Wywiady

Rafał Niżnik: „Reklamy nie przeszkadzają zawodnikom w grze w piłkę”

Na początku sezonu 2018/19 postanowiliśmy porozmawiać z Rafałem Niżnikiem, Mistrzem Polski i Danii, byłym piłkarzem ŁKS-u Łódź i Górnika Łęczna, o obecnej sytuacji jego ulubionych klubów. Przedyskutowaliśmy występ kadry na mundialu i powspominaliśmy stare czasy. Dywagowaliśmy też, czy Veljko Nikitović przekaże Rafałowi dożywotni karnet na mecze Łęcznej. Z Rafałem Niżnikiem rozmawiał Kacper Krzeczewski.

Kacper Krzeczewski: Jak tam przygotowania do nowego sezonu? Pierwszy mecz z Victorią Pakoszówka już za półtora tygodnia.

Rafał Niżnik: W tym sezonie będę pewnie już coraz mniej grywał na pełnowymiarowym boisku w Szarotce Uherce. Dość problematyczną sprawą są dojazdy, nie zawsze mam na nie czas, ale zobaczymy, być może wesprę jeszcze chłopaków w kilku meczach. Na pewno pozostanę przy grze na orlikach.

Zważając na fakt, że grasz jeszcze w lidze piłki nożnej sześcioosobowej „Playarena”, to w sezonie potrafisz wystąpić w około 50 meczach, choć nie jesteś już przecież nastolatkiem. Zdradzisz tajemnicę, jak to się robi?

To musi być po prostu pasja, zawsze w ten sposób podchodziłem do futbolu. Nigdy nie narzekałem na jakieś problemy kondycyjne, a gra w piłkę wciąż sprawia mi radość. Choć w moim wieku zdecydowanie łatwiej jest na orliku, gdzie pole gry jest mniejsze i nie trzeba tyle biegać. Nie zmienia to faktu, że gra jest bardziej dynamiczna, niż na pełnowymiarowych obiektach.

Czego uczysz młodych adeptów futbolu, jakie dajesz im rady u progu przygody z piłką?

Nie jestem trenerem, pozostawiam te zadania szkoleniowcom. Czasem daję chłopakom ewentualnie jakieś drobne podpowiedzi boiskowe i w zasadzie tyle. To ich trzeba by było zapytać, co wyciągają z mojej gry dla siebie (śmiech).

A pokora i skromność?

Niektórym chłopakom na pewno by się przydała i pomogła w rozwinięciu swoich przygód z piłką.

Zapytałem nie bez przyczyny, wszak od kilkunastu lat, z każdym rokiem coraz bardziej stara się zrobić z piłkarzy produkt marketingowy. Ty jednak nie dałeś się temu trendowi, jesteś skromnym człowiekiem ceniącym prywatność, nawet Facebook’a nie chciałeś założyć…

Zgadza się, ale w końcu dziewczyny (żona i córka – przyp. red.) mnie do tego przekonały i nie było wyjścia (śmiech). Wszystko idzie do przodu, technologia również, kiedyś był jeden kanał w telewizji, a teraz żyjemy w dobie Internetu, trzeba się do tego przyzwyczaić. Tak samo jest zresztą w przypadku piłkarzy. Kiedyś to wyglądało inaczej, zawodnik miał tylko trenować i grać, a teraz piłkarze stają się, tak jak powiedziałeś, sami w sobie produktem. Czasy się zmieniają i obecnie jest to normą.

A co sądzisz o grze piłkarzy w spotach reklamowych?

Nie widzę w tym niczego złego. Spójrz na przykład Davida Beckhama, miał piękną karierę sportową, był twarzą wielu reklam. Jeżeli komuś gra w reklamach nie przeszkadza w skupieniu się na grze w piłkę, to nie ma problemu.

Nie wskazywałbyś tego jako jednej z przyczyn słabego występu reprezentacji Polski na mundialu w Rosji?

