Artykuły i felietony

Zacząć myśleć i odbić się od DNA

Nie potrafię się cieszyć, kiedy połowa ligi ma ujemny bilans bramkowy a Mistrz Polski nie może spokojnie odebrać honorów związanych z tytułem – zresztą, jaką one mają wartość w takich okolicznościach? Mam tylko nadzieję, że to wszystko przysłuży się jakiejś lepszej przyszłości. Ewolucja lubi przecież zaczynać się od wybuchów.

Policja interweniowała w Hamburgu, gdzie kibice drastycznie zareagowali na wyniki swoich ulubieńców – HSV spadł z Bundesligi po raz pierwszy w historii. Nie pierwszy raz zawiódł swoich kibiców Lech Poznań, i ostatni mecz sezonu Ekstraklasy nie dotrwał do 90′ minuty. Został przerwany, był dym, wściekli kibice na murawie, policja, dyskwalifikacja, zamknięcie obiektu, skandal, zgorszenie i hasła wzywające do skończenia z bandytyzmem na trybunach. Ktoś fizycznie ucierpiał? Nie – to nie było Heysel, to był protest przeciwko beznadziejnej postawie drużyny. Znowu się komuś narażę, ale czym różni się przerwanie meczu z wtargnięciem na murawę od zablokowania miasta czy rzucaniu czym popadnie w policję – w proteście przeciwko kiepskim politykom? Rozwinięcie myśli wkrótce.

Sezon ligowy był kiepski i tak się skończył. Najpierw wszystkie drużyny odpadły w przedbiegach europejskich pucharów, potem prezentowały żenująca dyspozycję. Kłócili się w mediach właściciele, piłkarze arogancko zakładali się z dziennikarzami o whisky,a ci drudzy epatowali potem wygraniem zakładu. Zwalniano dobrych trenerów a zatrudniano dziwnych, czołowe drużyny hurtowo traciły punkty, kluby nie potrafiły zabezpieczyć imprez a spółka zarządzająca rozgrywkami ośmieszyła się decyzją o zmianie miejsca fetowania tytułu. Tak w telegraficznym skrócie wyglądał sezon w rodzimej lidze finalisty MŚ, który 6 lat temu zrobił cywilizacyjny skok przy okazji ME. Mamy stadiony, których zazdroszczą nam np. Włosi, mamy reprezentantów grających w coraz lepszych klubach. Z kiepskiej ligi wyjeżdża za granicę coraz więcej zawodników, którzy potrafią się przebić do składów przyzwoitych drużyn. A nie potrafimy wygrać z bezmyślnością na krajowym podwórku.

Czy pobłażam awanturnikom? Nie, ale wiem, że funkcjonują oni na stadionach w ramach jakiegoś systemu, który tworzą włodarze ligi i właściciele klubów. Najgorętsza kibicowska krew ma opinie kiboli, bandytów i wroga publicznego nr 1. Pięknie się sprawdzają robiąc atmosferę, nie żałując gardeł przez 90′ minut gry, tworząc fantastyczne oprawy, które idą w świat i są wyróżniane w plebiscytach uznanych mediów. Naganne i karygodne jest strzelanie racami w sektory rywala, palenie infrastruktury czy wkraczanie na murawy – o biciu się nie wspomnę, stadion nie do tego służy. Przywykliśmy mówić, że sport i piłka nożna są apolityczne i łączą. Czy aby na pewno?  Tak jest  najczęściej w przypadku drużyny narodowej, co zobaczymy za miesiąc przy okazji MŚ. Zaznaczmy jednak, że nie zawsze – wystarczy, że przypomnę o odwiecznych animozjach i awanturach Anglików czy Holendrów z Niemcami – żeby tylko zacytować z brzegu, ale z tzw. cywilizowanej Europy. Napomknę też o „nie politycznym charakterze” awantur rosyjskich kibiców na Euro 2016.

