Artykuły i felietony

#RL9 – bohater pomijany

Minęło 10 dni od ogłoszenia wyników corocznego plebiscytu o nazwie „Złota Piłka” , którą znowu wygrał Cristiano Ronaldo. W mediach – zwłaszcza polskich – zawrzało. Stało się tak za sprawą wyników konkursu. Dostało się laureatom oraz głosującym. Czy słusznie?

Żeby było rzetelnie i uczciwie zacznijmy od kryteriów głosowania: 1.Osiągnięcia klubu/kadry oraz indywidualne 2. Klasa sportowa 3. Całość kariery – pojęcia pojemne i dające możliwość szerokiej interpretacji, ale i dość precyzyjne w kontekście tegorocznej kolejności. Zwłaszcza miejsca Roberta Lewandowskiego, który wydaje się być regularnie pomijany w rozdzielaniu najwyższych laurów.

1. Cristiano Ronaldo, 2. Leo Messi, 3. Neymar, 4. Gianluigi Buffon, 5. Luka Modrić, 6. Sergio Ramos, 7. Kylian Mbappé, 8. N’Golo Kanté, 9. Robert Lewandowski, 10. Harry Kane 11.Edinson Cavani. Tak prezentowała się tegoroczna czołówka, i muszę powiedzieć, że w kontekście kryteriów głosowania, jest w niej kilka merytorycznych sprzeczności niezgodnych z logiką zasad głosowania. W ich wyniku, kilku zawodników zajmuje  pozycję kompletnie niezrozumiałe i bardzo na wyrost.

Pozycja zwycięzcy jest nie do ruszenia – #CR7 był w tym sezonie wiodąca postacią zespołu, który niemożliwie wyśrubował rekordy klubowych rozgrywek pucharowych. W odróżnieniu od poprzednich sezonów, był też kluczową postacią w decydujących spotkaniach zespołu – zdobył 42. gole w 46-ściu spotkaniach Realu Madryt.  Świetne cv z Anglii i Hiszpanii, piłkarska doskonałość o bardzo mocnej pozycji marketingowej. Nie dyskutujemy jego pierwszeństwa w plebiscycie, nawet pomimo jego zdominowania od dziesięciu lat przez dwa nazwiska. Jest to nudne, nigdy w historii nie było takiej supremacji, ale odzwierciedla ona dzisiejszy stan posiadania dyscypliny i układy w rywalizacji piłkarskiej….znamienne, że żaden z liderów nie ma na koncie mundialowego triumfu.

Leo Messi zdobył w sezonie 2016/17 …54 gole w pięćdziesięciu dwóch spotkaniach Barcy, i pomimo, że ta nie zdobyła prestiżowych tytułów, to mocną pozycję marketingową utzymała m.in dzięki słynnej remuntadzie z LM przeciwko PSG oraz wyczynom Argentyńczyka, którego wpływ na zespół jest ogromny. Drugiego miejsca zatem też nie kwestionuję.  Messi jest bezdyskusyjnie piłkarzem lepszym od Lewego, a Barcelona jest ciut wyżej w hierarchiach od Bayernu. Zagadnienia dyskusyjne zaczynają się od miejsca trzeciego do ósmego. 20 goli Neymara w 45-ciu meczach Barcy jest tyleż niczym (w porównaniu do osiągnięć #RL9) , co stało się przyczyną jego odejścia do PSG, w którym im bliżej plebiscytu, tym częściej gorszył utarczkami, niezdrowymi przywilejami i konfliktami, do których dochodziło częściej niż zachwycał bramkami. Kwota transferu stała się bronią obosieczną i coraz częściej mówi się o rychłym odejściu Neymara (zapewne do Realu). Pozycję Neymara zatem jak najbardziej kwestionujemy i uważamy, że zasłużył na miejsce za plecami #RL9. Tym bardziej, że element oceny pn.: „całość kariery” jest jednak nader krótki.

Miałkość osiągnięć sportowych jest jeszcze bardziej widoczna u zawodnika, który zrobił wszystko, żeby z Neymarem zagrać. Kylian Mbappe’ jest melodią przyszłości, pod warunkiem, że utrzyma tempo rozwoju , wytrzyma skalę pokus i oprze się kontuzjom. Jego miejsce na siódmym miejscu plebiscytu uważam za efekt działania francuskiego lobby. „Oto pojawił się ktoś na miarę Thierry Henry” i sprzyjają mu nawet ściany – pisząc obrazowo. Zawodnik zdobył 22 gole w czterdziestu czterech spotkaniach swojego drugiego sezonu jako zawodowiec. Gdzie mu do Lewego?! Podobnie widzę pozycję numer osiem czyli N’golo Kante – świetny sezon z Chelsea, 2 gole, tytuł mistrzowski w Anglii…i „francuskie ściany” zrobiły swoje. Szanuje utrzymanie poziomu z Leicester i przełożenie go na laury w CFC, ale do regularności i powtarzalności Lewego ma się to nijak. Za mało, jak mówił tajemniczy głos w jednym z teleturniejów.

