Artykuły i felietony

Transformersi Enrique ośmieszyli gwiazdy Szeików. Duma Katalonii uratowana!

Historyczny wymiar sukcesu Barcelony, która słowu „remuntada” nadaje nowy, wspaniały wymiar. Anihilacja paryżan stała się faktem.

„Czas goi rany ” to pierwsze co przyszło mi do głowy a propos wczorajszego meczu. Gdy trzy tygodnie temu paryżanie rozbijali w pył Katalończyków, pisałem o końcu cyklu i całkiem realnej, transferowej dekonstrukcji zespołu, który dał się „przykryć czapką” młodzieży pod wodzą Unaia Emery’ego. Kiedy wczoraj przeglądałem francuską prasę nie mogłem uwierzyć: między wierszami wyraźny był defetyzm – śmiem twierdzić, że gracze PSG przegrali ten mecz w głowach, zanim wyszli na boisko. Napisałem nawet przed meczem do redakcyjnego kolegi: „Panie Piotrze oni gotowi to przegrać”

Złapani na wspólnej pizzy gracze PSG: Meunier, Verratti i Draxler,  nie byli specjalnie bojowo nastawieni, nie biła z nich pewność siebie. „Jednego to im strzelimy na pewno” – deklarował Draxler. „Wtedy będziemy mogli przegrać 5:1″ i awansować – wtórował mu Verratti.  „Bądźcie gotowi na cierpienie” – ostrzegał swoich graczy Unai Emery a L’Equipe nazywał mecz „Próbą Siły” – w mediach pojawiało się również określenie „Crash Test„, który młodzi zawodnicy PSG oblali z kretesem, stając się pośmiewiskiem. Nikt wcześniej nie roztrwonił takiej przewagi w meczach LM.

W trzy tygodnie zawodnicy Barcelony i sam trener Enrique, wrócili z bardzo dalekiej podróży. Barca z pierwszego meczu była bezbarwna, nijaka, przegrała zasłużenie i naprawdę niewielu (nawet jej zagorzałych fanów) widziało szanse na skuteczny rewanż. W pierwszej chwili, bo zbawienne okazały się trzy tygodnie dzielące obydwa mecze. PSG niczym nie zachwycało w lidze, trener zastosował rotacje, nie przejmował się brakiem stylu, a Barcelona się rozkręcała, i gdy w swoim stylu efektownie i wysoko pokonała w lidze Celte Vigo, w katalońskich mediach uwierzono w odrobienie strat, a we francuskich widmo porażki stało się faktem, który zaistniał w głowach młodych graczy PSG.

Trzy pierwsze bramki bez cienia wątpliwości dowodzą wielkiego usztywnienia i niepokoju z jakim paryżanie przystąpili do meczu: w 3′ Suarez wykorzystał zamieszanie w polu karnym i będąc w towarzystwie trzech obrońców, wyskoczył najwyżej z nich by skierować piłkę do bramki. 1:0, Barca grała swoje a PSG nie dawało rady – po 15′ gry Draxler i Matuidi mieli już po żółtej kartce a w 40′ Kurzawa w kuriozalny sposób interweniuje tak niefortunnie, że daje Katalończykom gola na 2:0. Niecałe 5′ po przerwie – kolejne kuriozum: wspomniany wyżej Meunier przewraca się o własne nogi i wpada pod rozpędzonego Neymara – prześmieszny, ale jednak faul i rzut karny na 3:0.

Gdy po godzinie gry Edson Cavani zmroził Camp Nou golem na 3:1, wydawało się przez chwilę, że drużyna Szeików otrząśnie się i dowiezie jakiś korzystny rezultat do końca. Nic takiego nie nastąpiło, zabrakło umiejętności, osobowości oraz trochę szczęścia. Mecz trwał do 95′ minuty a w ostatnich ośmiu paryżanie stracili kolejne 3. gole – w tym kolejnego z rzutu karnego, którego – po prawdzie – równie dobrze mogło nie być (Marquinhos ledwo dotknął ręką rywala, Suarez „zagrał ofiarę” faulu, a sędzia wskazał na „wapno”).  Dobrze się jednak stało, bo wynik 5:1 premiowałby francuski klub, który z przebiegu meczu na awans kompletnie nie zasłużył. Paryżanie, jak i Katalończycy – przeszli kompletną transformacje i zamienili się rolami. Tak jak w pierwszym meczu Barcelona, tak w rewanżu to oni byli nijacy, zagubieni, niepewni siebie, nieskuteczni….i dlatego przegrali. Czapki z głów, za pracę, jaką wykonano z drużyną w Barcelonie – „dwója” za ten sam element dla sztabu przeciwnej drużyny. „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”, to stare piłkarskie powiedzenie, również premiuje awansem Barce, a w jego myśl, paryżanie chcieliby zapewne by środowy mecz został wykasowany – z ich pamięci oraz annałów.

Barcelona dała kibicom na całym świecie wspaniały prezent, gracze „blaugrana” pokazali piękny i skuteczny futbol, pokazali że zawsze warto i trzeba się starać, bez względu na rozmiary porażki – zawsze jest szansa na odrobienie strat, utwierdzili nas w przekonaniu, że futbol kochamy za nieprzewidywalność a słowo „remuntada” za jego magiczne znaczenie.

 

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language