Artykuły i felietony

Ostatni taki kapitan. Trudne zadania dla „Papieża”

Jerzy Brzęczek jest od tygodnia nowym selekcjonerem reprezentacji, co po rosyjskim blamażu kadry jest przedsięwzięciem tyleż ambitnym co niewdzięcznym. Przyjrzyjmy się osobie i sytuacji nie ujmując człowiekowi, przed którym trudne zadanie.

Jerzy Brzęczek występował na pozycji pomocnika. Moje pokolenie doskonale go pamięta – typ pracusia, mozolnie budującego akcje swoich zespołów: zawodnik „serce i płuca”.  Karierę zaczynał w Rakowie Częstochowa, ale najbardziej jest znany z występów w Górniku Zabrze. Kariera zagraniczna nie robi specjalnego wrażenia: Austria oraz Izrael to taki standard dla ponadprzeciętnych piłkarzy tamtych lat. Odwrotnie jest z karierą reprezentacyjną: był kapitanem drużyny, która z Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie przywiozła srebrny medal – to ostatni sukces polskiej piłki nożnej (1992 rok!). To nie jedyny plus w kontekście osoby nowego selekcjonera. Przypomnę, że kolegami z drużyny Brzęczka byli m.in Marek Koźmiński (ostatni prawdziwy lewy obrońca w polskiej piłce – dzisiaj wiceprezes PZPN;) , Wojtek Kowalczyk, Andrzej Juskowiak i Piotr Świerczewski – mocne charaktery i piłkarze, którzy zrobili większe kariery międzynarodowe, a jednak to on był kapitanem…w drużynie, którą prowadził Ś.P Janusz Wójcik – najbardziej dynamiczny z polskich selekcjonerów. Czy może być lepsza rekomendacja?

Jako zawodnik w – dorosłej już kadrze „Wójta”, Brzęczek strzelił gola w pamiętnym meczu na Wembley, kiedy trzykrotnie biało-Czerwonych karcił Paul Scholes (kto pamięta?) . To Wujek Kuby Błaszczykowskiego biegał w tamtym meczu z opaską, mimo, że w kadrze byli m.in Matysek, Hajto, Łapiński, Zieliński, Ratajczyk, Trzeciak czy Iwan. Tamten mecz pamiętam z innego też powodu. Kilka dni po porażce,  od – podobno – obsługi samolotu wyciekła opinia o kilkunastu litrach wódki (rzekomo) spożytej przez kadrowiczów podczas podróży do Londynu. Brzęczek zatem zna tajemnicę przysłowiowych „trzech piwek reprezentanta” ,  to w moim odczuciu człowiek szatni, który jak nikt dotąd zna i kontroluje tempo życia prowadzonej drużyny. Może to być cecha kluczowa dla przyszłości reprezentacji, zwłaszcza wobec roli jaką pełni selekcjoner: to spirytus movens – czynnik sprawczy, inspirator. Bycie duchem sprawczym, wybranie ludzi do pomysłu na skuteczną grę – to rola, w której Adam Nawałka sprawdzał się do listopada 2017 roku – potem został upiorem, klasycznym „trupem z szafy, który stracił kontakt z kadrą i cel z oczu: efekty widzieliśmy na rosyjskich boiskach, z których reprezentanci wrócili w niesławie.  Zbigniew Boniek twierdzi, że kiedy mówił zawodnikom o szansie jaką są MŚ w Rosji, to czuł, że do nich to nie docierało. Robert Lewandowski próbuje tłumaczyć klapę kontuzją Kamila Glika. Cały czas brakuje mi w tej układance dwóch elementów – poza prawdą: skutecznej roli 18-osobowego sztabu szkoleniowego oraz słowa „przepraszamy”.

Zespół z pewnością czeka …symboliczna „duża wódka” albo inna forma terapii, która wyczyści atmosferę w kadrze oraz wokół niej.  Prawdziwe brudy jeszcze nie wypłynęły, ale informacje o grupkach, o awersji do gry z RL9 (gdzie tamta kadra byłaby bez jego bramek?) , o niezrozumieniu koncepcji taktycznych Nawałki – to wszystko buduje obraz spalonej ziemi, a nie kolektywu, który miał jechać zagrać dobry turniej w Rosji.

