Artykuły i felietony

Transfery a głód piłki

Okno transferowe jako kroplówka dla wygłodniałego kibica

Grosicki w Bundeslidze! Wcale nie, bo zostaje w Premier League – w dodatku zagra tam z Lewandowskim, którego chce Chelsea/Manchester Utd. (niepotrzebne skreślić). Chyba, że wyląduje w Juventusie razem z Grzegorzem Krychowiakiem i Wojciechem Szczęsnym…

Można się zastanawiać, czy to przez upały, ale internet opanowała gorączka letniego okna transferowego. Najgorętsze polskie nazwiska? Krychowiak, Szczęsny, Grosicki i jak zwykle Lewandowski.

Pierwszy musi znaleźć klub, bo strata kolejnego sezonu oznaczałaby dla niego niechybny zjazd o kilka poziomów. Drugi ma dylemat: grzać ławę jeden sezon, i to przed mistrzostwami świata, ale potem zostać następcą jednego z najlepszych bramkarzy w historii, czy szukać szczęścia w innej lidze. Trzeci spadł ze swoim klubem z Premier League, ale pozostawił po sobie takie wrażenie, że ponoć nie musi się martwić o pracodawcę. Do plotek związanych z Lewandowskim polski kibic zdążył się już przyzwyczaić. Co rusz jest on wciskany do któregoś z wielkich klubów. W tym roku jednak spekulacje zaczęły się wyjątkowo wcześnie. Po rewanżowym meczu między Realem Madryt a Bayernem Monachium w ćwierćfinale Ligi Mistrzów Cristiano Ronaldo i Sergio Ramos ponoć namawiali Polaka do przenosin do „królewskich”. Źródło rozmowy, jak i język, w którym ją przeprowadzono, pozostają nieznane.

O ile na co dzień kibice piłkarscy spotykają się z lekceważeniem swojej pasji i trudnościami, jak ją racjonalnie wytłumaczyć, to okienko transferowe z góry stawia ich na przegranej pozycji. Jak można ekscytować się tym, że ktoś wydaje nie nasze pieniądze? Jak można klikać w każdy tytuł typu „Polski piłkarz w Barcelonie!”, po czym dowiadywać się, że „blaugrana” wcale nie wyjęła za miliony euro z Legii Pazdana, tylko jej sekcję piłki ręcznej zasilił któryś z naszych szczypiornistów? Co to za różnica, czy Lewandowski będzie grał w Bayernie czy w Realu (poza oczywiście kibicami tych drużyn)?

Nie, po prostu w okresie transferowym futbol traci jakiekolwiek pozory racjonalności. Sagi transferowe kibice obserwują z zapartym tchem. Co więcej, prezesi klubów niejednokrotnie zachowują się nie jak na szefów wielkich biznesów przystało a jak kibice piłkarscy właśnie. Licytują, grożą, chodzą na dziesiątki spotkań, przeklinają agentów a na koniec przepłacony transfer obwieszczają jako swój wielki sukces. Kibice to oczywiście kupią, bo futbolu nie ceni się za racjonalność tylko za element baśniowy. Dlatego tym chętniej wysłuchają deklaracji nowego zawodnika, że od dziecka marzył o zakładaniu koszulki tego właśnie zespołu i dlatego moment podpisania kontraktu to jego najszczęśliwsza chwila w życiu.

Kiedy mówimy o prezesach, trzeba spojrzeć na ich osobną kategorię. Mam na myśli prezesów z Premier League. Oni za to zachowują się jak pracownicy jednostek budżetówki, które mają do wydania w danym okresie konkretne pieniądze i jak ich nie wydadzą, to przepadną a na następny rok dotacje zostaną obcięte. W efekcie kupują jak szaleni ostatniego dnia okienka transferowego. Niejednokrotnie ogromne deale są zamykane na chwilę przed północą. Nawiasem mówiąc, jest to najlepszy komentarz do opowieści o współczesnych klubach jako o korporacjach, które jak najmniej pozostawiają przypadkowi a przed zdecydowaniem się na jakiegoś zawodnika czy trenera, obserwują go latami….

Dla kibiców (no i dla mediów) okienko transferowe to idealne wręcz zapełnienie futbolowego sezonu ogórkowego. Piłkarze są na urlopach, albo zgrupowaniach, we wszystkich rozgrywkach trwa przerwa. Ewentualnie rozgrywane są drugorzędne z punktu widzenia piłki turnieje, jak trwające właśnie u nas młodzieżowe Euro czy Puchar Konfederacji w Rosji. A przecież fan futbolu jest uzależniony od emocji. Zamiast więc nerwowo spoglądać na boisko bądź w telewizor, z podobnym rozedrganiem przegląda piłkarskie portale. Te również nie chcą tracić ruchu, który mają zapewniony w pełni sezonu. Stąd tysiące tytułów-clickbait’ów i powtarzania po dziesięć razy niesprawdzonych plotek. Pamiętacie Jakuba Wawrzyniaka w Juventusie za 8 mln euro?

I chodź wiemy, co nas czeka, to klikniemy. Z przyzwyczajenia. Albo z futbolowego głodu.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language