Artykuły i felietony

Słowo na niedzielę: „Noblesse oblige czyli do roboty Panowie !”

Noblesse oblige to zwrot, który znaczy nic innego jak: „szlachectwo zobowiązuje” – do formy i treści, a tej próżno szukać – z małymi wyjątkami – na krajowym podwórku piłkarskim w połowie kanikuły, zwanej też sezonem ogórkowym. Mniej zorientowanych odsyłam na wszelkiej maści bazarki by utwierdzili się w przekonaniu, że w lecie ogórek króluje na rodzimym podwórku 😉

Piszę o tym dlatego, że nie widzę starań wynikających ze statusu – ani u działaczy ani u piłkarzy. Z dwoma wyjątkami, którymi są drużyny Górnika Zabrze oraz Arki Gdynia – te dwie drużyny grają na razie na miarę statusu, albo nawet powyżej. Górnicy z uporem maniaka kolekcjonują zwycięstwa w swej nowo wybudowanej twierdzy, i ja to rozumiem i pochwalam – tym bardziej, że kolejne 3 punkty i bramki zdobyli w kolejnym „wielkim” pojedynku. W sobotę pokonali bowiem Wisłę Kraków, z którą rywalizacja ma przecież piękną historię, która napisały nazwiska piłkarzy, którzy spotykali się przeciwko wspólnym przeciwnikom, w meczach reprezentacji. Wisła miała we wczorajszym meczu kilka atutów, a nazwiska Głowacki, Boguski, Małecki czy Brożek to przecież nazwiska byłych kadrowiczów bądź zawodników, którzy do kadry byli swego czasu mocno przymierzani. Górnik ma jednak nowy stadion, zbudowany po to by pomóc dzisiejszym zawodnikom przywołać piękne karty historii zabrzan. To przecież Górnik właśnie był legendarnym finalistą PZP (Pucharu Zdobywców Pucharów) w 1970 roku, to z Zabrza wyszły w świat talenty wybitnych reprezentantów, internacjonałów, medalistów MŚ czy IO – m.in.: Włodzimierza Lubańskiego, Jana Urbana , Ryszarda Komornickiego, Waldemara Matysika,  Jerzego Brzęczka, Aleksandra Kłaka i innych, na których bazowała Reprezentacja Polski w latach świetności.

Wisła miała swoje atuty, a Górnik swoje: wspomniane stadion i historię oraz energię underdoga i chęć zdobywania wszystkiego co się da – póki się da. Cechy te uosabia najlepiej Igor Angulo – pełnej krwi baskijski napastnik, który ma juz 5. bramek na koncie w bieżącym sezonie, i gdyby nie bezmyślne znokautowanie Malarza to miałbym do niego pełną sympatię – a tak, obserwuje z życzliwościa 😉  Grajek jest w Zabrzu od roku, i – póki co – uosabia euforie zabrzan z powrotu do najwyzszej klasy rozgrywkowej – gdzie ich miejsce – i z nowego stadionu….jak długo? nie wiem, ale nie sądze, żeby słynna zabrska „Torcida” naprawdę wierzyła, że ten sen będzie trwał do maja – przyjdzie czas na spadek formy i porażki, również na własnym obiekcie.

Drugą drużyną, która wstydu sobie nie robi jest Arka Gdynia, która po zaskakującym triumfie w PP, zgarnęła Legii Superpuchar i – zaskakująco – pokonała Duńczyków z Midtjelland, którzy dwa sezony wstecz byli z Napoli, Legią i Club Brugge w jednej grupie – wyszli z niej nawet z drugiego miejsca, by w kolejnej rundzie ulec 1:3 w dwumeczu z FC Liverpool. Arka zatem pokazała prawdziwy charakter i zadziorność rasowego zakapiora – czego życzyłem i co prognostykowałem w okolicznościowym tekście. Mimo, że nie mam w zwyczaju piać  z zachwytu na tym etapie – z oceną poczekam na rewanż – życzę Arce jak najlepiej – cynizmu: zamurować się na 20-16stym metrze i kąsać skutecznymi kontrami, by przywieźć do Gdyni sukces jakim niewątpliwie będzie wyeliminowanie rywala bardziej obytego w pucharowych potyczkach.

Cynicznego podejścia do własnych możliwości i wyniku zabrakło Legii w Astanie. Mająca w składzie trzech reprezentantów (Jędza, Pazdannaro i Mączyński) drużyna stołeczna, powinna była zamknąć się w końcówce meczu i dowieść niekorzystny ale względnie bezpieczny wynik 1:2 do końca. Tego oczekiwałbym po drużynie świadomej swoich ograniczeń, bo że takowe były zawodnicy musieli zauważyć – pierwszy gol padł po zagraniu na które rywal nie powinien był mieć czasu, a drugiego gola – po tzw. chłopskim zwodzie – strzelił Mistrzom Polski były gracz Zawiszy Bydgoszcz….

Wczoraj Legia miała – względnie – idealne przetarcie przed rewanżem z Kazachami. Idealne bo Sandecja nastawiła się na totalną defensywę  i twardą obronę korzystnego wyniku z czerwona kartką włącznie – to prawdopodobny scenariusz na środowy mecz. Względnie – ponieważ Kazachowie o niebo lepiej biegają i są znacznie lepsi technicznie od piłkarzy z Nowego Sącza.

