy sędzia kim Nielsen wyjmuje czerwony kartonik. Ulubienic królowej Elżbiety opuszcza boisko wyraźnie wściekły całą sytuacją, podczas gdy Cholo uśmiecha się pod nosem. Mecz trwa dalej, kibice obu drużyn dają z siebie wszystko by wspomóc swoich ulubieńców. Regulaminowy czas gry dobiega końca a Anglia chwieje się od prób Argentyny. Podczas dogrywki jasne staje się, że Lwy Albionu nie oddadzą remisu, nawet pomimo braku jednego zawodnika. Pozostała na boisku dziesiątka (z kilkoma zmianami) walczy, by godnie nosić swój przydomek.

Podstawowy czas gry oraz dogrywka nie wyłoniły zwycięzcy. Pora na serię rzutów karnych. Na twarzach piłkarzy miesza się skupienie, zmęczenie oraz ogromna wola zwycięstwa. Pierwszy do piłki podchodzi Berti i pakuje ją do siatki. Dłużny nie pozostaje Shearer. Następnie Hernan Crespo zostaje wyczuty przez Seamana. Niemalże identyczna sytuacja ma miejsce przy strzale Ince’a. Po dwóch seriach jest 1:1 w karnych. Futbolówkę ustawia sobie Veron. Chwilę później piłka trzepoce w siatce. Na 2:2 strzela Merson. Następnie pewnie swoje jedenastki wykorzystuję Gallardo oraz Owen. Przed nami piąta seria. Jest 3:3 i uderza Ayala, zmieniając wynik na popularny format obrazu ówczesnych telewizorów. W ostatnim strzale tego spotkania Roa idealnie rzuca się w miejsce lotu piłki kopniętej przez Batty’ego. Tym samym Argentyna zostaje na mundialu a Anglia wraca po raz kolejny z niczym do domu.

Argentyna – Anglia 2:2 (4:3)

Składy:

Argentyna: Roa, Ayala, Zanetti, Chamot, Vivas, Veron, Simeone (Berti), Almeyda, Lopez (Gallardo), Ortega, Batistuta (Crespo)

Anglia: Seaman, Campbell, Neville, Le Saux (Southgate), Adams, Beckham, Scholes (Merson), Anderton (Batty), Ince, Owen, Shaerer

źródło fot: antykwariatsportowy.pl

 



[fbcomments]

Góra