Kadra Narodowa

Odchodzi Król. Kto go zastąpi?

To wydarzenie spycha na dalszy plan absencję Roberta Lewandowskiego – każdy sobie zdaje sprawę, że czasem trzeba odpocząć. Jest bardziej interesujące niż pierwsza próba zagrania meczu w nowym ustawieniu – zobaczymy jakie będa efekty, zwłaszcza bez kapitana. Ten dzień, to nazwisko, kariera są dla mnie symbolem najstarszej z prawd: na wszystko w życiu jest czas i miejsce. W meczu z Urugwajem ostatnie minuty w kadrze rozegra Artur Boruc, a ja najzwyczajniej nie mogę się z tym pogodzić.

Jest pokoleniowym spoiwem, łączącym starą szkołę bramkarzy Legii z czasami współczesnymi. Nie mniej pewny niż Kazimierski, nie mniej – po piłkarsku – bezczelny i odważny niż Szczęsny, nawiązujący pięknie do barwnej postaci Władysława Grotyńskiego. Oto Król Artur – bohater, który nie raz czynił Polskę dumną. Czy był najlepszy? Chciałbym tak powiedzieć. Nie zdobył z kadrą medalu wielkiej imprezy jak Tomaszewski czy Młynarczyk, nie wygrał z klubem Pucharu Europy jak widzewiak z Porto czy Jerzy Dudek z Liverpoolem, a jednak na zawsze zapisał się w historii jako czołowy bramkarz – ostatni jego mecz, z Urugwajem, będzie miał numer 65 – żaden polski bramkarz nie ma więcej na koncie.

Sport, biznes, ba, nawet miłosne historie – uczą, że w życiu na wszystko jest czas i miejsce…bo choćbyś przyszedł w lepszej formie, bardziej przygotowany czy gotowy, ale chwilę później..to jej – tej okazji już nie ma i facet, który przez tyle lat unicestwiał okazje i próby rywali doskonale o tym wie – timing w interwencji to podstawa. W 2007 roku był wymieniany jednym tchem (przez La Gazzetta dello Sport) obok Buffona i Casillasa jako najlepszy bramkarz na świecie – było tak za sprawa świetnych występów w LM w barwach Celticu, który z Borucem w bramce odprawiał z kwitkiem napastników m.in Manchesteru United czy Benfiki, dawał awans po karnych ze Spartakiem czy zdobywał na San Siro miano „fenomeno” powstrzymując Pirlo, Seedorfa czy Kakę.  Nie mają takiego statusu dzisiejsi następcy Boruca. Szczęsny siedzi na ławce w Juve a Fabiański robi swoje w przeciętnym Swansea. Daleko im do pierwszej trójki, w której Artur był 10 lat temu. Nie ma ich nawet w rankingu czołowych dwudziestu bramkarzy świata.

Potrafił zaszokować gestem, kontrowersyjnym tatuażem, utemperowaniem krewkiego partnera bądź rywala. Zdarzało mu się puścić głupią bramkę (komu się nie zdarzyło?) czy nie dogadywać z selekcjonerem (ktoś się z nim  w ogóle dogadywał?;). Potrafił też stanąć w obronie rodaków napadniętych na ulicy i poturbować napastników – jak donosiły kiedyś media w Szkocji.

To pożegnanie ma dla mnie wymiar niepełny – nie będę się z tym krył, jestem fanem Artura i w pamięci będę miał jego interwencje z meczu z Niemcami na MŚ w 2006 czy na ME w 2008 roku – i za te dwie imprezy, pożegnanie faceta, który zrobił wiele dla nas, powinno być inne. Nie będę mógł chyba odżałować tych feralnych karnych z Portugalią na ME2016 i braku decyzji Adama Nawałki: Artur – wchodzisz. Ależ to by było piękne zakończenie kariery „szablonowo szalonego” bramkarza, bramkarza skutecznego, bramkarza, który wyznaczał poziom rywalizacji i umożliwił fantastyczny start Szczęsnemu i Fabiańskiemu. A jakiż to byłby wówczas szach dla rywali? Oto do bramki wchodzi „Hoalie Goalie”….

I niby taki skandalista a z niewygodnego pytania potrafił wybrnąć zgrabnym „pomidorem” – oto Boruc, postać nieszablonowa, której w kadrze będzie mi brakowało. Szczęsny na ławce w Juve, Fabiański w przeciętnym Swansea, Skorupski również na ławie Romy a doniesień o monitorowaniu wielu bramkarzy przez sztab kadry wolę nie komentować – ma być miło.

Dziękujemy zatem za wszystkie emocje, których nam dostarczył i pozostajemy w nadziei, że jeszcze zobaczymy go – fruwającego między słupkami – w zwycięskich meczach kadry narodowej. Mamy dobrych bramkarzy, ale grają w kratkę. My wszystkim życzymy dobrze, ale przypadki chodzą po ludziach, a ludzie lubią filmy…w tej sytuacji polubiliby bardzo „Powrót Króla” 😉



Komentarze

komentarze


Góra