Artykuły i felietony

#MeToo #JaTeż

Przez media społecznościowe przetacza się najprawdziwsza „Puszka Pandory”. Kobiety, które doznały w życiu przemocy seksualnej – molestowania bądź gwałtu – publikują na swoich profilach stosowne hashtagi….i sprawa załatwiona. Czy aby na pewno tędy droga?

Dlaczego względnie krytycznie oceniam tę akcję? Bo jest ona kosmicznie jednostronna i daje pole do nadinterpretacji oraz nadużyć – choćby z tego względu, że nie wszystkie strony (czasem) cytowanych zdarzeń są obecne w social media i nie mogą się bronić czy cokolwiek wyjaśnić. Nie zamierzam wybielać molestujących, gwałcicieli czy pedofili, których ubijałbym gołymi rękami. Jestem dumnym ojcem trzylatka i to ojcostwo obudziło we mnie ogromne pokłady czułości i delikatności, ale pewien ciężar oskarżeń, nie może być oceniany aż tak jednostronnie.

Dwa, (choć może trzy?) razy w życiu poznałem (poznawałem/chciałem poznać?) kobiety, które były w przeszłości molestowane. Jak poznałem/wyczułem, że tak było? Na etapie znajomości zwanej flirtem, kiedy między M/K dochodzi do przefajnej wymiany fluidów – pierwsza z Kobiet wysyłała 1000 sygnałów przyciągających, by nagle odgradzać się ścianą lodu nie do przebicia (strasznie nieprzyjemne dla faceta rozochoconego postępem owego fajnego flirtu). Druga miała takie samo coś co ta pierwsza w oczach ale się zakolegowaliśmy na ponadpłciowej niwie. O trzeciej nie opowiem. Kiedy zapytałem „o to” tą pierwszą, była mega zaskoczona jak ja w ogóle na to wpadłem i prosiła bym nikomu nie mówił, bo nikt nie wiedział. Nigdy nie powiedziałem. Wyszukałem i zaprowadziłem ją na terapię i przestaliśmy się widywać, była dla mnie uosobieniem „femme fatale”. Świat wydaje się mniej fajny, jeśli się więcej widzi, mocniej czuje i ma szersze doświadczenia. Nie wiem czy ta akcja pomoże, czy zbiorowa terapia w social – media to właściwa akcja, ale to ich demony i prawo by nimi rozporządzać – również błędnie. Jak mogłem to kiedyś pomogłem i swoje przeszedłem.

Facet (sportowiec, kibic) powinien być mocny, panować nad sobą i przewidywać konsekwencje własnych żądz – taki powinien być inteligentny i mądry życiowo facet . Czy wszyscy tacy są? Nie. A czy wszystkie kobiety są uczciwe, roztropne i myślą o konsekwencjach własnych działań? Też nie. Dekolty do pępka (uwielbiam) i miniówy do …(uwielbiam jeszcze bardziej) . W tej całej akcji jest jakiś prymitywnie płytki mechanizm. #MeToo…. i sprawa załatwiona – faceci to zdegenerowane świnie i każdy to potencjalny gwałciciel. Zwłaszcza, że w tej całej akcji oporu męskiego brak, czyli klasyczny milczący akcept. Otóż nie. Jestem facetem, uwielbiam kobiety oraz ich kobiecość, ale nie życzę sobie przyklejania mi etykietek. Również jedno sprostowanie mi się nasuwa: Panowie, one się tak nie stroją dla nas, tylko by zrobić sobie wzajemnie na złość, wyróżnić się wewnątrz własnego gatunku….(naukowo potwierdzone:))))

Wstręt jaki odczuwa molestowana czy zgwałcona kobieta musi być czymś strasznym, seksualny pociąg do dziecka jest czymś co – w moim mniemaniu – dyskwalifikuje osobnika od człowieczeństwa. Od razu – lobotomia, kastracja i szrot adekwatny do sytuacji. Bez dyskusji. Ale weźmy czasem pod uwagę, że manipulowanie prawdą jest gwałtem (albo próbą) emocjonalnym na – w tym przypadku – przyzwoitych facetach.A zbyt lekkie i niezasadne pomawianie o pewne czynności powinno być karane jak ono same. Wiecie ile kobiet w sądowych sprawach rodzinnych pomawia ojców swoich dzieci o pedofilię? Ojców, uczciwych, niewinnych, kochających swoje córki i synów – o pedofilię. By oddzielić dziecko od ojca i na rozłące ugrać więcej kasy. To nie są pojedyńcze przypadki, to dość częsta babska strategia. 

W całej tej akcji są też przecież wpisy kobiet które nadużywały alkoholu, innych używek, wiły się w tanecznych pląsach na parkietach gdzie jest 5-6 osób na metrze kwadratowym, muzyka jest mocno zmysłowa i skłania dłonie do znalezienia wygodnego oparcia. W akcji bierze udział cała masa Kobiet, które nie były w stanie wyartykułować wyraźnego #Nie. Jeśli taka nieroztropna kobieta trafiała na mężczyznę bez odpowiedniego poziomu samokontroli – też ma prawo uczciwie wpisywać #JaTeż na swoim profilu? Przecież wystarczyło nie pić na umór, nie brać co popadnie, albo nie chodzić w pewne miejsca. Zwyczaj, że kiedy męskie dłonie wędrują zbyt nisko wbrew woli partnerki , to kobieta wie co robić, jest wciąż żywy i aktualny. Podaje tylko pewien rodzaj przypadków. Pełne wsparcie i współczucie dla ofiar oraz surowe potępienie sprawców patologii.