Kolejny obszar, z którym zmierzy się następca Nawałki  to zmiana pokoleń: nazwiska Glika, Piszczka i Błaszczykowskiego są tutaj kluczowe. Dwaj ostatni mają duży staż, są zawodnikami po przejściach, coraz trudniej dojść im do pełnej dyspozycji po urazach, ale wpływu na kadrę i młodych nie można im odmówić. Za zawodnika BVB do pierwszego składu będzie coraz częściej witał Bereszyński a za Kubę może Makuszewski lub Kądzior – wszystko w głowie Brzęczka i jego pomysłu na zespół, którego jednak nie wyobrażam sobie bez dwóch zawodników: Kamila Glika i Roberta Lewandowskiego. Brzęczek z pewnością przyjrzy się również postawie Grzegorza Krychowiaka i mam wrażenie, że ten będzie pierwszym, który zaliczy dłuższy rozbrat z zespołem reprezentacyjnym, w którym „dychę” nosił bardzo na wyrost ciut za długo. W odwodzie jest „Nowy Boniek” jak UEFA nazwała Szymona Żurkowskiego – bardzo brakowało mi jego motoryki i charakteru w rosyjskim zespole Nawałki – który z Góralskim może dać nowe serce i płuca drużynie reprezentacyjnej – jak kiedyś aktualny Selekcjoner. Martwi sytuacja Rafała Kurzawy – najlepszy asystent ligi w zeszłym sezonie, ledwo wskoczył do kadry a już przypomina casus Grosickiego. Oby szybko znalazł klub na miarę potencjału, który jest spory. Sebastian Szymański to kolejny zawodnik, którego Brzęczek  na pewno rozważy, podobnie jak i Arkadiusza Rece oraz kilku innych – to normalne choć tu o odzyskanie twarzy i ducha drużyny chodzi a nie jej nową twarz w sensie nazwisk w składzie. Ciekawi mnie kto zostanie bramkarzem reprezentacji. Dotychczasowa formuła nie sprawdziła się i krzywdziła zawodnika skuteczniejszego jakim był Łukasz Fabiański . Smaczkiem w całej sytuacji  jest fakt, że Andrzej Woźniak „posadził”  kiedyś na ławce Macieja Szczęsnego 😉

Zadań mnóstwo, złożoność zagadnień spora a czasu niewiele – mecze Ligi Narodów UEFA już wkrótce ( z Włochami w Bolognii gramy już 7 września). Los sprawił, że nasza grupa stała się taką, w której każda z drużyn walczy o przywrócenie jakiegoś statusu. Nasi – wiadomo, pisałem powyżej. Włosi – pod wodzą Manciniego też będą chcieli odzyskać twarz po chybionym awansie do MŚ. Podobnie Portugalia, która zechce udowodnić, że odpadnięcie Mistrzów Europy w 1/8 MŚ to był wypadek przy pracy. Na tym tle, zadanie jakie postawił Zibi przed „Papieżem” jawi się jako jeszcze trudniejsze.

Wybór Jerzego Brzęczka jest dla Zibiego „bezpieczny”: nie wzbudzi kontrowersji ekonomicznych, co może pomóc w uzyskaniu sukcesji przez „ludzi prezesa” (Marka Koźmińskiego? ) i nie nadszarpnie opinii Zibiego we Włoszech, bo przecież taki włoski selekcjoner byłby szybko na cenzurowanym gdyby jednak wybory w PZPN wygrała opcja przeciwna obecnej. Być może te elementy przesądziły o wyborze byłego kapitana reprezentacji olimpijskiej z Barcelony. Gianni de Biasi nie był złą alternatywą – to metodyczny trener, który w sześć lat zrobił dużo dobrego z reprezentacją Albanii, a skoro tam mu się udało, to i może była przesłanka do  myślenia o sukcesach w Polsce? Sam zainteresowany był mocno zdziwiony wyborem Bońka, bo – jak twierdzi – Panowie byli już „po słowie” w zeszły czwartek  i Włoch poczuł się „jakby został zwolniony” w chwili gdy nagle ogłoszono, że nowym selekcjonerem będzie „Papież”. Oby udało mu się odbudować oblicze kadry, naszej kadry. 



[fbcomments]

Góra