Przed mundialem piłkarze z różnych państw mają dużo obowiązków promocyjnych, grają w wielu reklamach. Nie sądzę jednak, żeby to było czynnikiem, który negatywnie wpłynął na grę polskiej kadry. Tak mówią ludzie, którzy nie wiedzą, do czego się przyczepić. Przyczyny niepowodzenia były inne, choć trudno wyrokować jakie, trzeba by być wewnątrz reprezentacji, żeby wiedzieć. Nie pomogło zmęczenie sezonem, chłopaki byli ponadto w okresie mundialu w słabszej formie, ale nie wierzę, żeby nie chcieli wygrać tych meczów, na pewno chcieli, widać było, jak to przeżywali. W piłce tak czasem jest, że przychodzi kryzys i po prostu nie idzie, mimo że się chce.

Swego czasu też byłeś blisko zostania reprezentantem Polski. Gdy rozmawialiśmy przed dwoma laty mówiłeś, że były dwa momenty, w których naprawdę niewiele brakowało do powołania. Jak to było, dlaczego ostatecznie nigdy nie zagrałeś w kadrze?

Za pierwszym razem to było za czasów, gdy selekcjonerem reprezentacji był Janusz Wójcik (lata 1997-99 – przyp. red.). Nie wiem tylko, czy chodziło o reprezentację główną, czy o olimpijską, ale to nie miało dla mnie znaczenia, najważniejsze jest to, że reprezentowałoby się Polskę. Za drugim razem słyszałem o zainteresowaniu moją osobą, gdy kadrę przejął Zbigniew Boniek. Miałem wtedy za sobą dobry sezon w Brøndby, zdobyliśmy Mistrzostwo Danii. „Zibi” nie był jednak selekcjonerem zbyt długo i temat się urwał.

A Mistrzostwa Świata w 2002 roku? Tak jak wspominasz, miałeś za sobą udany sezon, zdobyłeś Mistrzostwo Danii z Brøndby. Tymczasem do Korei i Japonii poleciał Paweł Sibik z Odry Wodzisław. Z całym szacunkiem dla Sibika, ale był w tamtym okresie, zresztą nie tylko w tamtym, piłkarzem z niższej półki, niż Ty.

W tamtym okresie bardzo ciężko było się dostać do kadry. W reprezentacji grali naprawdę bardzo dobrzy piłkarze i była ogromna rywalizacja. Natomiast co do powołania Pawła Sibika, to trudno mi powiedzieć, on wtedy grał chyba w ataku i być może selekcjoner Jerzy Engel potrzebował takiego wysokiego napastnika w swojej kadrze. Choć do Korei chętnie bym poleciał, swego czasu negocjowałem nawet z jednym z tamtejszych klubów, ale ostatecznie transfer nie wypalił.

Co poszło nie tak?

Grałem wtedy w ŁKS-ie i wszystko było już dogadane między klubami, ale w Korei nastąpił jakichś krach finansowy. Kluby nie mogły przelewać pieniędzy, co uniemożliwiło przypieczętowanie transferu.

Skoro wspomnieliśmy już o Brøndby, to tuż przed rozpoczęciem naszej rozmowy odbyło się losowanie IV rundy eliminacji do Ligi Europy. Jeżeli Lech i Brøndby uporają się ze swoimi rywalami w III rundzie, to zagrają między sobą o fazę grupową Ligi Europy. Jeżeli doszłoby do takiego dwumeczu, to kogo wskazywałbyś za faworyta?

Tak, widziałem losowanie i faktycznie, może nas czekać bardzo ciekawy dwumecz. Lech wzmocnił się w przerwie między sezonami, a jego gra wygląda coraz lepiej. Nie wiem, jak w przypadku transferów Brøndby, ale Kamil Wilczek jest w dobrej formie, strzelił w ostatnim meczu ligowym bramkę i na pewno będzie chciał się pokazać w Poznaniu, jeżeli Brøndby przyjdzie się zmierzyć z Lechem. Szanse oceniam 50:50.

Przenieśmy się na polskie podwórko. Jak wspominasz występy w Górniku Łęczna i ŁKS-ie Łódź?

ŁKS jest klubem bliższym mojemu sercu. To właśnie w łódzkim zespole zadebiutowałem w Ekstraklasie i wypłynąłem na szerokie wody zdobywając Mistrzostwo Polski. Ponadto podoba mi się to miasto, jestem z nim silnie związany, część mojej rodziny jest z Łodzi, moja żona i córka. Natomiast co do Górnika Łęczna, to oczywiście też lubię ten klub. Na Lubelszczyźnie spędziłem prawie siedem lat, z czego cztery właśnie w Górniku. Naprawdę dobrze wspominam tamten czas.

