Artykuły i felietony

Sheriff zdecyduje

To nie scena czy tytuł  podrzędnego westernu, tylko smutna rzeczywistość polskiej piłki, której międzynarodowa pozycja oparta jest tylko na wysokim rankingu kadry w klasyfikacji FIFA.

Kilka tygodni wstecz podważałem jakość krajowej kopanej, którą porównałem do lukrowanego zakalca. Powiecie: znowu się czepia – jesteśmy w czołówce światowej, będziemy rozstawieni z pierwszego koszyka i nikt nam nie podskoczy. Oby tak było, ale to tylko kontekst reprezentacyjny, bo poziom kadry wynika z tego, że „zawodnicy grają w coraz lepszych klubach” – z tego grona zaś odpadły rodzime marki, które jak jeden mąż odpadły z europejskich rozgrywek. Nie definitywnie tylko Legia, której pozostaje ratować co się da z mołdawskim Sheriffem Tiraspol. Czy Legia, która poległa z Kazachami, poradzi sobie drużyną z Mołdawii?  Tak a propos: to odpowiednio drużyny numer 106 i 158  w rankingu FIFA.  Mistrz kraju, którego reprezentacja jest na 6-tym miejscu będzie walczył o swoją sportową i finansową przyszłość oraz honor – czyli dwumecz o wszystko – z  mistrzem kraju, który w rankingu światowym jest na 158-mym miejscu. Jagiellonia, której zabrakło gola i 10ciu minut do krajowego tytułu odpadła zaś z drużyną z Azerbejdżanu: 80-tej kadry światowego rankingu.

W poprzednich tekstach wspominałem o kłopotach Legii, nie będę więc powielał wolumenu identycznych wypowiedzi o źródłach kryzysu: dekonstrukcji transferowej ofensywy (odejście Niko, Prijo i Vadisa), kontuzjach (Rado) , spadku morale i niepewności jutra (Pazdan zostanie czy nie to jedno a polityka i postawa nowego właściciela to kolejny element) oraz tempie działania pionu sportowego, który zastępców, którzy mają robić różnicę,  dostarcza „za pięć dwunasta” przed najważniejszym dla finansów klubu meczem z Astaną. Czy to się miało prawo udać? Pozornie zabrakło niewiele, w piłkarskim konkrecie – sporo,  ale ewidentnie niepokoją mnie pierwsze zarzuty do Jacka Magiery oraz ryzyko kar dla Legii. To nie pierwszy raz kiedy kibicę robią wbrew przepisowi centrali o zakazie eskponowania treści historycznych czy politycznych, ale tak jak transparenty „Solidarności” na trybunach stadionów Espana 82, tak kibice stołeczni przywiązanie do symboliki narodowej, a że wyraziście? To Żyleta a nie skalpel, więc i środki wyrazu artystycznego adekwatne, to raz – dwa, że wydarzenie, którego rocznicę upamiętniono do subtelnych operacji militarnych nie należało.  Michał Listkiewicz, znany ex-śędzia mędzynarodowy, działacz, były szef PZPN, powiedział w wywiadzie, że może skończyć się na pogrożeniu palcem. W UEFA są inteligentni ludzie, którzy znają ciężar gatunkowy Powstania Warszawskiego.

Gorzej, jeśli miałoby dojść do skrajnie niekorzystnej interpretacji działań artystycznych w czasie meczu. Potraktowanie ich jako recydywy może być tragiczne w skutkach, bowiem powielanie złamania tego samego zakazu może po któryms razie doprowadzić do kary czasowego wykluczenia z rozgrywek, a to dla krajowej piłki byłby cios jako, że Legia to jej czołowy produkt finansowo, organizacyjnie i sportowo – wizerunkowy.

Zauważyłem w internecie słyszalne westchnienie zawiedzionego zachwytu nad odpadnięciem Lecha po remisie z Utrechtem. Naprawdę? To chyba tylko dlatego, że Legia przegrała swój dwumecz. Remis na wyjeździe a u siebie dwubramkowy remis przy dwóch własnych golach ze spalonego – to rozumiem spowodowało westchnienie zawodu, a zachwyt nad czym? Nie wiem jakie są kryteria selekcji piłkarzy u nas, ale Holendrzy wyglądali na większych i silniejszych fizycznie, a ich akcje jak praca naoliwionej maszyny. Poznańska Lokomotywa zaś wyglądała jakby zamiast smaru ktoś dał lechitom piachu w tryby. Piach jest zresztą – tym razem – wspólnym mianownikiem w określeniu gry Lecha i Legii, z tym, że jak to napisał Maciej Iwański: „Lech wygrywa mecze ale przegrywa tytuły” a Legia – póki co –  przestała wygrywać.

