Artykuły i felietony

Nie chciał sprzedawać swoich marzeń, a i tak wylądował w Chinach

foto: twitter.com/FreshTransfer

– Modliłem się do Boga, który powiedział mi, żebym – niezależnie od oferowanych pieniędzy – nie przenosił się do Chin – wyznał Odion Ighalo, po tym jak latem 2015 roku odrzucił zakusy od Qinhuangdao – klubu oferującego napastnikowi Watfordu tygodniówkę na poziomie 300 tys. funtów. Rok później inny chiński zespół, Shanghai SIPG, proponował Szerszeniom za Nigeryjczyka 38 mln funtów i kolejna drużyna z Kraju Środka musiała obejść się jedynie smakiem. W końcu się jednak udało – ostatniego dnia styczniowego okienka transferowego w Anglii, Ighalo został sprzedany do Changchun Yatai za „zaledwie” 20 mln funtów.

Nie chodziło o pieniądze

Ighalo latem poprzedniego roku podpisał dopiero co nowy kontrakt z obecnie 13. drużyną Premier League. Nigeryjski snajper po przenosinach z włoskiego Udinese – klubu, który podobnie jak Watford należał do tej samej osoby, Giampaolo Pozzo – z miejsca stał się bardzo ważną postacią Szerszeni. W swoim pierwszym sezonie, jeszcze na zapleczu angielskiej ekstraklasy, dwudziestoma bramkami pomógł drużynie z Vicarage Road w awansie do Premier League. To wtedy po raz pierwszy pojawili się ze swoją ofertą Chińczycy, proponujący zawodnikowi 200 tys. funtów tygodniowo.

– Byłem bardzo blisko przyjęcia tych pieniędzy – wyznał Ighalo w rozmowie z „Daily Mail”. – Nie mogłem spać przez trzy dni, taką kwotę nie jest łatwo odrzucić. Koledzy podpowiadali mi, abym się zgodził. „Nie możesz przegapić takiej szansy” – mówili. Ale nie jestem tak pochopny w swoich decyzjach.

Qinhuangdao nie dawało za wygraną, więc podwyższyło swoją ofertę do niemal 300 tys. funtów tygodniowo, dzięki czemu przy czteroletnim kontrakcie Nigeryjczyk zarobiłby około 40 mln funtów. – Przekazałem im, że nie chcę odchodzić, to oni nie odpuścili i chcieli mi wcisnąć jeszcze większą sumę. Powiedziałem jednak, że tu nie chodzi o pieniądze. Bóg powiedział mi, że to nie jest dla mnie właściwy ruch, niezależnie od tego jak duża cała kwota by nie była. Wiedziałem, że Bóg mnie poprowadzi – przekonywał 27-latek, który jest głęboko wierzącym chrześcijaninem.

Świetny duet na miarę utrzymania

Czysto z perspektywy sportowej Ighalo zrobił na pewno dobrze. Z przytupem wszedł do Premier League i wraz z Troyem Deeneyem stworzył jeden z najbardziej bramkostrzelnych duetów w Premier League. Anglik – jednocześnie kapitan Watfordu – zdobył 13 bramek w 38 meczach, a Nigeryjczyk dołożył do tego kolejnych 15 trafień – więcej niż np. Alexis Sanchez, czy Diego Costa – w 37 spotkaniach i obaj złożyli się na 70% wszystkich goli Szerszeni w Premier League, dzięki czemu ekipa z Vicarage Road nie tylko utrzymała się w elicie, ale zajęła przyzwoite jak na beniaminka 13. miejsce.

– Mamy świetną koneksję – opowiadał o swoim koledze z ataku Ighalo. – Troy nawet nie patrzy gdzie będę biegł, po prostu zagrywa do mnie piłkę na wolną przestrzeń i wie, że tam będę. Podobnie jest u mnie – nie patrzę, podaje, i wiem, że go odnajdę – dodawał Nigeryjczyk, który w grudniu 2015 roku został nawet wybrany zawodnikiem miesiąca w Premier League.

„Nie można sprzedać swoich marzeń”

Dobra kampania napastników sprawiła, że za obu pojawiły się ogromne oferty. Leicester City chciało wykupić Deeneya, proponując Watfordowi 20 mln funtów. Do transferu ostatecznie nie doszło, choć sam zainteresowany poważnie zastanawiał się nad przejściem do mistrza Anglii. W przypadku Ighalo kwota potencjalnej sprzedaży była jeszcze wyższa. Z workiem pieniędzy pojawili się po raz kolejny Chińczycy, kusząc Szerszenie 38 milionami funtów.

