Blog Maćka Iwańskiego

Webb na karku, czyli sorry Howard

Chyba każdy, kto dziewięć lat temu miał świadomość, że Polska gra na Euro 2008 zapamiętał jego twarz i nazwisko. Przez chwilę był najbardziej popularnym Anglikiem nad Wisłą. Teraz zrobił tour po naszych redakcjach, by wypromować swoją książkę. Howard Webb jest przykładem na to, jak bardzo się pomyliliśmy.

Owiany sławą mecz w Wiedniu spędziłem w strefie kibiców. TVP nie miała wówczas praw do transmisji mistrzostw Europy, ale badania wykonane po turnieju pokazały, że ponad połowa Polaków swoją wiedzę o nim czerpała z serwisów newsowych Telewizji Polskiej, więc ekipa Jacka Kurowskiego i moja zwijały się jak w ukropie. Ledwie kilka minut po końcowym gwizdku ciskałem gromy na Webba podczas łączenia się ze studiem Panoramy TVP2. Wściekły przeciskałem się przez tłum triumfujących kibiców austriackich (uratowany remis wywołał w nich euforię). Gdy tylko skontaktowałem się z jednym z najlepszych angielskich dziennikarzy, Jonathanem Wilsonem, wyładowałem złość na Webbie tłumacząc koledze, że ten łobuz bezczelnie okradł nas z historycznego zwycięstwa.

Jonathan zdumiony szybko wytłumaczył mi, że jest odwrotnie. Gol dla Polski padł ze spalonego, a rzut karny podyktowano zgodnie z obowiązująca wtedy wykładnią. Przyjęcie tych argumentów zajęło mi jakieś pół roku. Szczerze mówiąc, każdemu kogo znam zajęło to długi czas. Chcemy widzieć rzeczywistość zgodną z naszymi oczekiwaniami i percepcją. Nic odkrywczego. Futbol ma w sobie taki ładunek ego, że trudno się o nim czasami dyskutuje. Przy każdym meczu i zjawisku, aż roi się od besserwisserów, co jest szczególnie jaskrawe w czasach internetu. Opinie nic przecież nie kosztują. Każdy uważa, że jego racja jest najważniejsza i jedyna.

Dziś Webb, którego wątek w filmie dokumentalnym o sędziach na Euro 2008 urósł do rangi głównego („Zabić sędziego”, polecam) nie jest już czarnym charakterem numer jeden. Mało tego, we wszelkich wywiadach pokazał się jako dość surowy wobec siebie, zdystansowany człowiek. Nie napuszony pozer, szukający władzy nad innymi, jak chcieliśmy go widzieć. Po karierze i bez boiskowej maski trudno go nie lubić. Oberwał od nas, choć czas pokazał, że niesłusznie. Sędziowie, którzy fałszywie gwizdali półfinał mistrzostw Świata w Katarze w piłce ręcznej (specjalnie pomijam nazwiska tych niegodziwców) zrobili za to nieporównywalnie więcej złego, ale przyjechali do Polski na następny mecz i włos im z głowy nie spadł. W końcu, wbrew obiegowym opiniom i stereotypom o nas, mamy w sobie dużą dawkę rozsądku. Tylko trzeba, by kurz bitewny opadł.

No właśnie. Przed nami ostatnie dni sezonu ligowego. Walka o tytuł, spadek, awans, gra w barażach – to wszystko przyniesie atmosferę sportowej wojny. Z wyprzedzeniem wiemy, że Twitter będzie płonąć, media pójdą śladem każdej kontrowersyjnej sytuacji. Zresztą nie trzeba do tego ostatnich meczów ligowych. VAR, reforma Lotto Ekstraklasy, Napoli nie puszcza Milika i Zielińskiego na Euro u-21, sędziowie wypaczają wynik baraży o Bundesligę… To tylko tematy z jednego dnia, czwartku. Będzie jeszcze bardziej nerwowo, więc w miarę możliwości starajmy się w tym zbliżającym się szaleństwie mieć Webb na karku. Słowa mają moc, także krzywdzenia w imię własnych emocji. Sorry, Howard. Bez urazy. Takie były czasy.

Komentarze

komentarze

Najczęściej czytane

Góra
select language