Czy podobnie jest w przypadku piłki klubowej? Nie – co klub to obyczaj. Piłka klubowa ma swoją politykę bardzo wyraźną  – jedni nie lubią drugich, trzecich nie tolerują a z czwartymi się bratają. To na poziomie trybun – a w gabinetach? Skąd jeśli nie z polityki  klubowej wzięło się określenie „spółdzielni”? Zawodnicy nie mają swojej polityki? A gra na zwolnienie trenera czym jest? A podłożenie się rywalowi? Czym była „Afera Fryzjera” jeśli nie realizacją pewnego rodzaju polityki środowiska sędziowskiego, skumanego z wybranymi trenerami i zawodnikami?  Dzisiaj kilka narzędzi rynkowych daje też możliwości samym zawodnikom. Zbyt często zasadne staje się stawianie pytań i podejrzeń o ich możliwe nadużywanie.  Nieuczciwi sędziowie i „fryzjerzy” nie mają już monopolu na taką politykę.

A kibice to widzą, tak samo jak piłkarzy korzystających z życia…zwłaszcza nocnego. I czasami kibice mówią dość – jak elektorat. Stadionowy vox populi też potrafi uderzyć pięścią w stół – tylko to gorszy bardziej niż protesty robotników czy bezrobotnych na ulicach. Dlaczego? Bo na stadiony zabieramy nasze dzieci, mówimy ich matkom, że są tam bezpieczne  i idą oglądać coś wyjątkowego. To samo z dziećmi, które oglądają mecze w TV,  ze swoimi dziadkami i rosną w przeświadczeniu, że „sędzia był przekupiony”, albo jakiś niejasny, czyjś interes, spowodował, że nie wygrała drużyna, która wyglądała lepiej – abstrahuje od kwestii stricte sportowych. Mali chłopcy chodzą do szkółek piłkarskich, znają zasady, a potem widzą nie dyktowane karne. Dlaczego tak ma być?

Tego mi brakuje w oglądzie sytuacji: świadomości, że to nie jest tylko biznes mediów, menadżerów i piłkarzy – to pewnego rodzaju dobro społeczne, świadczące o poziomie ewolucji – wszystkich zaangażowanych stron. Kibice są udziałowcem sukcesu finansowego klubu – pełne San Siro daje 5 milionów Euro wpływów Interowi, którego mecze domowe w sezonie obejrzało ponad milion widzów. 13 lat temu w LM rozegrano Derby Mediolanu, którego nie dokończono z powodu zarzucenia boiska racami – we Włoszech, spokojnym kraju krewkich ludzi kochających piłkę, pięknej pogody, świetnego wina i doskonałej kuchni..i mafii. W kraju gdzie zasadniczo nie było powodów by się frustrować – kiepska postawa na boisku rozwścieczyła kibiców.  Elity brytyjskie przez lata borykały się ze stadionowymi wybrykami klasy robotniczej – od lat jest spokój, a rozgrywki są wzorem sportowego zaangażowania i walki na boisku. Zadziałały rozwiązania systemowe i zwykła rzetelność – zawodnicy wypruwają żyły na boisku, a  bukmacherzy są tam częścią kulturowej otoczki sportu i życia codziennego.   Kilka dni temu niemal spalono część stadionu w pięknym Hamburgu. Gdzie ci cywilizowani Niemcy, ordnung i działania ich słynnych służb?

Stadion to nie opera i choć byśmy go wypełnili „piknikami” , to ludzie w takiej ilości są masą, nad którą trzeba zapanować: wzorcem, komunikacją – a  najlepiej: poziomem gry i organizacji. Który z prezesów czy zawodników wziął kiedyś odpowiedzialność – społeczną właśnie – za prezentowany poziom? Czy kibice przerywają fantastyczne widowiska? Bardzo rzadko. Zacznijmy od zaangażowania, poświęcenia, lepszej gry i pracy u podstaw,  a patologii do wyeliminowania będzie mniej.

 

Zdjęcie:sport.dziennik.pl



[fbcomments]

Góra