Dlaczego o tym w piłkarskim serwisie? Bo taką miałem potrzebę i ochotę  z racji funkcji oraz jako facet i ojciec, bo chciałbym spróbować dać  do dyspozycji lepszy świat mojemu Synkowi, bo gros kibiców to faceci, którzy ,milczą w tej kwestii a skoro kobiety uświadamiają świat, to ja mogę spróbować uświadomić część facetów…albo wystąpić w obronie ich przyzwoitej części. tyle.

Jednak dlatego też, że w minionym tygodniu minęły 22lata od pamiętnego meczu Legii z Blackburn w Lidze Mistrzów a #JaTeż  tam byłem :) Dla animuszu – piweczko w autobusie, dla kurażu i temperatury wiśniówka pod wiaduktem trasy #Ł. Potem już tylko nie żałowaliśmy gardeł, a gra szła z Mistrzem Anglii, którym wówczas był futbolowy parweniusz na miarę niedawnego Leicester. Nie chcę tu obniżać walorów drużyny, ale taki czempion, w kraju i lidze będącej domeną MU czy Redsów oraz Arsenalu, to było zdziwienie. Nie da się jednak lekceważyć ani nawet obśmiać teamu, w którego szeregach z przodu biegał Alan Shearer, obok niego Chris Sutton (łącznie blisko 1000 występów i 450 goli w Premiership) który miał w pomocy ludzi pokroju David Batty czy Tim Sherwood a w obronie Colina Hendry czy Henniga Berga. Legia miała jednak zdrową pakę typów, których wtedy nazywaliśmy „czerstwymi – chamami” i nie było w tym nic obraźliwego. Po prostu: zdrowi, silni, wybiegani faceci, z dobrą techniką i charakterami – oni nie mieli kompleksów, wychodzili i grali swoje – człowiek był dumny, że Ci ludzie reprezentowali Stolicę w LM. Kapitalny Szczęsny na bramce, Mandzia czy Michalski to sprytni twardziele jakich mało, Zieliński i Beret – reprezentanci kraju, Pisz – generał środka pola, architekt awansu do LM, legenda Legii. Bednarz? facet z tytułem magisterskim, Staniek – medalista olimpijski, Lewandowski? niestrudzony. Kucharz czy Gumiś? Wiadomix. Był jeszcze „Pippen” czyli Andrzej Kubica, którego tak nazywano bo grał w czerwonych Diadorach, i Adam Fedoruk, co wszsystkich brał na jeden „chłopski-zwód” oraz mistrz wślizgu (również medalista olimpijski) Marcin Jałocha (Marcina Warszawa kocha;) Piotr Mosór – twardy i bezwzględny kocur (kto pamięta jego skórę w tygrysy?;)))) a rezerwowym bramkarzem był Szamo – czy można lepiej zakończyć podsumowanie tamtego Crazy-gangu?

Blackburn to była arcy-silna ekipa, ale Legia cisnęła ich aż miło, ale okazji nie było wiele – przeciwnik był naprawdę silny i twardy, nieustępliwy. Było pudło „Mecenasa”  Bednarza, potem fantastyczny rajd Czarka Kucharskiego, który poszedł przebojem od połowy boiska, a jego strzał został w ostatniej chwili zablokowany, ale tak niefortunnie, że zamienił się w lob, który spadł idealnie na głowę „Gumaka” Podbrożnego. Legia trzymała wynik do końca, mając sytuacje których nie wykorzystała. Shearera zaś  pięknie krył Marek Jóźwiak. Raz tylko – pod sam koniec meczu Alan urwał się „Beretowi”, ale wtedy piękną interwencją popisał się Maciej Szczęsny (podobnie było w rewanżu) który w rozmowie ze mną nazwał to wspomnienie „wyciąganiem trupów z szafy”. Nawiązując do początkowych sformułowań – obyśmy tych trupów mieli jak najmniej po szafach, i oby były one tylko piłkarskie i jak najpiękniejsze. Wszystkiego Dobrego!

Legia Warszawa – Blackburn Rovers 1:0 (1:0)
1:0 – Podbrożny 26’ (asysta Kucharski)
Składy:
Legia: Szczęsny – Mandziejewicz, Michalski, Zieliński, Jóźwiak, Bednarz, Staniek, Pisz, Lewandowski, Kucharski, Podbrożny.
Rezerwowi: Szamotulski, Mosór, Kubica, Jałocha, Fedoruk.
Blackubrn: Flowers – Kenna, Hendry, Pearce, Berg, Sherwood, Batty, Warhurst, Holmes, Sutton, Shearer.
Rezerwowi: Mimms, Marker, Gill, Hitchen.

 

Źródła: własne, zasady wyniesione z domu, wspomnienia z bujnej młodości oraz sportowefakty.wp.pl



Komentarze

komentarze


Góra