Nigeryjczyk chciał pozostać na Wyspach i ostatecznie klub z Vicarage Road odrzucił ofertę Shanghai SIGP, choć plotka głosi, że Watford nie miał nic przeciwko oddaniu swojego napastnika za taką cenę. Zadecydowało także przywiązanie Ighalo do żółto-czarnych barw, które zaowocowało przedłużeniem kontraktu przez snajpera do 2021 roku. – Pomogłem drużynie w awansie do Premier League i miałbym odejść z powodu pieniędzy? Nie można sprzedać swoich marzeń – tłumaczył 27-latek. Nie ma oficjalnych danych jaką podwyżkę dostał Nigeryjczyk, ale poprzednia umowa snajpera była warta 30 tys. funtów tygodniowo.

Poniżej oczekiwań

Wraz z nowym kontraktem w trwającej kampanii przyszła znaczna obniżka formy u Ighalo. Zawodnik Szerszeni zdobył w tym sezonie tylko jedną bramkę w 1292 minutach gry w Premier League, ostatni raz pokonując bramkarza rywali 10 września poprzedniego roku, kiedy w wygranej 4:2 z West Hamem został wybrany graczem meczu, a do gola dołożył jeszcze asystę.

Patrząc z szerszej perspektywy, postawa Nigeryjczyka to spore rozczarowanie, co ma odzwierciedlenie także w pomniejszych statystykach. Każde posiadanie Ighalo kończy się stratą lub odbiorem piłki przez przeciwnika co niecałe 19 minut i ogólnie 27-latek ma więcej nieudanych dryblingów (15) niż udanych (14). W powietrzu także nie dominuje – na 61 pojedynków główkowych przegrał 45. Do tego przy 37 strzałach – w tym 24 z pola karnego – uciułał ledwie jedną bramkę.

Pewnym wyjaśnieniem słabszej postawy napastnika może być przyjście w maju 2016 roku nowego trenera – Waltera Mazzariego, który zmienił nieco taktykę, preferując ustawienie na trójkę środkowych obrońców i dwóch wahadłowych, aniżeli klasyczne 4-4-2 – formację najczęściej wykorzystywaną przez Watford w sezonie 15/16.

W Chinach mimo wątpliwości

Gdy w styczniu 2017 roku ze swoją ofertą pojawiło się Changchun Yatai, Szerszenie za wszelką cenę chciały wykorzystać sprzyjający moment na sprzedaż Ighalo. – Gdy czas będzie właściwy na przejście do Chin będę wiedział. Jeżeli jest to mi pisane, to tak się stanie – wspominał napastnik jeszcze po odrzuceniu pierwszych zakusów.

Czy teraz jest właściwy moment? Dla klubu na pewno, szczególnie po tym jak Watford odrzucił wcześniejszą propozycję, a coraz słabsze mecze Nigeryjczyka nie podnoszą przecież jego wartości na rynku. 20 mln funtów, to nie 38, ale wciąż bardzo dużo jak stosunek ceny do jakości. Dla zawodnika już nieco mniej, któremu nadal nie specjalnie jest po drodze wyruszać na przygodę do Kraju Środka.

Na kilka dni przed transferem pojawiły się jeszcze głosy, jakoby Ighalo miał naciskać na klub, prosząc o wypożyczenie lub stałe przejście do West Bromwich Albion lub Crystal Palace, tak by tylko pozostać na Wyspach. Chciał odejść z Watford, ale nie Premier League. Takie rozwiązanie byłoby całkowicie nieopłacalne dla Szerszeni, ze względu na znacznie biedniejsze – i mniej konkretne – oferty Anglików. Stąd być może na zawodniku poniekąd wymuszono jego odejście do Chin, bo z perspektywy klubu takich propozycji nie powinno się po prostu odrzucać.

– Ighalo zawsze był bardzo ważnym zawodnikiem dla naszej drużyny, ale zdarza się, że czas danego gracza z klubem może się skończyć. Są decyzje, które podejmuje klub, i które podejmują piłkarze i niewiele z tym możemy zrobić – zawile tłumaczył Mazzari po pucharowym meczu z Milwall. Sam napastnik kilkukrotnie zaznaczał, że za wszelką cenę chce udowodnić swoją wartość w lidze angielskiej i ma wątpliwości co do gry w Chinach – teraz na pocieszenie pozostały mu wielkie pieniądze, które sukcesywnie odrzucał. Nigeryjczyk odszedł, kończąc z ładnym, niedawno świętowanym, jubileuszem – stu rozegranych meczów w koszulce Watford.



[fbcomments]

Góra