Ekstraklasa

Romeo stracił głowę, Inter w Legii, status qvo w lidze i duch Czerczesowa

Dwa miesiące temu pytałem czy Jozak buduje w Warszawie Manchester – okazało się, że budował Inter Mediolan, w którym w zeszłym sezonie pracowało trzech szkoleniowców. Dariusz Mioduski stracił cierpliwość i do końca sezonu Wojskowych poprowadzi Dean Klaufurić.

W zeszłym sezonie Serie A Inter prowadziło trzech szkoleniowców: Frank de Boer, Stefano Pioli i Stefano Vecchi – mediolańczycy zakończyli sezon na siódmym miejscu i nie zakwalifikowali się do europejskich pucharów.  Taki obrót sprawy byłby dla obecnej Legii tragiczną porażką – zarówno w wymiarze sportowym jak i finansowym. Wojskowi pod batutą Magiery zarobili 28 milionów Euro w LM i LE 2017, ale nie przekuli tego sukcesu na obecne rozgrywki i siwy trener musiał ustąpić miejsca Romeo Jozakowi, którego nominacja od początku wydawała się nieporozumieniem.

Jeżeli brak seniorskiego curriculum był powodem do powątpiewania w Romeo, to czym powinno być dla ekspertów i kibiców Legii doświadczenie Klaufuricia? Ma on w swoim dorobku jedynie funkcje asystenckie a samodzielnie prowadził tylko zespół żeński.  Po co zwalniać głównego szkoleniowca na 6. kolejek przed końcem rozgrywek, kiedy Legia jeszcze liczy się w stawcę? W czym lepszy od niego będzie jego własny asystent? Odpowiedzi na te pytania zna tylko Dariusz Mioduski.

Romeo Jozak przegrał osiem ligowych spotkań od kiedy objął zespół w 9. kolejce. Zanim doszło do wzmocnień w zimowym oknie transferowym – Legia przegrała w Białymstoku, Poznaniu ( po meczu doszło do naruszenia nietykalności zawodników), Kielcach i z Wisłą Płock na Ł3.

Po zimowej przerwie – wzmocniona Legia przegrała kolejne cztery ligowe spotkania: z Jagiellonią, Wisłą Kraków, Arką i Zagłębiem – trzy z nich na własnym boisku, co najpoważniej zniecierpliwiło warszawską publiczność, oczekującą – zasadnie – że własny stadion pozostanie twierdzą, na której stołeczny klub pozostanie niepokonany. Stało się inaczej, co kłuło w oczy zwłaszcza w obliczu wzmocnień jakich klub dokonał zimą. Eduardo, Antolic,Phillips, Vesović, Remy, Cafu’ i Mauricio – to piłkarze o jakich Jacek Magiera nie mógł nawet pomarzyć kiedy grunt zaczął mu się palić pod nogami,  a to przecież nie wszystkie wzmocnienia Legii zimą – Jozakowi kupiono bowiem prawie całą nową jedenastkę. Rozpoczęło się szukanie formacji i składu – a jako, że sezon trwał, trener rotował nazwiskami w poszukiwaniu idealnego ustawienia.

I tutaj rozpoczęły się schody – to tutaj prawdopodobnie wyszedł brak doświadczenia Romeo Jozaka. Czy to na tym odcinku okazał się on wielkim teoretykiem? Prześledźmy bo zagadnienie jest ciekawe: i sportowo i ogólnoludzko. Kto sypał piach w tryby pracy trenera? Dlaczego Legia, mająca najmocniejszy skład personalny w kraju, przegrywała mecze? Dlaczego Legia, według ekspertów, nie jest drużyną?

Zacznę od ostatniego meczu – tego przegranego 0:1 z Zagłębiem Lubin.Mecz 31. kolejki Legia zagrała w ustawieniu 4-2-3-1 i następującym składzie:

Malarz – Hlousek, Pazdan, Remy, Jędrzejczyk (Pasquato 74′) – Antolić, Philipps – Szymański, Hamalainen (Kucharczyk 57′), Vesović – Niezgoda

10. kolejek wcześniej, 16. grudnia Legia przegrała na Ł3 z Wisłą Płock – grając też 4-2-3-1 w następującym ustawieniu personalnym:

Malarz – Broź (46. Sebastian Szymański), Astiz, Czerwiński, Hlousek – Kucharczyk, Kopczyński, Thibault Moulin, Guilherme (60. Armando Sadiku), Kasper Hamalainen (39. Cristian Pasquato) – Jarosław Niezgoda.

