UEFA Liga Mistrzów

Nadludzkim wysiłkiem woli

Tak Marek Hłasko pisał, kiedy jego bohater dokonywał rzeczy uznanej za niemożliwą. To powiedzenie pasuje do rewanżowego meczu Real – Juve. Najpierw z obszaru nierealnego, po domowym 0:3,  wrócili do gry Włosi. Kibice gospodarzy byli w szoku, zawodnicy mniej niż Barcelona wczoraj – do końca grali swoje i ugrali – dzięki CR7 i ostrej grze obrońców Juve.

Mniej więcej 30 lat temu Giovanni Trapattoni prowadził Inter Mediolan, który w 1/8 finału Pucharu Uefa grał dwumecz z Bayernem. Pierwszy mecz na San Siro Niemcy wygrali 3:1. Trap powiedział wtedy w szatni przed rewanżem: „Skoro oni strzelili 3 gole u nas, to wy im możecie tyle samo wklepać w Monachium” . Bawarczyków prowadził wówczas Jupp Heynckes, który miał okazję zweryfikować swój profil kardiologiczny, bo jego ludzie przegrali wówczas rewanżowy mecz 0:2 – gole dla Interu zdobyli Aldo Serena oraz Nicola Berti.

Max Allegri perorował wczoraj: „Kto nie wierzy w odrobienie strat, nie wsiada do samolotu” – drużyna jednak doleciała do Madrytu w komplecie, a pisałem, że dwumecz to nie jest jeden mecz, w którym 99% szans na sukces dawałem Realowi. Dwumecz rządzi się własnymi prawami, które włoskie drużyny mają bardzo głęboko w swoim DNA. Oczywiście, po wysokiej, domowej porażce – ciężko było liczyć na taki obrót spraw, ale czy na pewno?

Bez Sergio Ramosa obrona Królewskich nie była takim monolitem i przewidział to trener Allegri, który wystawił 4-3-3 na zachowawcze 4-4-2 Zizou. Dużo lepiej niż w Turynie zaprezentowała się pomoc Bianconeri. W rewanżu za dominacje w pierwszym spotkaniu – Khedira, Pjanić i Matuidi dali popis gry i Zidane musiał zdejmować Casemiro i Modricia, którzy nie dotrzymywali kroku rywalom. U Starej Damy królem boiska i drugiego słupka okazał się stary wyga – Mandżukić, który w dwóch bardzo podobnych sytuacjach pokonał Navasa strzałami głową.Najpierw podawał mu Khedira, a potem Lichtsteiner.  Real też miał swoje szanse, ale Buffon był uważny nie mniej niż defensorzy Juve, którzy nie dość, że grali ostro, to zagęszczali własne przedpole tak, że miejsca na sztuczki było naprawdę malutko. Kiedy Keylor Navas popełnił błąd, po którym gola wcisnął Matuidi, włoskie serca zabiły trzy razy mocniej, gdyż straty z pierwszego meczu zostały odrobione.

Real grał jednak bardzo konsekwentnie i w końcu się doczekał. W ostatniej minucie gry Benatia wszedł w kontakt z Vasquezem w polu pięciu metrów: popchnięcie i kontakt z nogą to – w tym obszarze pola gry – rzut karny. Gigi Buffon zareagował na to zbyt ostro i został wysłany do szatni, gdzie przed chwilą sam kierował sędziego. W bramce stanął Wojtek Szczęsny, ale  CR7 uderzył bezbłędnie: mocno i precyzyjnie. Turyńczykom wypada żałować, że nie rozegrali trochę lepiej pierwszego meczu, i że nie docisnęli Królewskich przy 3:0 – zamiast czekać na dogrywkę.  Real powinien się cieszyć, że ma Cristiano Ronaldo. Przy okazji karnego przypomniał mi się casus z meczu Legii z Lechem, tylko w Warszawie było jeszcze dotknięcie ręką. Jedenastka była bezdyskusyjna a Benatia i defensorzy Juve ciężko pracowali na ten moment przez cały mecz. Popchnięcie było celowe i spowodowało utratę równowagi przez Vasqueza, który zaliczył jeszcze kopa, który go obalił, bo ważący 26kg więcej Benatia nie trafił w piłkę. Tak, Benatia ma 189/96kg a Vasquez 173/70kg….tyle w temacie faktów. Reszta to emocje.

W drugim dzisiejszym meczu zanotowano bezbramkowy remis i rekordową ilość twardych zagrań na RL9, który opuścił boisko w 71 minucie, ale w półfinale zagra, bo Jupp Heynckes, to doświadczony trener, który wie jak wygrywać z Bayernem.



[fbcomments]

Góra