Kiepsko – zwłaszcza jeśli pomyślę tak: Szczęsny wyjechał do Arsenalu jako nastolatek, Glik zanim wypłynął w Torino, czołgał się w Bari i Palermo – stal wyhartowała się gdzieś tam, naostrzona w Turynie i kosi teraz w Monaco. Jędrzejczyk do pułapu kadry wszedł występami w Rosji, Pazdan chce wyjechać bo chyba traci grunt pod nogami w dzisiejszej Legii. Rasowego lewego obrońcy kadra nie ma od czasów Marka Koźmińskiego czyli ponad 15 lat(…) , transferowo – ławkowe perypetie Krychowiaka bardziej przerażają niż śmieszą czy nudzą, Grosickiego druga do sukcesu powiodła przez kasyna Warszawy, Szczecina czy Białegostoku (Sopotu pewnie też 😉 , Turcję, Francję do Anglii, o której marzył i gdzie się zaczął spełniać, ale bez szczęścia do dobrej drużyny, Piszczek wyjechał z Polski jako nieskuteczny napastnik a na czołowego prawego obrońcę przerobił go Lucien Favre w Berlinie, tak jak i tamże nasz gracz został atletycznym asem – w wyniku inspiracji do siłowni zaszczepionej mu od kumpla z drużyny.

Kuba i Lewy wyjeżdżali z Polski jako zawodnicy robiący różnice i rozstrzygający mecze, ale upłynęło dużo wody w Renie, zanim oczarowali i zdobyli swoje pozycje w Bundeslidze – zwłaszcza RL9, którego rola jest absolutnie pierwszoplanowa: jego rozlicza się za gole. Przypominam, że nie od razu został maszynką do strzelania – przełamanie indolencji zawdzięcza talentowi, owszem, ale na tamtym etapie zadecydowały wiara, pomysł i konsekwencja warsztatowa Jurgena Kloppa, który szlifował diament aż Bayern kupił od niego brylant. Już sama nieobecność kapitana jest ciężka do wyobrażenia, a co jak jeszcze zabraknie Kuby, Piszczka, Glika, Pazdana? przecież my nie mamy dla nich wartościowych zmienników…pięknie rozwija się Piotrek Zieliński, zobaczymy w jakim tempie i kierunku pójdzie Arek Milik, szanse na duże granie ma Karol Linetty, ale to za mało by utrzymać pozycje w rankingu – nawet zakładając, że Lewy pogra długo bo jest wyjątkowy i prowadzi się wyjątkowo dobrze.

Coś za mało w tym wszystkim polskiej myśli szkoleniowej: U-21 przegrała w fatalnym stylu i z kretesem swoje Euro w Polsce, szczycimy się szkoleniem bramkarzy, ale poza obiecującymi wyjątkami nie mamy jakichś osiągnięć: obecnie  naszych nie ma w czołowej 20-stce na świecie, bo grają – w większości – w prowincjonalnych klubach. Wprawdzie wg.Amerykanów, ale oni oceniają to bez emocji, przez pryzmat stricte techniczny. Zdecydowanie za mało cukru w cukrze – wyrób czekoladopodobny mówiło się kiedyś. Nazwa dyscypliny ta sama, ale gra inna – obnażyły to właśnie pucharowe osiągnięcia krajowej czołówki.

Z jednym wyjątkiem – Arka Gdynia zyskała u mnie miano: drużyny, której się chciało – wbrew ograniczeniom, na przekór trudnościom, dla kibiców i zawadiackiej frajdy rasowego underdoga, czyli drużyny na która nikt nie stawia. Do ogromnej niespodzianki zabrakło kilku minut i – naprawdę w tym przypadku – szczęścia oraz odrobiny cynizmu. Limit tych dwóch cech wykorzystała już jednak Arka ratując się przed spadkiem w zeszłym sezonie, w którym wywalczyli PP, kwalifikując się do pucharów kosztem Lechii. Jeśli jednak Legia nie zakwalifikuje się do LE, to żółto – niebiescy są dla mnie kandydatem na drużynę roku – choćby poza konkursem: Puchar i Superpuchar Polski wyrwane Lechowi i Legii, najlepszy z całego topligi-kwartetu występ w pucharach, to największy postęp: z drużyny, której nie dało się oglądać, do takiej, która zasłużenie i w fajnych sportowych okolicznościach skradła kilka serc poza Gdynią.

Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz – to stare, prawdziwe i bardzo życiowe powiedzenie. Dobrze, żeby było wyryte nad szatnią i gabinetem prezesa każdego klubu piłkarskiego w Polsce, żebyśmy je właściwie rozumieli i pamiętali o nim – zwłaszcza jak po Euro 2020 zaczną odchodzić z kadry zawodnicy, który dzisiaj mają pod 27 lat lub więcej.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language