Oba kluby są obecnie w zupełnie innych miejscach, ŁKS po dwóch awansach z rzędu gra w I lidze, Górnik dwa razy z rzędu spadł i jest o ligę niżej od łodzian. Co możesz powiedzieć o obecnej sytuacji obu drużyn?

Sytuacja w ŁKS-ie wygląda bardzo dobrze, zespół odbudował się po kryzysie sprzed kilku lat i gra już na zapleczu Ekstraklasy z perspektywami na więcej. Co do Górnika to wydaje mi się, że przeszkodziły mu zawirowania organizacyjne i sponsorskie. Przykład Łęcznej pokazuje, że nasza liga jest chyba coraz lepsza, a do Ekstraklasy awansują coraz mocniejsze zespoły, skoro po spadku z Ekstraklasy i Górnik, i Ruch Chorzów spadły od razu do II ligi. Wierzę jednak, że i w Górniku wszystko się poukłada, a zespół wróci na właściwe tory idąc śladami sekcji żeńskiej, która w zeszłym sezonie zdobyła Mistrzostwo Polski.

Masz jakichś znajomych związanych obecnie z tymi klubami? O czym rozmawiacie w kontekście Górnika i ŁKS-u?

Tak, trenerem z ŁKS-u został mój dobry kolega, Kazek Moskal. Nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać po jego przybyciu do Łodzi, ale z pewnością w najbliższym czasie zaproszę go na kawkę. W Górniku Łęczna w zeszłym sezonie trenerem był Sławek Nazaruk, z którym zaprzyjaźniliśmy się grając razem przez kilka lat. Zdecydowanie bardziej na bieżąco jestem jednak z wydarzeniami dziejącymi się w ŁKS-ie.

Mieszkasz w Łodzi, więc na spotkaniach ŁKS-u pewnie czasem się pojawiasz. A jak z meczami Górnika Łęczna?

Tak, jeżeli mam wolną chwilę, to wybieram się na stadion przy Alei Unii. W Łęcznej na meczu dawno nie byłem, nawet jak Górnik grał w Ekstraklasie. W ostatnim czasie nie było mi po prostu po drodze w tamten rejon Polski. Aczkolwiek mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości na jakiś mecz do Łęcznej zajrzę.

Bywasz na meczach ŁKS-u i klub wywalczył dwa awanse z rzędu, na spotkaniach Górnika nie bywasz i zespół zanotował dwa z rzędu spadki. Po tej rozmowie chyba możesz się spodziewać telefonu od Veljko Nikitovicia z ofertą dożywotniego karnetu na stadion w Łęcznej.

Chyba tak, jakbym taki karnet dostał, to na pewno często pojawiałbym się na meczach Górnika (śmiech). Nie no, żartuję oczywiście, z Łodzi do Łęcznej jest prawie 300 kilometrów, a ja mam jeszcze inne obowiązki na co dzień, nie śledzę wszystkich spotkań aż tak wnikliwie, jak kiedyś.

Na koniec nieco przewrotne pytanie. Co Ci się przypomina z meczu z Wartą Sieradz w Pucharze Polski w 2004 roku?

Hmm…z tego co pamiętam, to wygraliśmy 5:0…i nie strzeliłem karnego.

Jestem pod wrażeniem, że pamiętasz. A jak było z karnymi w przekroju całej kariery, często byłeś wyznaczany do egzekwowania jedenastek, lubiłeś je wykonywać?

Lubiłem i dość często je wykonywałem, kilka goli z karnych na boiskach Ekstraklasy strzeliłem. Zresztą nie tylko na boiskach Ekstraklasy, bo też i w Danii w Brøndby, i w europejskich pucharach. Trochę tych bramek było. A wtedy z Wartą chciałem wyczekać bramkarza, ale mnie wyczuł rzucając się w moje prawo. Musiałem przez to w ostatniej chwili zmienić decyzję i strzelić w drugi róg bramki. Z tego powodu posłałem piłkę minimalnie niecelnie, obok lewego słupka.

Rozmawiał: Kacper Krzeczewski.

fot: pinterest.com



[fbcomments]

Góra