27.02 Legia przegrała w bardzo słabym stylu w Warszawie z Jagiellonią, której zawodnicy wyglądali w tamtym meczu na szybszych , silniejszych i większych. W meczu 25. kolejki Wojskowi zostali szybko osłabieni przez Antolicia i grali w dziesięciu, ale wybiegli wówczas w ustawieniu 4-3-3 i składzie:  Malarz – Vesović, Remy, Pazdan, Jędrzejczyk – Mączyński – Philipps, Antolić – Eduardo (37. Broź)  (66. Hlousek), Niezgoda, Hamalainen (83. Kucharczyk)

W 26. kolejce Legia pokonała u siebie Lecha a bohaterem Jozaka został Michał Kucharczyk, który bezbłędnie i efektownie wykonał rzut karny chwilę po wejściu na boisko. Wojskowi powinni byli wówczas wcześniej zapewnić sobie wygraną, często przechwytywali piłkę w połowie boiska i brakowało im precyzji w rozegraniu ostatniego podania, którym mogliby dobić rywala. Stołeczna drużyna zagrała wtedy 4-2-3-1 w składzie:  Malarz, Jędrzejczyk, Astiz, Pazdan, Hlousek, Vesović (54. Kucharczyk), Remy, Mączyński, Radović (80. Szymański), Eduardo (69. Niezgoda), Hamalainen

W meczu 28. kolejki – miesiąc temu Legia przegrała na Ł3 z Wisłą Kraków 0:2 – grając 4-1-4-1 w składzie: Malarz – Hlousek, Pazdan, Astiz, Vešović – Remy – Cafu’, Mączyński (Kucharczyk 46′) , Radović (Pasquato 72′), Szymański – Eduardo (Niezgoda 62′).

Po przerwie na mecze towarzyskie kadry, Legia przegrała drugi mecz z rzędu. Mistrz Polski uległ zdobywcy PP na wyjeździe – pierwszy raz od 40-stu lat. Wojskowi znowu zagrali 4-3-3 i w znowu innym zestawieniu: Malarz – Vesović, Remy, Pazdan, Jędrzejczyk – Antolić, Philipps, Cafu (46. Hlousek) – Pasquato (73. Szymański), Hamalainen, Radović (35. Eduardo).

Moim zdaniem to w tym okresie musiała zapaść decyzja o zwolnieniu szkoleniowca. Wytrawny prezes zrobiłby to jeszcze przed przerwą na reprezentację, ale ewidentnym jest, że Dariusz Mioduski uczy się futbolu i miał jeszcze zaufanie do szkoleniowca. Mógł myśleć: „teraz przerwa na reprezentację, trener będzie miał czas by dopracować to na co mu brakuje czasu, kiedy gra mecze ligowe co kilka dni. Jeśli po tym okresie przegra mi mecz, to go zwolnię” – tak mógł myśleć Dariusz Mioduski.  Co zgubiło Romeo Jozaka? Moim zdaniem brak praktyki i nadmierne teoretyzowanie, które doprowadziło do chaosu i braku wyników. Z braku praktyki nie było konsekwentnych działań: szkoleniowiec zbyt często zmieniał ustawienie i nieco chaotycznie dopasowywał do niego nazwiska. Na tym odcinku mogły się pojawić niesnaski z zawodnikami, którymi trener przebierał chyba zbyt intensywnie i bez efektów, a trenera broni jedno – wyniki.

Szkoleniowcy zazwyczaj sztywno trzymają się „swojego” ustawienia – ci lepsi mają też jedno w zapasie, ale 4-2-3-1, 4-3-3 i 4-1-4-1 naprzemiennie w ciągu ledwie kilku miesięcy to za wiele – zwłaszcza jak na konglomerat nowych piłkarzy, których hurtowo Legia zatrudniła w zimie.  Nie do końca wiadomo też jaka była myśl przewodnia transferowego okna, ale wiadomo, że gros zawodników to defensywni pomocnicy, których nagle w klubie zrobiło się dużo: Mączyński, Cafu’, Phillips, Antolić, Kopczyński…trochę mało wszechstronności, której Jozak chyba zaczął szukać zmieniając ustawienia. W tym wszystkim zabrakło planu wynikającego z doświadczenia, konsekwencji i powtarzalności – zawodników, którzy pracowali z lepszymi szkoleniowcami, mogło to boleć, bo oni też chcą przecież grać i wygrywać.

Były mecze, w których Legia nie wyglądała źle, były przebłyski szybkiej, nowoczesnej gry w wykonaniu dobrych atletycznie zawodników, ale przychodziły spadki formy i zespół ratował…Michał Kucharczyk, który wchodził jako zmiennik Hamalainena. W środku ataku publiczność oglądała młodego Niezgodę, podstarzałą gwiazdę Eduardo, ale i Radovicia. Gra obronna Legii jeszcze nie była powodem do niepokoju, mimo traconych bramek, dyspozycja tej formacji była coraz lepsza, ale gra do przodu słabo rokuje, brak wypracowanych automatyzmów, wyćwiczonych schematów i w efekcie Legia zdobywa mniej goli niż Lech, Jagiellonia czy Górnik Zabrze.

Na szczęście wszyscy kandydaci do tytułów zaliczają wpadki, dzięki czemu kwestia tytułu jest nadal otwarta. Legię czeka wyjazd do Krakowa, Korona u siebie, Białystok, Wisła Płock u siebie, Zabrze – trzeba wygrywać wszystko i pojechać na ostatni mecz do Poznania wzmocnieni wynikami, które pozwolą obronić tytuł. Tak pewnie powiedziałby Stanisław Czerczesow, którego wszystkim dzisiaj w Warszawie brakuje.

 

 



[fbcomments]

Góra