Artykuły i felietony

W oczekiwaniu na kolejny cud (który się nie zdarzy?)

Sędzia Marciniak staje się powoli „etatowym katem” Barcelony, bo jak inaczej – choć żartem oczywiście – odebrać bilans, w którym w dwóch meczach prowadzonych przez Polaka, „Blaugrana” ponosi porażki tracąc łącznie 7 goli?

„Mas que un club” – to niemal statutowe hasło Barcelony dowodzące wyjątkowości tej organizacji. Trzeba jednak zauwazyć na jak wyjątkowe próby wystawia ostatnio Duma Katalonii swoich kibiców. Mecz 1/8 finału LM i 0:4 w Paryżu, by po kilku tygodniach obajwić światu cudowną redefinicje określenia „remuntada” i awansować do ćwierćfianłu, w którym znowu spektakularna porażka – tym razem 0:3 w Turynie.

Katalończycy są na huśtawce formy, na która wsiedli by przeplatać występy absolutnie genialne z takimi, po których najlepiej spuszczać kurtynę milczenia. Dotyczy to zarówno występów ligowych jak i rogrywek LM. Gdy remis w derbach Madrytu ponownie „otworzył” kwestie walki o tytuł La Liga, Barcelona przegrała z Malagą 0:2 i nadal traci do „Blancos” 3 punkty. To niebywałe i zupełnie niepodobne do DNA takiej drużyny, która zazwyczaj gdy „czuje krew” pokazuje wszystkie swoje najlepsze cechy, ćwiczone w słynnej akademii La Masia „od maleńkości”.

„Każdemu możemy strzelić cztery gole” – peroruje dzisiaj Luis Enrique w wywiadach, silny doświadczeniem cudownego rewanżu z PSG. Owszem – Messi, Suarez i Neymar to trójząb fenomenalony i zdolny do rzeczy wielkich. Moim zdaniem jednak – nie tym razem. Składa się na to kilka czynników, których wspólnym mianownikiem jest czas.

Po pierwsze: kilku katalońskich bohaterów dobija do końcowej przystani przygody z wielką piłką w bordowo granatowej koszulce. Mascherano fizycznie to nie ten sam zawodnik, który swego czasu w pojedynke zatrzymywał ofensywne zapędy rywali, Pique coraz cześciej kryje „na radar” – a to jak wiadomo, bywa ( i jest) zgubne. Iniesta to utytułowany i mocno wyeksploatowany 33latek, który zagrania genialne przeplata momentami, w których nie wiadomo, że jest w ogóle na boisku. Rakitić coraz częsciej udowadnia, że w Barcelonie jest na zasadzie meteorytu – hitu jednego sezonu. Messi kończy w tym roku 30 lat, i coraz częściej widzę u niego na twarzy zniecierpliwienie. Trzeba pamiętać, że nawet najzacniejsze grono, może wywołać potrzebę przewietrzenia się i poszukania nowych wyzwań. Leo ma Barce we krwi gdyż – podobnie jak Iniesta – jego dzisiejsze ruchy na boisku to żywa adaptacja systemu gry zaszczepianego – wszystkim rocznikom jednakowo – w słynnej akademii. Wyzwaniem dla niego może być inna rola na boisku (przesunięcie bliżej środka pola) lub transfer. Na pewno dodatkowo ciut frustruje go tytuł „najlepszego piłkarza świata” – bez tytułu światowego czempionatu ( a na to póki co się nie zanosi, gdyż reprezentacja Argentyny prezenuje formę adekwaną do dyspozycji i kondycji finansowej…tamtejszej federacji).  Nie grał wczoraj Busquets, ale jemu przyklejam podobna łatke co Inieście, z zastrzeżeniem, że jest ciut młodszy. Z takimi niedoskonałościami z tyłu i w środku pola, Barceloński atak marzeń sam kluczowych meczów w LM nie wygra.

Barcelona miała wczoraj swoje szanse – zwłaszcza Iniesta po genialnym, penetrującym, blisko 25 metrowym (w gąszcz obrońców)  podaniu Messiego – ale na drodze do siatki stoi w bramce Juve Gianluigi Buffon – a on też doskonale wie czym jest czas. Czas najwyższy dla niego na zakończenie kariery, najlepiej triumfem w LM. To chyba ostatnia szansa – drużyna jest wprawdzie genialnie zestrojona przez trenera Allegriego, ale mówi się, że jest on żelaznym kandydatem do objęcia schedy po Wengerze w Arsenalu. Nie byłoby to dziwne – ostatnie 6 mistrzostw Serie A to łup dzisiejszego szkoleniowca Juve. Pięć „scudetti” z bianconeri i jedno z Milanem – to wystarczające powody by szukać nowych wyzwań, tym bardziej, że rodacy (Conte i Ranieri) pokazują jak doskonale sprawdza się „Italian Job” w Anglii.

