Poza boiskiem

Pamiętacie, czy już zapomnieliście? (odc.3) piekielnie zdolny acz delikatny „Chińczyk”

Mirosław Szymkowiak, czyli opowieść o tym, że Turcja wina jest nam reparacje za zmarnowanie pomocnika Na przestrzeni lat pojawią się piłkarze, którzy mają duże szanse stać się wspaniałymi piłkarzami, ale często na ich drodze stają problemy ze zdrowiem albo w klubie. Pojawiają się jednak nieszczęśnicy, którzy mieli pod górkę w obu przypadkach. Takim graczem był właśnie Mirosław Szymkowiak. Zawodnik wielokrotnie dowodził, że gdyby grał np. w Serie A, zasłużyłby na etykietkę „fuoriclasse”. Miał technikę, doskonale ułożona stopę, świetnie czytał grę, piłka go szukała, skutecznie wykonywał rzuty wolne i precyzyjnie obsługiwał kolegów. A jednak nie zrobił kariery na miarę talentu.

Broszura

Mirosław Szymkowiak urodził się 12 listopada 1976 roku w Poznaniu. Ma 179 wzrostu, przez całą karierę grał jako pomocnik. Obecnie zajmuje się prowadzeniem szkółki piłkarskiej oraz prowadzi – z różnym skutkiem – dwa salony piękności w Krakowie.

Powrót do przeszłości

A teraz tylko i wyłącznie o karierze piłkarskiej. „Chińczyk” karierę rozpoczął oficjalnie w Olimpii Poznań, z której trafił do Widzewa Łódź dla którego grał przez 5 lat i stał się ikoną klubu, razem z Widzewem wygrał dwa razy mistrzostwo Polski oraz raz superpuchar Polski. To w Łodzi po raz pierwszy tak naprawdę mogliśmy zobaczyć rozbłysk jego talentu. Świetne długie podanie, piękny drybling, a w dodatku całkiem udane strzały ze stałych fragmentów gry. Później przeszedł do Wisły Kraków, gdzie również czekały na niego tłuste lata pełne trofeów i gry z najlepszymi. W obu tych klubach zapisał się w historii i kibice do dzisiaj wspominają jego akcje. No cóż… Przynajmniej jeden ja. Szczególnie w mojej pamięci wyryły się jego świetne rajdy, w których nie stronił od szybkiej wymiany piłki. pod koniec zazwyczaj zatrzymywał się dopiero w polu karnym, gdzie przy akompaniamencie wyraźnie już skołowanych obrońców „Szymek” precyzyjnym strzałem kończył całą sytuację. Gdyby Mirosław Szymkowiak urodził się później to pewnie teraz stanowiłby o sile jakiegoś znanego klubu na zachodzie. Zaliczył również 33 mecze w reprezentacji Polski, w której jeśli grał, to stanowił filar środka boiska. Jednak dzisiaj mamy trochę inne czasy niż te, na które przypadł czas kariery Szymkowiaka. A szkoda.

Po co Ci ta Turcja była!?

Kariera tego pomocnika budzi we mnie tyle pytań, że ciężko mi je policzyć. Co by było, gdyby poszedł do innego lekarza? Co by było, gdyby nie musiał brać tylu leków? Co by było, gdyby mu zmienić pozycję? No i przede wszystkim, co by było, gdyby nie wyjechał do Turcji. To w Trabzonsporze rozpoczął się początek jego końca. Zaczęło się jak w bajce, ogólnie jakoś na początku to lubią tam wszystkich zawodników. Wielkie powitanie na lotnisku, skandowanie nazwiska, a w trakcie meczu – wykupione w sklepie koszulki. Jednak jeśli myślimy, że to u nas kibice są nerwowi, to naprawdę polecam zobaczyć, co się dzieje w Turcji na trybunach. Zazwyczaj, jeśli za transferem nie idzie co mecz wielka gra, to kibice po pewnym czasie zaczynają być co najmniej niemili. Ale to był chyba jednak najmniejszy problem. Szymkowiak zawsze był tak zwanym „szklanym piłkarzem”, a pozycja na której grał narażała go zawsze na dość bolesny kontakt z przeciwnikiem, szczególnie w takiej lidze jak turecka Super Lig. Przez to zazwyczaj przynajmniej część sezonu spędzał poza kadrą lecząc urazy. Do dzisiaj nie wiadomo jak mu idzie kontrola na lotnisku. Swego czasu non stop słyszano o kolejnej operacji czy wstawieniu kolejnych śrub. Niestety, jeśli idzie o medycynę w sporcie to ostatnie kilka lat zmieniło bardzo dużo. Szymkowiak wielokrotnie już po zakończeniu kariery narzekał na fakt brania kilku tabletek dziennie, które niszczyły mu organizm, co niestety jeszcze bardziej osłabiało jego i tak już niezbyt wytrzymałe ciało. Dochodzą do tego różnice kulturowe obecne w Turcji – głośne modlitwy przez cały dzień, czy bardzo długi odpoczynek po obiedzie, od którego, jak to mówił nasz bohater, można było dostać odleżyn. Te wszystkie rzeczy plus konflikt z samymi władzami klubu (które między innymi często mają problem z płaceniem na czas) doprowadził do tego, że Mirosław Szymkowiak zakończył karierę w 2006 roku, mając zaledwie 30 lat. O jego klasie niech stanowi fakt, że kiedy po pewnym czasie zamierzał wrócić do profesjonalnej gry, zaczęły się o niego bić wszystkie czołowe kluby w Polsce, wliczając w to jego byłych pracodawców (tak wiem, Widzew jest teraz w trzeciej lidze, nie musicie przypominać!).

Życie pozapiłkarskie

Nasz dzisiejszy bohater po zawieszeniu butów na kołku zajął się na początku komentowaniem spotkań, chyba jednak nie do końca podobała mu się nowa rola, bo po dość krótkim czasie opuścił telewizję. Teraz jest biznesmenem z dobrze prosperującymi interesami. Czasem jednak możemy go widzieć na boisku w meczach oldboyów Wisły Kraków. Mimo tego, że Szymkowiak szybko musiał zakończyć karierę, wydaje się, że postąpił słusznie. Zdrowie jest w życiu najważniejsze, a pomnik Mirosława Szymkowiaka pozostał pewnie w głowie niejednego kibica w Polsce.

(KJ)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Miros%C5%82aw_Szymkowiak

Zdjęcie: przeglądsportowy.pl

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language