Pozycje 5-6 to „efekt Realu” – niczego nie ujmuję Modriciowi czy Ramosowi, ale – czysto sportowo – na ich miejscu równie dobrze mógł ( i powinien ) być Casemiro, bo to on jest niesamowitym metronomem zapewniającym równowagę między grą obronną a ofensywną w Realu, który śrubuje rekordy – a zatem, dwie pozycje dość wątpliwe. Podobnie rzecz ma się – w moim mniemaniu – z Buffonem. To miejsce w plebiscycie to taki „Oscar za całokształt twórczości” – z jednej strony akceptuję to, z drugiej kompletnie nie. Wiekowy bramkarz zaliczył finał LM, ale nie miał wpływu na wynik, który obnażył zarówno słabości zawodnika jak i ograniczenia drużyny. Nie miał też pożądanego wpływu na wynik reprezentacji, i gdy ta odpadła z walki o MŚ, golkiper pożegnał się z nią ze łzami w oczach. Ponadto przypomnę, że Buffon brał czynny udział w Calciopoli A.D 2006 i – gdyby nie znaczenie dla włoskiego sportu – miałby na koncie odsiadkę, dyskwalifikację a wyrok karny w zawieszeniu na pewno.

Casus Lewandowskiego jest podobny do Edsona Cavaniego. Obydwaj zawodnicy to typowi egzekutorzy. Polak zdobył 43 gole w 47-miu meczach Bayernu, Urugwajczyk 49 w 50-ciu PSG. Ale o ile w kadrze Urugwaju zawsze byli jacyś wielcy – Francescoli, Recoba, Fonseca, Forlan czy Suarez, o tyle nie sposób sobie wyobrazić polskiej kadry bez wyników indywidualnych Lewego. Gole w eliminacjach ME2016 czy 16 trafień w drodze do MŚ 2018 to tylko wierzchołek góry lodowej. Robert Lewandowski pobił rekord Włodzimierza Lubańskiego i samotnie śrubuje zdobycz bramkową dla reprezentacji – do pobicia w nieokreślonej przyszłości przez nieznanych potomnych. Marsz ku górze reprezentacji zaczął się od przekazana mu opaski kapitańskiej.  Robert ma na kadrę wpływ ma przeogromny. Dzięki niemu jesteśmy warci więcej niż nasi grupowi rywale – ok.220mln Euro wg. Transfermarket.de (przy 218. Senegalu i 200. Kolumbii) – z czego sama wartość gracza Bayernu to 80milionów Euro. Bez niego bylibyśmy drużyną z trzeciego koszyka, a nasze miny po losowaniu grup MŚ byłyby całkiem odmienne. Wszystkie kryteria głosowania są zatem wypełniane na doskonałym poziomie – wg. mojej oceny powyżej 9-tego miejsca, które przypadło Robertowi.

Lewandowski spokojnie robi swoje. Właśnie wskoczył do pierwszej dziesiątki strzelców wszechczasów Bundesligi, a sezon może zakończyć na miejscu 6-7.  w tej klasyfikacji. Pozycja numer 5. oznaczałaby, że w rundzie wiosennej bieżącego sezonu musiałby zdobyć ponad 20 goli, co nie jest niemożliwe, zwłaszcza, że Bayern odzyskuje wigor pod okiem trenera, który wie jak wygrywać w Monachium. Chwali Lewego Heynckes , który w rzeczonej klasyfikacji jest na trzecim miejscu i wie co oznaczają skuteczność i  regularność. Niemiec przejął Bayern po Ancelottim i bawarska drużyna odzyskała pod jego wodzą skuteczność, co może oznaczać kłopoty dla ich rywali w LM. Lewy zaś nie schodzi poniżej pewnego poziomu: 9, 30, 36, 28 (dla BVB) i 25, 42, 43 – to jego zdobycze bramkowe odkąd jest w Niemczech. W tym sezonie zdobył już 21 goli(15 trafień w lidze)  a w 2017 roku nawet  więcej od samego CR7. Akurat jego miejsce w plebiscycie jest zatem całkowicie oderwane od kryteriów oceny. Chyba winny jest – mało poważany – ranking reprezentacji Nawałki, ale to zagadnienie na oddzielny tekst.

Pozycja #RL9 cieszy mnie tylko z jednego względu: to ambitny sportowiec i perfekcjonista oraz niekwestionowany lider zespołu narodowego. Mamy w perspektywie Mundial, i nic tak dobrze nie zrobi Lewandowskiemu, jak doskonały wynik na światowym czempionacie. Myślę, że koledzy są tego świadomi i pomogą, bo prócz niego w rankingach i konkursach nie ma nazwisk naszych piłkarzy. Jakikolwiek sukces #RL9, będzie więc symbolicznym sukcesem ich wszystkich, a zatem:  jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – PolskaGola!

 

 



[fbcomments]

Góra