Głód triumfu w LM jest w Turynie wielki. Słyszy się to i czyta w niezliczonej ilości wywiadów i komentarzy, które krążą wokół „Starej Damy” .Dodatkowym smaczkiem ćwierćfinałowej rywalizacji jest jej rewanżowy charakter. Wszak dwa finały wstecz Barca pokonała (gładkim 3:1) w berlińskim finale Juventus właśnie.  Sukces na arenie międzynarodowej to element, którego brakuje trenereowi, którego poczatkowo witano w Turynie chłodno – podobnie miał Carlo Ancelotti – jako „człowieka Milanu”. Dopero 5 tytułów mistrzowskich z rzędu zmieniło ten stan, a jakość wypracowana na boisku potwierdza trenerską klasę. Obrona, którą żywcem i w całości wziąłby każdy top klub na świecie, (z – niechcianym w Barcelonie –  Dani Alvesem przeżywającym druga młodość). Świetnym środkiem pola, w którym nie widać straty po sprzedanym do MU Pogbie. Nowym i jakże skutecznym pomyśle na Cuadrado i Mandżukicia (ktos pamięta/uwierzy, że był to klasyczny środkowy napastnik, wygryziony z Bayernu przez RL9?). W końcu –  genialny „little Messi” czyli Paulo Dybala, którego gole i zagrania coraz częściej wskazują, że porównania do Leo wcale nie są komplementami na wyrost. Nie zapominajmy też, że Dybala gra i strzela tak pięknie bo miejsce robi mu „Pipita” Higuain, który wciąż jest strzelcem klasy światowej. A dodatkowo pamiętajmy o „szkole Juve” – tam zawodników dobiera się również pod względem charakteru, a tej cechy zabrakło paryżanom, by skutecznie dowieźć czterobramkową przewagę do ćwierćfinału. Gracze Juventusu się nie przestraszą i o ile utratę bramek na Camp Nou mają w programie, to na pewno też coś ustrzelą, a na pewno będą wiedzieli jak systemowo i całym zespołem – poprzeszkadzać gospodarzom. W ogóle układ doskonały dla włoskiej piłki. Przyjmować ataki i kontrować – wymarzona sytuacja.

Ostatni element związany z czasem – w poprzednim dwumeczu, obydwa spotkania dzieliły od siebie trzy tygodnie, w których Barcelona zdołała się podnieść psychicznie, fizycznie, wygrać efektownie z Celtą Vigo i trafić na przerażone PSG. W skutecznym rewanżu, jednak,  należy UCZCIWIE przypomnieć, znaczącą rolę odegrały decyzje i postawa sędziego, którego zresztą zawieszono z dalszego sedziowania w tegorocznej LM. Tym razem rewanż już za tydzień, a więc mało czasu na skuteczny reset drużyny, i mniejsze szanse na jakies kontuzje u rywala ( Juve prowadzi z duża przewagą w Serie A i terener da odpocząć pierwszoplanowym postaciom).

Piłke kochamy za nieprzewidywalność, a Barcelona w rewanżu z PSG tę cechę uosobiła najpiękniej. Czeka nas pasjonujące widowisko, pojedynek „wyszkolonej spontaniczności” z taktyczną doskonałością, której nie obce są skuteczne i widowiskowe zmagania z najlepszymi napastnikami. Do znudzenia mógłbym oglądać półfinałowe mecze sprzed dwóch lat gdy turyńskie BBC (Barzagli-Bonnucci-Chiellini) pokazało mistrzowską wyższość nad madryckim Benzema-Bale-Cristiano.

Nie sądzę też by wyszli na boisko spętani strachem przed jego ogromem ( tak tłumaczyli sie niektórzy gracze PSG – nota bene pole gry na Camp Nou jest takie same jak na Warszawskim Stadionie Narodowym: 105 x 68m). Stawiam, że raczej wracać będą w nastrojach, które najlepiej opisuje nazwisko trenera. Allegri  znaczy bowiem:  radośni.

P.S – no chyba, że dogrywka i karne ( na co troszkę, jako kibic Interu,  liczę 😉

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language