Artykuły i felietony

Pieniądze nie gwarantują sukcesu, a sukces nie gwarantuje pieniędzy

Dwa złote i dwa srebrne medale wywalczone przez Polaków w rzucie młotem i pchnięciu kulą podczas lekkoatletycznych Mistrzostw Europy w Berlinie we wtorek. Paulina Guba dorzuciła w środę złoto w rywalizacji pań w drugiej z tych dyscyplin. Deklasacja, nokaut. Mimo to wciąż więcej mówi się eliminacjach do Ligi Europy i telenoweli związanej z zatrudnianiem trenera w Legii. Dlaczego?

Choć są dyscypliny, w których nasi reprezentanci odnoszą sukcesy, to wciąż ich nie dostrzegamy, skupiając się na piłce kopanej. Ok, to najpopularniejszy sport świata, ale wciąż są miliardy ludzi, którzy futbolu nie oglądają i go nie trawią. Wolą oni inne dyscypliny: koszykówkę, piłkę ręczną, siatkówkę, skoki narciarskie, kombinację norweską, znajdą się i fanatycy szachów.  W piłce ręcznej przez długie lata byliśmy potęgą, jeszcze w 2015 roku zdobywając brązowy medal Mistrzostw Świata. W siatkówce nie schodzimy poniżej pewnego poziomu, a lista sukcesów jest długa, z najbardziej aktualnym – Mistrzostwem Świata wywalczonym w 2014 roku. Skoki narciarskie? Kamil Stoch jest przecież złotym medalistą olimpijskim i to trzykrotnym (chcąc wymienić jego pozostałe osiągnięcia musiałbym napisać odrębny artykuł).

O sportowcach i drużynach narodowych tych dyscyplin mówi się tylko wtedy, gdy są naprawdę na topie. Względne szczęście ma Kamil Stoch, gdyż jego występy raczej nie kolidują z meczami piłkarskimi – trwa wówczas przerwa zimowa. Szczęście do zainteresowania jego osobą i skokami narciarskimi, bo do zarobków już niekoniecznie, skoczkowie kroci nie zarabiają. Zawodnik z Zębu w sezonie 2017/18 swoimi świetnymi występami wywalczył sobie nieco ponad 1,2 miliona złotych (w skokach narciarskich zarobki są uzależnione od wyników – im wyższe miejsce w zawodach, tym wyższa nagroda pieniężna). Pięknie podsumował to Piotr Szarwark w jednym ze swoich artykułów – Stoch przez cały sezon zarobił tyle, ile Robert Lewandowski w 5 dni…

Obecnie o Polsce jest głośno za sprawą lekkoatletyki. W zagranicznych hotelach goście innych narodowości przychodzą do pokojów, w którym mieszkają polscy turyści czy wczasowicze i gratulują im sukcesu kulomiotów oraz miotaczy. A w Polsce? Chwila chwały i długie miesiące ciszy. W przeciwieństwie do piłki nożnej, o której pisze i mówi się na potęgę, mimo że wyników brak.

Ogromne pieniądze się też w nią inwestuje. Najlepiej zarabiającym piłkarzem Legii jest Artur Jędrzejczyk, który poza polskim podwórkiem niczego znaczącego nie osiągnął. Miesięcznie zgarnia on około 215 tysięcy złotych. Tak właściwie za nic, bo nie gra, a „Wojskowi” chcą się go pozbyć, usuwając komin płacowy. Reprezentant Polski stolicy jednak opuszczać nie zamierza i wiedzie sobie przyjemne życie odcinając kupony z kontraktu podpisanego do 2020 roku. Może na przykład, kiedy tylko chce, doglądać sobie budowy domu, poleniuchować w ogródku czy jechać do salonu i od ręki kupić jakąś drogą, sportową furę. A po zakończeniu kontraktu wylecieć do ciepłych krajów i tam spędzić resztę życia. A taka Anna Sabat, która awansowała do jutrzejszego finału Mistrzostw Europy w biegu na 800 metrów? Dostaje 250 złotych stypendium, a jej problemem nie jest dylemat, czy założy zegarek za 80 czy za 100 tysięcy złotych a to, że nie dostała się na studia magisterskie z fizjoterapii. Z drugiej strony może jednak dobrze się stało, bo dzięki temu skupiła się na sporcie i ma szansę na medal lekkoatletycznych Mistrzostw Europy. O pensji Jędrzejczyka może pomarzyć – jak dobrze pójdzie, to przez całe życie zarobi tyle, ile zawodnik Legii przez rok, może półtora roku. Ma jednak coś zdecydowanie cenniejszego od reprezentanta Polski w piłce nożnej. Cechuje ją chęć do ciężkiej pracy i skromność przez duże „S”.

Nie tylko piłką nożną człowiek żyje, ale tylko z piłki nożnej został stworzony globalny biznes. Czy to oznacza, że jest ona lepsza i ciekawsza od innych dyscyplin? O gustach się nie dyskutuje, w każdym razie sukcesy powinny być odpowiednio wynagradzane. Może by tak zabrać leniwym bogatym i dać pracowitym biednym? Też bez przesady z tą biedą, takiemu Stochowi, Haratykowi czy Nowickiemu na pewno na chleb starcza. Co nie zmienia faktu, że zarabiają zdecydowanie mniej, niż chociażby Jędrzejczyk, o piłkarzach występujących za granicą nawet nie wspominając. Ktoś powie, że Stoch skacze tylko zimą. A letnie Grand Prix to co? A przygotowania do sezonu letniego i zimowego? Ktoś powie, że Haratyk i Nowicki mają tylko jedne ważne zawody raz na kilka miesięcy. A przecież ciężko trenują przez cały rok.

Niestety rzeczywistość weryfikuje i pokazuje, że lepiej być kiepskim kopaczem w polskiej Ekstraklasie, niż mistrzem olimpijskim. I dopóki się to nie zmieni, dopóty polska liga będzie zdominowana przez miernych kopaczy, również (a może przede wszystkim?) tych zagranicznych.

Kacper Krzeczewski

fot: gettyimages



[fbcomments]

Góra