I tutaj dramat – Legia przez ponad godzinę nie mogła sforsować szyków defensywnych gości, którzy grali w dziesiątkę – i chyba pierwszy raz na takim stadionie. Ok upał, mniejsza mobilizacja, zmęczenie podróżą z Kazachstanu albo żelazne „dzisiaj nie ma już słabych drużyn”. Chylę również czoła przed konsekwencją gości, ale Legię – Mistrza Polski – powinno być stać na natychmiastowe 2-3 przyspieszenia, błyskotliwe akcje, zabezpieczenie korzystnego wyniku i dalsze relaksowe klepanie piłki by nie przemęczyć się przed – bardzo istotnym dla przyszłości klubu – rewanżem w pucharach. Oczywiście, znam sytuacje że nie idzie, że świeżo po przedsezonowych zgrupowaniach, i w upale itd. Ale Legia ma tak kolosalna przewagę wszystkiego, że …powinny szybko zadecydować indywidualne umiejętności.

Legia ma na ławce Jacka Magierę, który wciąż jest jej największym skarbem – zwłaszcza po kolejnej transferowej dekonstrukcji zespołu i odejściu VOO a wcześniej Niko i Prijo – jak mawiało się na ofensywny duet warszawian. Wczorajszy mecz rozstrzygnęły indywidualne umiejętności – tyle, że tu kolejny zonk: Hamalainena i Kucharczyka (…)  Nie zamierzam się nad nimi pastwić, ale chyba każdy kibic Legii ma świadomość ich klasy i ograniczeń. Czy to na nich mamy stawiać w skutecznym pucharowym rewanżu? Też! Drużynie jednak, potrzebne jest sięgnięcie do głębokich rezerw przedmeczowej mobilizacji – Legia grać! od pierwszego do ostatniego zawodnika na murawie i ławce, wszyscy powinni podejść do środowego meczu, jak gdyby był to ich ostatni w karierze…..(nawet nie kończę żeby nie zapeszać;)

Działania adekwatne do statusu powinny także obowiązywać „górę”. Ileż to razy, kibice mają być świadkami – cytowanej wcześniej – dekonstrukcji transferowej, i to przeprowadzanej w imię „czegoś wielkiego”? Ile razy i wobec jakich oczekiwań, trener Magiera ma tworzyć grę ofensywną zespołu od nowa, na wiecznie rotujących nazwiskach? Gra i wyniki pierwszej drużyny to wizytówka klubu, filozofii jego funkcjonowania. Działacze bardzo by chcieli osiągnąć „poziom bałkański” – w którym ceny eksportowanych piłkarzy (nawet tych młodszych czy mniej pierwszoplanowych) nie schodzą poniżej 5-ciu milionów Euro. Nie osiągnie tego poziomu rozpoznawalności czy wartości marki Legia, która rokrocznie czołga się zasapana w sierpniu, z powodu odejścia jej kluczowych zawodników, którzy doprowadzili ją do pewnego poziomu. Taki „Syzyfowy motyw”. Potyczki z Realem czy BVB nie dały Legii tyle, co awans do EL po zwycięstwie nad Sportingiem Lizbona – uznaną firmą europejską, która od lat , regularnie dostarcza „ludzkiego paliwa” możnym piłki. Legii po prostu nie wypada już schodzić poniżej pewnego poziomu, który wczoraj uosabiał – niestety – nieporadny Hlousek, który – swoja lepszą nogą – potknął się i przewrócił o piłkę, zupełnie nie atakowany przez rywala – trochę zgroza w kontekście rychłej pucharowej potyczki z zadziornym rywalem. Większa część zespołu wcale nie wyglądała lepiej od ofensywnie grającego czeskiego obrońcy – zawodnicy Sandecji to twarde chłopiska, ale fizyczna indolencja „Wojskowych” była dość niepokojąca.

Nie mieszkam w Poznaniu, i mniej interesują mnie chwilowo  – podobne – kłopoty Lecha. Legia w zeszłym sezonie stworzyła fajny kolektyw zawodników, którym dobrze się razem grało, ludzi, którym dobrze się żyło w Warszawie, obcokrajowców, którzy znakomicie funkcjonowali w Polsce. Szkoda, że nie potrafiono wykorzystać tego potencjału a wszystkie „zrobimy wszystko, żeby został z nami” – okazały się zwykłymi, pustymi frazesami. Parę złotych więcej i może jeden z drugim by został, a Legia już wkrótce eksportowałaby – z dumą – młodych bramkarzy i innych absolwentów szkółki…za te wymarzone kwoty. Czy możliwość ogrywania się młodzieży przy dobrej klasy obcokrajowcach to nierealna perspektywa? Do tego potrzeba dwóch elementów, między którymi jest – przysłowiowy – znak równości: czasu i pieniędzy.

„Żeby wyjąć, trzeba jednak włożyć” – a tego na razie nie widzimy: ani wysiłku na boisku, ani odpowiedniego myślenia u działaczy, którzy regularnie utrudniają zadanie trenerowi, który znosi to z anielską cierpliwością i królewską skromnością. On jeden wie, co znaczy „Noblesse oblige” – reszcie, powiedzmy krótko: Panowie, do roboty, Legia grać!!!

 

Zdjęcie: Futbolfejs.pl

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language