Artykuły i felietony

Pomyłka sędziego – element gry czy margines na wypaczenie wyniku?

Wczoraj,  minęło 28. lat od premiery kultowego filmu pt.: „Piłkarski Poker”, w którym reżyser Janusz Zaorski – z mistrzowską precyzją ujął wszystkie grzechy, które piłkarze i działacze mają na sumieniu: ustawienie meczu, symulowanie, celowa nieskuteczność (Grundola) , zakładanie „spółdzielni” celujących w odpowiedni układ ligowych tabel. Kilkanaście lat po premierze tego filmu polską piłkę skalała „Afera Fryzjera” i wszystkie te reżyserskie wizje nie okazały się jedynie artystyczną fikcją.

Futbol „dał plamę” – zresztą nie po raz pierwszy i nie tylko w Polsce: pamiętam skandal o ustawianie wyników w Anglii lat 80-tych (zamieszany był m.in. Bruce Grobbelaar – wówczas bramkarz Liverpoolu) , w analogicznym okresie we Włoszech podobna afera (i umoczony w nią m.in. Paolo Rossi, król strzelców Espana82) i w 2006 roku „Calciopoli” (udział w ustawianiu meczów udowodniono m.in. Buffonowi). Piłka nożna zdaje się uosabiać wszystkie ludzkie wady: pychę, chciwość, hipokryzję… może dlatego jest najpopularniejszą dyscypliną? Prawie każdy ganiał za piłką a każdy może w niej odnaleźć siebie i swoje wady?

Piłka nożna to gra błędów – niestety również tych sędziowskich: niesłusznie podyktowane karne lub nie podyktowane te, które były ewidentne, bramki zdobywane nieprzepisowo (np. ręką czy ze spalonego) i bramki uznane bądź nie gdy piłka nie przekraczała linii lub wpadła do bramki. To tylko kilka z przykładów, które regularnie weryfikują nie tylko „kibicowskie profile kardiologiczne”, ale i rzucają cień na transparentność zasad i zdarzeń na boisku, oraz wpływają na atrakcyjność postrzegania futbolu jako produktu przez marketingowców, że  nie wspomnę o wzorcu jaki przekazujemy najmłodszym, którzy są bezgranicznie i bezkrytycznie wpatrzeni w bohaterów boiskowych wydarzeń…

„Boska ręka” Maradony, decydujący o awansie na MŚ gol, którego (w meczu z Irlandią) ręką zdobył Thierry Henry  – skądinąd boiskowy „gentleman”- czy podobny „wyczyn” Jana Furtoka w meczu z San Marino (tyle, że wówczas nie groził nam żaden awans a tylko blamaż), czy ostatnie wydarzenia z Ł3, których bohaterem był Arkadiusz Malarz w pierwszym meczu z Ajaxem… To pierwsza z podkategorii, które rażą, ale jakoś „uchodzą w tłoku”.  Elementem, który budził, budzi i będzie generował największe emocje jest rzut karny. Ten podyktowany i ten pominięty.

Kultowa remuntada Barcy nad PSG dostarczyła aż dwóch kontrowersyjnych przypadków: najpierw Meunier wpadł w nogi Neymara i sędzia słusznie podyktował jedenastkę: obrońca paryżan przerwał bieg rywala i powalił go na murawę – a że przekomicznym i niezwykle rzadkim szczupakiem… ? Chyba nie chcielibyśmy precedensu i dalszych kopii takiego zagrania? Drugie ze zdarzeń obciąża już arbitra i aktora „widowiska”: Fernandinho lekko oparł sie na klatce piersiowej Suareza, ten teatralnie złapał sie za gardło i karny gotowy. Nieładnie, aczkolwiek PSG nie zasłużyło by awansować, bo wyszli na mecz bez wiary w awans, a raczej z wiarą oparta na tym, ze przegrają 5:1 i awansują, a wiadomo, ze kto tak podchodzi do meczu, ten dostaje baty.

Znakomitym polem do obserwacji jest liga włoska i wielki klasyk zwany „Derby d’Italia” – czyli pojedynki Interu z Juve. Same mecze tej drugiej drużyny są znakomitym materiałem poglądowym. Prowadzi ona bowiem bezapelacyjnie w nieformalnej klasyfikacji na ilość karnych odgwizdanych na korzyść (Inter jest w tej tabeli ostatni i jako jedyna ma ujemny bilans: więcej karnych odgwizdanych przeciwko niż na korzyść) i na te okoliczność internauci wyprodukowali znakomitego mema, który ilustruje pole karne przeciwników „Starej Damy”.

