Artykuły i felietony

#RomeoMustDie

Ten przewrotny tytuł wbrew pozorom nie jest przejawem nienawiści do chorwackiego szkoleniowca. Jest stwierdzeniem faktu, że musi on „umierać” patrząc co na boisku wyczyniają „piłkarzyki”, których ma do dyspozycji.

Przy takim zaangażowaniu piłkarzy nie widzę szans,  żeby Romeo Jozak dokończył swoją misję. Facet ma poczucie godności, a to co wyrabiają piłkarze Legii woła o pomstę do piekła. Gołym okiem widać, że winnym sytuacji nie był Jacek Magiera, tylko Dariusz Mioduski, który zamrażając wyjściówki obnażył bylejakość charakterów zawodników. Wobec braku kasy ( której poziom robił z nich „wielkich panów piłkarzy Legii”) grają jak w prowincjonalnych drużynach, w których zaczynali kariery zanim trafili do Warszawy.

„Lech upokorzył Legię” – czytam w mediach. To nieprawda, zawodnicy Legii upokarzają się sami i przynoszą wstyd tradycji klubu oraz kibicom. Owszem, szybka, kombinacyjna gra Lokomotywy mogła się podobać – zagrania piętką, przepuszczanie piłki między nogami rywala – kibice w Poznaniu byli w siódmym niebie. Miejmy jednak świadomość, że Legia grała wolno, statycznie i nie bez wiary – kompletnie bez chęci, czego symbolem – dla mnie – jest jak biegł Hlousek w stronę rywala przy pierwszym golu. Popatrzcie sobie – jak wystraszona, nieśmiała „dziewczynka” – nawiązuje tu do wypowiedzi trenera, a kobiety przepraszam za to sformułowanie – w męskim sporcie takie określenia funkcjonują kiedy totalnie brak atrybutów, a z taką sytuacją mamy do czynienia.

Trener nie jest tu niczemu winny – ani ten, ani poprzedni. Dariusz Mioduski zadziałał jak w korporacji i to nie zdało egzaminu. Piłka nożna jest przedsięwzięciem które ma oczywiście charakter biznesowy – są dochody, koszty, grupa docelowa, struktura, hierarchia, ale jest w tym przedsięwzięciu trochę blichtru i wiele czegoś nieuchwytnego, czego ten prezes kompletnie nie rozumie. Piłkarze to nie „dilberty”, którzy postawieni do tablicy wobec marnych wyników sprzedażowych, schylą karku bo przyjechali do Stolicy i wstyd im stracić pracę, i będa zasuwać póki kreska na wykresie nie wywoła cienia uśmiechu na licu prezesa. Rozumiał to doskonale Bogusław Leśnodorski, który ma chyba dylemat: rwać włosy z głowy czy mieć „bekę” z niedawnego wspólnika. Trener też ma niewesołą minę – przyjął robotę, bo Legia, bo Warszawa, bo tradycja, bo plan ambitny, ale jako Chorwat ma swoją godność, dumę i na pewno wie, że jest coś takiego jak „cierpliwość kibica” – a i jego ma pewnie jakiś krewki limit. Czy szanujący się fachowiec chciałby mieć takie coś w curriculum?

Zatrważające jest jaką miałkość charakterów pokazuje gros zawodników. Wobec własnych niedawnych kłopotów zdrowotnych i świadomości jak bramkarz przeżywa takie widowiska z perspektywy klatki, poważnie obawiam się o zdrowie Arka Malarza, któremu ciśnienie musi skakać nie gorzej niż nasz Lisek o tyczce.

Oczywiście, przy tym poziomie kasy w biznesie, jest możliwość zarówno błędów w modelu działań (takowy już Mioduski popełnił) ale i drugiego dna. Otóż – doświadczony i sprytny prezes wiedział, że zamrożenie wyjściówek się nie spodoba i spowoduje to co mamy. Czeka teraz do zimowego okna, żeby upłynnić najbardziej podpadniętych i leniwych, a za nich dać młodszych z akademii oraz tych, których podobno skauci Legii szukają w Rumunii – tańszych w utrzymaniu przede wszystkim. A przecież Jozak też parę kontaktów w notesie ma.

W tym wszystkim nie ma dodatkowo jednej rzeczy: szacunku dla kibiców, którzy kupują abonamenty czy bilety, zasilają budżet, tworzą oprawy czy generują obrót w klubowym sklepie czy punktach gastronomicznych!!! A te wpływy to istotna część układanki, o którą tak dba biznesmen Mioduski.

We Włoszech jest takie określenie: „onorare la maglia”- mówi ono o szacunku do barw (koszulki dosłownie). A te poobrażane, sfochowane „panienki” gotowe są nam spuścić Legię z ekstraklasy, żeby pokazać jak bardzo prezes źle postąpił stosując swoje korporacyjne zasady. Sytuacja naprawdę coraz bardziej przypomina – nie tak odległe – czasy ITI, które wszyscy sądziliśmy, że nie wrócą, zwłaszcza że dwa ostatnie sezony były ewidentnie marszem do góry.

Przypomnę jednak, że i w tamtych czasach była metoda na zdyscyplinowanie i „podniesienie morale w drużynie” oraz zmotywowanie jej do występów godnych tradycji klubu. Wizyta delegacji kibiców na zajęciach i krótkie przedstawienie poglądu na ogląd sytuacji z trybun.

I chyba czas wrócić do tej pięknej tradycji, bo jak się komu na Ł3 nie podoba…..a kibicom ostatnio ma prawo nie podobać się bardzo.

 

http://ekstraklasa.tv/skroty/lech-poznan-legia-warszawa-skrot-meczu-i-bramki-ekstraklasa/r0zpmz

 

Foto: Archiwum własne



Komentarze

komentarze


Góra