Artykuły i felietony

Słowacja zjadła Polskę?

Po wygranym spotkaniu w Warszawie, Spartak Trnawa 2:0 Legia (w dwumeczu 2:1 – przyp. red.) Erik Grendel w pomeczowym wywiadzie stwierdził, że polska liga wcale nie jest lepsza od słowackiej, że jedyne różnice to lepsze stadiony i większe pieniądze w Polsce. Czy można zgodzić się z byłym piłkarzem Górnika Zabrze?

Trudno w Polsce szukać koneserów ligi słowackiej. Na pęczki ich w naszym kraju nie ma, może jacyś pojedynczy chowają się gdzieś na południu. Myśląc o ekspertach od ligi słowackiej wskazuje się raczej na Słowaków grających obecnie lub w przeszłości w polskiej Ekstraklasie. Może to właśnie dzięki tej tajemniczości Spartak Trnawa upokorzył Legię w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a Trenčín ośmieszył Górnika w eliminacjach do Ligi Europy?

Trener Marcin Brosz pewnie cały w skowronkach, bo podsunąłem mu nowe tłumaczenie wyjaśniające przyczyny porażki. Deanowi Klafuriciowi jest już, cytując Wojtka Łuszczykiewicza z grupy Video, „doskonale wszystko jedno”, bo został zwolniony. A tak poważnie nic nie usprawiedliwia ani zabrzan, ani „Wojskowych”. Ci pierwsi mają piękny, prawie zawsze wypełniony po brzegi, ponad 20-tysięczny stadion i ich obowiązkiem było przejście Trenčína, który w czwartek grał przy niezapełnionych trybunach obiektu mogącego pomieścić 4 300 osób! Górnik zawsze lubił tłumaczyć się problemami finansowymi, ale tym razem to nie przejdzie. Przychody zespołu ze Śląska w zeszłym sezonie, według rankingu Deloitte, wyniosły 16 milionów złotych. To więcej, niż budżet słowackiego rywala, który oscyluje w granicach 2-3 milionów euro. Mimo to zabrzanie zebrali solidną lekcję futbolu od południowych sąsiadów.

Porównywanie budżetów Legii i Spartaka Trnawa byłoby po prostu niedorzeczne. Poprzestanę więc na wartości rynkowej zawodników. Skład „Wojskowych” jest według portalu transfermarkt.pl wart 32,53 miliona euro. Piłkarzy mistrza Słowacji ten sam portal wycenił na 7,05 miliona euro. A stadiony? Pokolorowana trawa rodem z minionej epoki na obiekcie Spartaka przejdzie do historii. Legia ma zdecydowanie lepsze zaplecze treningowe, niż mistrz Słowacji boisko meczowe. Tymczasem pokonali ją zawodnicy, którzy w polskiej lidze, delikatnie mówiąc, nie błyszczeli. Jan Vlasko, Anton Sloboda, Boris Godal i wspomniany już wcześniej Grendel. Wspomagali ich wybiegany Marvin Egho i dobrze dysponowany bramkarz Martin Chudy. Wszyscy do kupienia w pakiecie za 1,5-2 miliony euro, tylko że ponoć za słabi są. Boisko zweryfikowało. Coś jest nie tak z tym skautingiem w Polsce.

Znamienne jest również to, że Legia i Górnik odpadły z zespołami, których trenerzy pracowali w przeszłości w Polsce. Radoslav Latal ze Spartaka Trnawa był szkoleniowcem Piasta Gliwice w latach 2015-17, doprowadzając drużynę do wicemistrzostwa Polski w 2016 roku, natomiast Ricardo Moniz z Trenčína trenował przez niespełna 3 miesiące Lechię Gdańsk w sezonie 2013/14.

Reasumując, czy polska Ekstraklasa jest faktycznie gorsza od słowackiej sportowo, a lepsza jedynie pod względem stadionów i finansowym? Wyniki w europejskich pucharach pokazują, że tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Erik Grendel miał sporo racji, ale jakie są tego przyczyny? Należy ich upatrywać we włodarzach klubów, wśród których jest wiele nieodpowiednich osób na nieodpowiednich miejscach, którzy bardzo często decydują się na współpracę z niekompetentnymi ludźmi. Należy również wskazać na brak cierpliwości większości prezesów i właścicieli. Sytuacja, w której trener jest zwalniany z klubu po kilku tygodniach jest w Polsce normą, w przeciwieństwie do europejskich standardów. Bardzo często szanse dostają również szkoleniowcy znikąd, którym trudno byłoby o angaż na Litwie, Łotwie czy nawet w Estonii.

Kacper Krzeczewski

fot: gettyimges



[fbcomments]

Góra