Wspomniałem o transparencji zasad na boisku vs. wartości marketingowej produktu (nazwijmy to w skrócie „wiarygodnością”). Serie A była przez co najmniej 20 lat najlepszą ligą na świecie. To w niej grały największe gwiazdy: napastnicy, pomocnicy, obrońcy, bramkarze – hossa skończyła się w 2006 roku skandalem „Calciopoli”. Reprezentacja Włoch zdobyła wprawdzie wówczas – paradoksalnie i na złość wszystkiemu i wszystkim – Mistrzostwo Świata, ale liga zaczęła tracić, i po sukcesie Interu w LM 2010 roku, oddała pola Premier League, La Liga i Bundeslidze. Tak, niegdyś najbardziej oglądana liga świata, dzisiaj nie łapie się nawet do pierwszej trójki – mimo, że jej atrakcyjność sportowa zrobiła kolosalny postęp od tamtych czasów. Przyczyną jej upadku było bowiem wówczas m.in. nadmierne zniewolenie defensywną taktyką. Tego „catenaccio” nie dało się po prostu już oglądać – daleko mu było do angielskiej żywiołowości czy hiszpańskiej finezji albo niemieckiej solidności, która była poniekąd kombinacją dwóch poprzednich. Sportowe archaizmy, przestarzałe stadiony, skandale korupcyjne i brak transparencji na boisku – to zabiło znakomity produkt, który teraz mozolnie musi walczyć o powrót na należne mu miejsce.

Nic nie jest tak proste i jednoznaczne jakby się wydawało, ale czy w lidze zdominowanej tradycyjnie przez 3-4 drużyny, Juventus musi dostawać najwięcej karnych co sezon? Czy gdyby wygrywał ligę z mniejszą przewaga, nie byłoby to z korzyścią dla rywalizacji, ligi, postrzegania produktu?  Popatrzmy – oto dwa przykłady, które możecie mnożyć od lat w każdym sezonie. Juve co roku dostaje takie „sędziowskie pomyłki”.

A to przykład najbardziej kontrowersyjny, bo walka szła o mistrza, a bohaterem akcji sam Ronaldo R9. Niczego nie opisuje, bo każdy z Was ma oczy i potrafi uczciwie zobaczyć co jest grane. Brak karnego po wejściu Juliano w Ronniego i przyznanie go Juventusowi w tej samej akcji nazwano we Włoszech „Skandalem XX wieku” – i chyba słusznie.

Celowo wyżej pominąłem najistotniejszy element w omawianych kontrowersjach. „Ja jestem uczciwym sędzią – zapłacili za 3:0 – będzie 3:0” mówił genialny Henryk Bista, który wcielił się w rolę piłkarskiego sędziego, w „Piłkarskim Pokerze” . Co robią sędziowie: główny, liniowi, teraz jeszcze bramkowi? Wszędzie czynnik ludzki – ten najbardziej zawodny. Dlaczego? Przecież by coś zmienić trzeba tylko chcieć…

„Wprowadzając powtórki video zmienimy na zawsze charakter tej gry” – grzmią przeciwnicy VAR (Video Assistant Referee – przyp. red) lobbując przeciwko wprowadzeniu jedynego rozwiązania, które uzdrowiłoby sytuacje, uczyniło boiskowe zasady absolutnie transparentnymi. Są wątpliwości? Sędzia zatrzymuje czas, sprawdza i podejmuje decyzję. Nie widzę tu zagrożenia dla „charakteru gry” – jeśli jest jakiś zagrożenie to nazywa się ono „absolutna likwidacja możliwości manipulowania wynikiem”. Nie wnosimy przecież o likwidacje spalonego, nie chcemy zmian formacji jak w futbolu amerykańskim, czy wprowadzania korekt składu na modłę hokejową – z wycofaniem bramkarza włącznie. Nie chcemy też ingerencji w czas gry ani kształt boiska. Dwudziestu dwóch zawodników (lub zawodniczek) ma nadal biegać po zielonym prostokącie murawy za przez 90. lub więcej minut. Mają być dogrywki i rzuty karne – bo my kibice je uwielbiamy – ale tylko te po 120′ minutach gry…

Zauważamy bowiem, że globalnie rzecz ujmując – biznesowymi partnerami „wielkiej piłki” zostały firmy bukmacherskie.(….) Czy to nie odrobinę dziwne? Który z Was – przedsiębiorców przy zdrowych zmysłach – zaprasza na wspólnika podmiot, w którego interesie leży….. możliwość postawienia na wszystko: wynik końcowy, do połowy, strzelców, karne…(uda się, nie uda, od razu czy zaraz potem, z kredytem inwestycyjnym czy bez? chcielibyście takiego partnera w biznesie?)

Cóż, na dużych pieniądzach w sporcie zyskujemy i my – kibice. Kluby mają większe budżety, grają w nich wielkie gwiazdy, a nasze ukochane reprezentacje grają na coraz piękniejszych stadionach.

Prosimy zatem o wprowadzenie VAR – byśmy mogli na nie chodzić z naszymi synami i mówić im, że to co oglądamy to (wciąż) sport, a piłka nożna jest grą błędów – ale tylko tych, które popełniają zawodnicy, bo to też i tylko ludzie – jak my.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language