Blog Maćka Iwańskiego

Testament Cruyffa, czyli Ajax znowu może być wielki

Kim był Johan Cruyff dla futbolu, nie ma co pisać. Szczęśliwi ci, którzy pamiętają go z boiska. Jako trener osiągnął nawet więcej, niż w roli genialnego piłkarza. Pozostał inspiracją dla co najmniej kilku następców, jak każdy geniusz swoją pracą wyprzedzał epokę. I niejako przy okazji, tuż przed śmiercią, Cruyff „naprawił” swój ukochany Ajax Amsterdam.

Kiedy Legia Warszawa wylosowała Ajax, wielu odtrąbiło, że to losowanie idealne. Po dwumeczu z klubem z Amsterdamu panował niedosyt. Nie widzę jednak żadnej szansy, że w ciągu najbliższego czasu mistrz Polski, ktokolwiek nim będzie, w spotkaniu z nim będzie faworytem. Ajax wrócił na ścieżkę, którą wytyczył dlań Johan, nazywany boskim. Choć fani Barcelony zawsze mogą twierdzić, że Cruyff jest przede wszystkim legendą ich klubu, najpierw rzucił świat na kolana w barwach klubu ze swojej ojczyzny.

Komentowałem w Wielki Czwartek mecz amsterdamczyków z Schalke Gelsenkirchen w ćwierćfinale Ligi Europy. Kamery jak zwykle, pokazując nieprzebrany tłum na trybunach, nie ominęły napisów ”Na zawsze Johan Cruyff. Na zawsze numer 14”. To On pokazał Amsterdamowi jak piękny może być futbol, On dał mu zwycięstwa i triumfy. On wreszcie wymyślił futbol totalny – wspólnie z niezwykłym trenerem, Rinusem Michelsem, a swoją filozofię przełożyli potem na FC Barcelonę. Młodych kibiców Barcy, która historię ma przebogatą, uczyłbym właśnie o zmarłym w 2005 trenerze Johana. By zrozumieli, że bez Cruyffa nie byłoby m.in. Pepa Guardioli i La Masii, takiej, jaką znamy, ale bez Michelsa nie byłoby Cruyffa.

Wpływ JC na Ajax i Barcelonę, był przemożny. Tuż przed śmiercią Johanowi bliżej było do rodzinnych stron, między innymi dlatego, że w Katalonii nie zawsze wiały dla niego pomyślne wiatry. Jego syn Jordi, dyrektor sportowy, ściągnął do Maccabi Tel-Aviv trenera Petera Bosza. Nie było to wielkie nazwisko. Ot, były piłkarz kojarzony z Feyenoordem, gdzie grał w latach 90tych. Nieźle poszło mu jako trenerowi w Vitesse Arnhem. Bosz poradził sobie w Tel-Avivie bez zarzutu. Nie przegrał żadnego z dziewiętnastu meczów, wygrał piętnaście z nich. I wtedy, do Jordiego zadzwonił ojciec. Ajax wiedział, że odejdzie aktualny trener i szukał nowego. Potrzebował powrotu do korzeni, po latach defensywnego stylu.

XXI wiek nie jest złotym dla amsterdamskiego klubu. Ostatni sukces przyszedł, gdy Patrick Kluivert miał osiemnaście lat. W finale Ligi Mistrzów 1995 zdobył zwycięską bramkę. W ataku Ajaxu wybiegł przeciwko drużynie z Bundesligi jego siedemnastoletni syn, Justin. W tym roku przypada dwudziestolecie ostatniego półfinału, w jakim grał holenderski klub. W 1997 roku Puchar UEFA wygrało…Schalke. Ajax w ostatnich latach stracił renomę. Frank de Boer zepchnął go piłkarsko do mroków średniowiecza. Kibice tęsknili za efektownym, ofensywnym pomysłem. Za czasami romantycznej drużyny, która porywała tłumy. Dlatego rozmowa Johana z Jordim dotyczyła Petera Bosza. W jej efekcie trener Maccabi na tydzień zamieszkał w domu Cruyffa. Dziś, wspominając długie rozmowy z Johanem, Bosz mówi z wdzięcznością, że nauczył się o futbolu, ale i o życiu więcej, niż kiedykolwiek mógł przypuszczać.

Johan Cruyff upewnił się, że trener Maccabi może zrealizować jego filozofię. Krótko przed śmiercią wystawił mu rekomendację. Ajax podjął decyzję. Franka de Boera, który zamieniał Amsterdam na Mediolan, zastąpił przed startem aktualnego sezonu Peter Bosz. Cruyffowi nie było dane zobaczyć odrodzenia swojej idei, ale Ajax z ostatnich meczów na pewno by mu się podobał. Fenomenalny pressing, dyscyplina połączona z niezbędną dawką improwizacji, swoboda i nienaganna technika. Do tego młodość. Kluivert i Matthijs de Ligt mają siedemnaście lat, David Neres, Donny van de Beek dwadzieścia, Andre Onana, Davinson Sanchez dwadzieścia jeden… Znakomity Amin Younes dwadzieścia trzy, strzelec goli Davy Klaasen oraz nieszablonowy Hakim Ziyech po dwadzieścia cztery. Najstarszy Nick Viergever ma lat dwadzieścia siedem. Wygrali dwa do zera, a gdyby nie olśniewający w bramce gości Ralf Fahrmann byłoby co najmniej dwa razy tyle.

Nie wiem, czy Ajax znajdzie się w półfinale, bo nie takie przewagi niewiele znaczyły w rewanżu. Na pewno jednak ten zespół stać na przywrócenie klubowi wielkości, jeśli tylko oprze się ofertom za najlepszych. Wówczas ich styl znów wzbudzi powszechny zachwyt. Styl będący testamentem Johana Cruyffa, którego myśl można odnaleźć w co najmniej kilku miejscach, gdzie gra się w piłkę, ale najbardziej w jego rodzinnym mieście. Po wygranej w lidze z NEC Nijmegen 5:1 Bosz powiedział: „Jako entuzjaście futbolu, podobało mi się w tym meczu dużo”. Te same słowa skierowałbym pod adresem Ajaxu na koniec czwartkowej rywalizacji z Schalke. A tak przy okazji, mówiąc o spuściźnie Johana Cruyffa, który miał obsesję formowania zawodników według swojego pomysłu i wychował pokolenia, warto przez chwilę zastanowić się nad tym, że przeciwko zespołowi z Niemiec w składzie amsterdamskiej szlifierni piłkarskich diamentów po raz 1650. z rzędu (sic!) pojawił się choćby jeden wychowanek. Seria ta zaczęła się w 1982 roku.

Johan Cruyff, czyli non omnis moriar.



Komentarze

komentarze


Góra
select language